
Gdybym nie wiedział, gdzie jadę już z daleka mógłbym pomyśleć o kolejnej, tym razem szczególnie niebezpiecznej, ustawce kibiców Lechii Gdańsk i Arki Gdynia. Kilkadziesiąt radiowozów, co najmniej drugie tyle policjantów umundurowanych i tajniaków, opróżnione z samochodów i zablokowane parkingi. U celu pozostało poważniej ale żeby tam dotrzeć trzeba pokonać policyjną kontrolę. Dopiero wówczas można zauważyć pracowników Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku na czele z jego szefową Joanną Pińską, policjantów z miotaczami gazu łzawiącego oraz – uwaga! – pickupa z zestawem LRAD czyli Long Range Acoustic Device. Co to jest? Urządzenie akustyczne dalekiego zasięg zwane działem dźwiękowym, emitującym dźwięk o natężeniu 160 dB zdolnym spowodować trwałe uszkodzenie słuchu np. uczestników manifestacji pacyfikowanej przez władzę.


Czy zatem w niedzielne południe, 15 lutego 2026 roku dotarłem do zgromadzenia pod Szpitalem Św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie aż tak groźnego dla porządku publicznego, iż niezbędne okazało się zgrupowanie powyższych sił i środków? Obawy wobec domniemanego zachowania kilkudziesięciu członków organizacji pro-life protestujących przeciwko aborcjom dokonywanym w ww. szpitalu w jak najbardziej pokojowej formie – od banerów i wypowiedzi informujących czym jest i jak wygląda mordowanie dzieci poczętych po odmówioną wspólnie modlitwę różańcową – mogłyby jedynie świadczyć o porażającej niekompetencji, by nie rzec tępocie tych, którzy zdecydowali o tak daleko idącym scenariuszu działań zapobiegawczych.
Zdecydowanie bardziej wiarygodna staje się teza o próbie świadomego zastraszenia organizacji pro-life. Próbie inspirowanej zarówno przez lewacką hołotę skupioną wokół pomorskich struktur tzw. Komitetu Obrony Demokracji oraz partii „Razem”, jak i przez prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz, umiejętnie sterowaną przez swoje otoczenie. Dotyczy to zwłaszcza dwóch wiceprezydentów; Piotra Grzelaka – absolwenta „Collegium Tumanum” i ciągle bezkarnego autora stwierdzenia, iż powodem wybuchu II wojny światowej było „złe słowo Polaka przeciwko innemu narodowi” oraz Piotra Borawskiego – „przedsiębiorcy”, który przed laty jako szef firmy nie realizował swoich zobowiązań choćby wobec urzędu skarbowego, a dzisiaj bierze aktywny udział w rządzeniu miastem z blisko 6-miliardowym budżetem. Właśnie ten drugi w piątek, 13 lutego 2026 roku w swoim wystąpieniu przed magistratem jednoznacznie poparł petycję podpisaną przez aborcjonistów sprzeciwiających się protestowi przed gdańskim szpitalem i zapewnił, iż miasto podejmie w tej sprawie zdecydowane kroki. Obietnica została wykonana z nadwyżką, przy aktywnym współudziale nie tylko urzędników ale także gdańskiej policji. Szkoda tylko, iż magistrat nie wykazał choćby części takiej determinacji w walce z opłakanym stanem gdańskich ulic i chodników podczas tegorocznej zimy.
PO PIĄTE: NIE ZABIJAJ…
Koordynująca protest przeciwników aborcji Fundacja Życie i Rodzina wybrała na jego miejsce nieprzypadkowo Szpital Św. Wojciecha na Zaspie. Właśnie tutaj, tylko w ubiegłym roku dokonano 25 aborcji, w większości na podstawie świstków od psychiatrów. Warto podkreślić, iż pięcioro dzieci zabito zastrzykiem z chlorku potasu. Medyczny opis działania tej trucizny przedstawiamy poniżej:
„Celem roztworu chlorku potasu jest doprowadzenie do zawału serca, a w konsekwencji – zgonu. Po podaniu zastrzyku, osoba odczuwa bardzo silny ból związany po pierwsze z przekłuciem igłą, a po drugie – z gwałtownym pobudzeniem układu nerwowego. Serce zaczyna się kurczyć, a przez to tlen nie może swobodnie płynąć i osoba zaczyna się dusić. Odczuwalne są też drgawki oraz uczucie opisywane jako „rozrywanie serca od środka”. Roztwór chlorku potasu jest również silnie drażniący, więc gdy dochodzi do jego kontaktu z nerwami i mięśniami, odczuwalny jest drastyczny, piekący ból. Wreszcie dochodzi do niedotlenienia mózgu, a potem – całkowitego zatrzymania akcji serca.”
Co przerażające – aborterzy nie znieczulają swoich ofiar, chociaż kilkumiesięczne dziecko ma już w pełni rozwinięty układ nerwowy. Odczuwa ból tak samo jak my, a jest on do tego stopnia przeraźliwy, iż dziecko gwałtownie rzuca się w macicy aż umrze. Matka czuje tę walkę do ostatnich chwil jego życia, by potem przez kilka godzin „rodzić” jego zwłoki…
Czyż można dziwić się, iż banery ze zdjęciami porozrywanych płodów doprowadzają do wściekłości nie tylko lewackie wiedźmy ale także samych lekarzy uczestniczących w zbrodniczym procederze i wspierającego ich Dariusza Kostrzewę – prezesa spółki „Copernicus” zawiadującej szpitalem w Gdańsku-Zaspie. Ten ostatni w swoich oświadczeniach i wystąpieniach dał wielokrotnie przykład specyficznie pojmowanej lekarskiej etyki. Może zatem wypadałoby zamienić patrona szpitala i zamiast Św. Wojciecha wprowadzić na fasadę dr. Josepha Mengele, lekarza-zbrodniarza z KL Auschwitz-Birkenau.
HITLEROWSKIM KURSEM?
Manifestacje działaczy pro-life drażnią prezydent Aleksandrę Dulkiewicz i jej pretorian nie tylko z powodu ich religijnego charakteru (przy okazji: w ostatnich dniach „Dulczessa” złożyła specjalne życzenia islamistom z okazji rozpoczynającego się ramadanu, zupełnie pomijając… okres Wielkiego Postu, poprzedzającego Wielkanoc – najważniejsze święto katolików) ale także z uwagi na ich merytoryczną zawartość i siłę argumentacji. Jestem przekonany, iż na szczególną zajadłość tej, jawnie proniemieckiej ekipy, w próbach całkowitego wyeliminowania antyaborcyjnych protestów wpływają wątki nawiązujące do hitlerowskiego planu zmniejszenia liczby Polaków w okresie II wojny światowej do liczby nie przekraczającej 10 mln, ze znaczącym udziałem w tym procederze zalegalizowanej i świadomie promowanej aborcji.
Rana na ustach dziewczynki to skutek uderzenia przez obozową strażniczkę za to, iż nie zrozumiała komendy wypowiedzianej po niemiecku. Potem było rosnące przerażenie otaczającą sytuacją i zastrzyk fenolu w serce. Zaiste, obecni polskojęzyczni aborterzy to „godni” naśladowcy zwyrodnialców z Auschwitz-Birkenau.Z pewnością samopoczucia przeciwników manifestacji zorganizowanej przez Fundację Życia i Rodzina nie poprawiły banery z fotografiami Adolfa Hitlera oraz widocznej na powyższym zdjęciu Czesi Kwoki – dziewczynki z Zamojszczyzny zamordowanej 12 marca 1943 roku w Auschwitz.

Podobnie jak trudno było zaakceptować im obecność podczas manifestacji Weroniki Krawczyk (na powyższym zdjęciu druga od prawej), dzisiaj szczęśliwej matki trojga dzieci, w tym jednego zakwalifikowanego w 2016 roku przez mieniącego się lekarzem Piotra A. do aborcji z powodu domniemanego zespołu Downa. Pani Weronika odmówiła, a słuszność jej decyzji potwierdził fakt narodzin zdrowego dziecka. Gdy zatem sześć lat później zauważyła na forum internetowym pytanie innej kobiety o tego samego lekarza – opisała swoje doświadczenia i odradziła korzystanie z jego usług. Aborter oskarżył ją o… zniesławienie. Wyrok Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim, nieznacznie złagodzony w apelacji przez Sąd Okręgowy w Gdańsku był jednoznaczny: winna, a zatem trzy miesiące prac społecznych, przeproszenie lekarza i pokrycie kosztów sądowych. W rozmowie ze mną skazana zapewniła, iż przepraszać nie będzie. W odwodzie pozostaje jeszcze prezydencki akt łaski. Może wyprzedzi gwałtownie przyspieszone działania Sądu w celu wyegzekwowania wyroku.
Frekwencja zwolenników mordowania dzieci równie imponująca, jak intelektualna głębia ich haseł.
Typowa reakcja lewackich aktywistek: gęba pełna obraźliwych wyzwisk wobec uczestników antyaborcyjnej demonstracji ale błyskawicznie zasłonięta na widok kamery. Czyżby dowód zwątpienia w słuszność swoich poglądów?
„Kodziarze” i lewacy od kawiorowego komunisty Adriana Zanberga nie potrafili podjąć rzeczowej wymiany poglądów z obrońcami życia. Za argumenty posłużyły zatem wyzwiska, przekleństwa, zagłuszanie przeciwników i hasła w rodzaju „Moja macica to nie kaplica”. A wszystko ze szczególną dbałością o nie ujawnianie swoich twarzy i ze szczególnie tolerancyjnym traktowaniem przez magistrackich urzędników i części policjantów choćby najbardziej chamskich zachowań. Najwidoczniej tak starannie zaplanowana prowokacja nie spełniła oczekiwań jej inspiratorów.
Terminy kolejnych protestów (nie tylko w Gdańsku) Fundacji Życie i Rodzina do sprawdzenia na stronie www.RatujZycie.pl.
Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski
(19.02.2026)
P.S.
Prezydent Dulkiewicz daje się poznać niemal każdego dnia jako zdeklarowana miłośniczka Ukrainy w jej obecnej, probanderowskiej formie. Jestem ciekawy, jak zatem przyjmie ukraińskie powiedzenie z czasów daleko wcześniejszych niż bestialskie wyczyny OUN-UPA: „Polak jeżeli nie katolik, to ŚWINIA”?
H. Jez.














