
Gdyby prywatny kierowca pędził włoską autostradą A1 ze średnią prędkością 230 km/h, byłaby to dla niego bardzo kosztowna wycieczka. Kiedy dokładnie to samo robi umundurowany funkcjonariusz w błękitno-białym bolidzie na sygnałach, całe Włochy klaszczą na stojąco, a zarząd w Sant’Agata Bolognese otwiera szampana.
Włoska policja właśnie odebrała kluczyki do swojego najnowszego nabytku: hybrydowego Lamborghini Temerario. Oficjalny komunikat roztacza podniosłe wizje o „dwudziestu latach łączenia technologii ze służbą obywatelską”, a minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi z uśmiechem pozował u boku prezesa Stephana Winkelmanna. Pod tą pompatyczną ceremonią kryje się jednak ciekawy, usankcjonowany prawnie proceder w świecie motoryzacji – wykorzystywanie 920-konnego potwora w roli ekspresowej lodówki medycznej.
Dwie godziny z Padwy do Rzymu
Współpraca Lamborghini z Polizia Stradale to nie jest świeży wymysł speców od marketingu. Trwa od 2004 roku, kiedy na służbę trafiło pierwsze Gallardo, ale swój absolutny szczyt osiągnęła w listopadzie 2020 roku. Wtedy to policyjny Lamborghini Huracán LP610-4 dokonał wyczynu, który na stałe wpisał się do historii medycyny ratunkowej.
Funkcjonariusze otrzymali zadanie przetransportowania nerki do pilnego przeszczepu z Padwy do rzymskiej kliniki Gemelli. Odległość: niemal 500 kilometrów.
Tradycyjna karetka potrzebuje na pokonanie tego dystansu co najmniej 5–6 godzin. Śmigłowiec ratunkowy? Wymaga procedur startowych, sprzyjającej pogody (o którą w mglistej nizinie Padu bywa trudno) oraz lądowiska bezpośrednio przy szpitalu. Tymczasem czas niedokrwienia narządu na zimno uciekał bezlitośnie. Policyjny kierowca wcisnął gaz, wszedł na lewy pas autostrady i zameldował się pod rzymskim szpitalem po zaledwie… około dwóch godzinach. Średnia, podkreślam: ŚREDNIA prędkość na całej trasie przekroczyła 230 km/h. Nerka dotarła na czas, a pacjent przeżył. Oczywiście tutaj warto pamiętać o jednym: najważniejsze jest ludzkie życie, żadne Lambo włoskich służb nie wyjeżdża na trasę, o ile w danym przypadku drogę najszybciej da się pokonać w inny sposób (np. drogą lotniczą)
Dwa silniki elektryczne i lodówka w bagażniku
Przekazanie nowego Temerario rodzi jednak spore wyzwania inżynieryjne. W przeciwieństwie do wolnossących poprzedników z centralnie umieszczonym silnikiem, nowy model to skomplikowana hybryda plug-in. Podwójnie doładowane V8 o pojemności 4 litrów kręci się do obłędnych 10 000 obr./min, a wraz z trzema silnikami elektrycznymi generuje łącznie 920 KM.
Prawdziwy problem leżał jednak z przodu pojazdu. Przednią oś Temerario napędzają dwa niezależne motory elektryczne, co drastycznie zredukowało objętość przedniego bagażnika (frunka). Upchnięcie tam atestowanej chłodziarki medycznej z własnym podtrzymaniem zasilania, defibrylatora i specjalistycznego sprzętu ratowniczego wymagało od inżynierów sporej ekwilibrystyki.
W efekcie drogówka dostała wóz, który po zjeździe z autostrady może bezszelestnie dotoczyć się pod szpitalne skrzydło na samym prądzie, by chwilę wcześniej rozrywać powietrze rykiem ośmiu cylindrów.
Alibi doskonałe
Dla włoskiego rządu to skuteczne narzędzie logistyki transplantacyjnej. Dla Lamborghini – marketingowy majstersztyk.
W epoce zaostrzania norm emisji, fotoradarów i dyskusji o sensowności supersamochodów na drogach publicznych, marka z Sant’Agata ma w kieszeni alibi doskonałe. Błękitne Temerario z kogutem na dachu nie jest w oczach Włochów zabawką dla milionerów ani emisyjnym grzesznikiem. To bohater narodowy, który gdy tylko zadzwoni telefon z kliniki, zamienia się w najszybszy kurierski transport medyczny. Nie tylko w samych Włoszech. Ale tylko Włosi uczynili z superaut instytucję w służbie własnych obywateli z 20-letnią już tradycją.
Lamborghini Revuelto SV. Kiedy legendarny, spalinowy znaczek musi uznać wyższość prądu
Jeśli artykuł Temerario i Polizia Stradale, czyli 920-konna lodówka na kołach nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.














