„Trump ma demencję”? Po nagraniu ze spotkania w Gabinecie Owalnym padła mocna diagnoza

thefad.pl 2 godzin temu

Autorem najmocniejszych twierdzeń jest Adam James, fizjoterapeuta publikujący w mediach społecznościowych. Uznał zachowanie Trumpa za objaw demencji i tzw. sundowningu. Sugerował też, iż wygląd oczu prezydenta może świadczyć o przyjmowaniu stymulantów.

Demencji nie rozpoznaje się jednak na podstawie tego, iż ktoś podczas spotkania wygląda na zmęczonego, przymyka oczy albo przysypia. Takie zachowanie może mieć wiele przyczyn, od niewyspania i działania leków po zaburzenia snu czy inne problemy zdrowotne.

Sundowning nie oznacza zwykłej senności

W komentarzach dotyczących Trumpa gwałtownie pojawiło się słowo „sundowning”. Ma ono konkretne znaczenie medyczne.

Alzheimer’s Association opisuje sundowning jako nasilające się od późnego popołudnia do nocy splątanie u części osób z chorobą Alzheimera lub innymi rodzajami demencji. Mogą mu towarzyszyć dezorientacja, niepokój, pobudzenie, problemy ze snem, chodzenie bez celu czy halucynacje. Nie jest to osobna choroba ani określenie oznaczające po prostu senność w ciągu dnia.

Dokładna przyczyna tego zjawiska nie została w pełni poznana. Wiadomo natomiast, iż na zachowanie osób z demencją mogą wpływać m.in. zmęczenie, zaburzenia rytmu dobowego, światło, otoczenie i inne choroby.

Widok człowieka przymykającego oczy podczas konferencji nie pozwala więc stwierdzić, iż właśnie obserwujemy sundowning.

Z oczu nie da się wyczytać, jaki lek ktoś przyjął

Jeszcze dalej idą sugestie, iż po wyglądzie oczu Trumpa można rozpoznać działanie Adderallu, Provigilu lub innego środka pobudzającego.

Nie przedstawiono dowodów, iż prezydent przyjmował takie leki w czasie widocznym na nagraniu. Nie ma też podstaw, by na podstawie filmu stwierdzić, iż ktoś od lat używa stymulantów i rozwinął na nie tolerancję.

Podobnie jest z twierdzeniem o zanikaniu konkretnej struktury mózgu. Bez badań neurologicznych i obrazowych nie da się ustalić na podstawie publicznego nagrania, iż u konkretnej osoby dochodzi do zaniku określonego obszaru mózgu.

Można opisać mechanizmy chorób neurodegeneracyjnych. Nie można na tej podstawie uznać, iż taki proces zachodzi właśnie u człowieka widocznego na filmie.

Diagnozowanie polityków z daleka ma długą historię

Spór o ocenianie zdrowia psychicznego osób publicznych nie zaczął się od Trumpa.

W 1964 roku amerykański magazyn „Fact” zapytał psychiatrów o stan psychiczny Barry’ego Goldwatera, republikańskiego kandydata na prezydenta. Część z nich wydała opinie, choć nigdy go nie badała. W następstwie tej sprawy American Psychiatric Association wprowadziło zasadę znaną dziś jako Goldwater Rule.

Zgodnie z nią psychiatra może publicznie wyjaśniać zagadnienia związane ze zdrowiem psychicznym, ale nie powinien wydawać profesjonalnej opinii o konkretnej osobie publicznej, jeżeli jej nie zbadał i nie uzyskał zgody na taką ocenę.

Adam James nie jest psychiatrą, więc ta reguła formalnie go nie obejmuje. Jej sens dobrze pokazuje jednak problem z diagnozą stawianą na podstawie filmu. Rozpoznanie choroby wymaga wywiadu, badania, historii zdrowia, a czasem także testów poznawczych i diagnostyki obrazowej.

Można zobaczyć coś niepokojącego. Nie można na tej podstawie przeskoczyć od obserwacji do rozpoznania choroby.

Co oficjalnie wiadomo o zdrowiu Trumpa

Pytania o zdrowie prezydenta Stanów Zjednoczonych są uzasadnione, zwłaszcza iż Donald Trump ma 80 lat. Nie oznacza to jednak, iż publiczne nagrania mogą zastąpić dokumentację medyczną.

Po badaniu przeprowadzonym w kwietniu 2025 roku lekarz prezydenta Sean Barbabella poinformował, iż Trump uzyskał 30 punktów na 30 możliwych w Montreal Cognitive Assessment, przesiewowym teście funkcji poznawczych. W raporcie podano także, iż badanie neurologiczne nie wykazało nieprawidłowości.

W maju 2026 roku Biały Dom opublikował kolejny raport po badaniu prezydenta w Walter Reed. Lekarz ocenił w nim, iż Trump pozostaje zdolny do pełnienia obowiązków urzędu.

Te komunikaty również mają ograniczenia. Opinia publiczna nie otrzymuje pełnej dokumentacji medycznej prezydenta, a test przesiewowy nie daje gwarancji, iż problemy poznawcze nigdy się nie pojawią.

Nie ma jednak w tej chwili publicznie przedstawionego badania medycznego, które potwierdzałoby u Trumpa demencję.

Pytania są uzasadnione. Diagnoza wymaga dowodów

Zdrowie człowieka sprawującego urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych ma znaczenie publiczne. Można analizować jego zachowanie, wypowiedzi, pomyłki czy kondycję podczas wystąpień. Można też domagać się większej przejrzystości w sprawie wyników badań.

Czym innym jest jednak obserwacja, a czym innym diagnoza.

Jeśli Trump podczas spotkania wygląda na sennego, można to opisać. Stwierdzenie, iż przyczyną jest demencja, zanik określonej części mózgu albo działanie stymulantów, wymaga dowodów medycznych.

W tym przypadku takich dowodów nie przedstawiono.

Źródła: American Psychiatric Association, Alzheimer’s Association, Biały Dom, Reuters

Idź do oryginalnego materiału