Syndrom de Paris i podział my i oni, czyli jak zrobiono z Polaków stado Baranów
Syndrom Paryski to szok i nieudana obrona psychiki przed skrajnym rozczarowaniem.
W wyniku zderzenia kulturowego oraz całkowicie innej rzeczywistości od oczekiwanej, turyści z Japonii doznawali poważnych zaburzeń psychicznych.
Zamiast czystych ulic i eleganckich Paryżan, turystów porażał wszechobecny brud, złodziejstwo oraz brak kultury który skutkował ostrymi atakami histerii i izolacją w zakładzie psychiatrycznym.
Okazało się iż człowiek nie jest w stanie znieść dużego rozczarowania,( chyba płat czołowy wówczas szwankuje) i dlatego jego organizm broni się i nie przyjmuje do wiadomości prawdziwej rzeczywistości.
Gdy jednak ta porażająca rzeczywistość jest namacalna i nachalnie atakuje zmysły człowieka wówczas dosłownie system nerwowy wysiada. Dodatkowo zjawisko to potęgowane jest lękiem i stresem wywołanym długą podróżą .
Kto by pomyślał, iż rozczarowanie to aż tak bolesne doświadczenie?
A jednak, wszak nie raz cierpieliśmy z tego powodu i to naprawdę poważnie. Często też rozczarowanie, gdy już uzmysłowimy je i zdamy sprawę z naszej głupoty, łatwowierności lub zwykłej tępoty niszczy nas doszczętnie. Przez wiele dni ale i miesięcy nie potrafimy dojść do siebie po tym jak np. sprzedaliśmy za tanio mieszkanie bo jakiś cwaniak nas okręcił jak dzieciaka.
Wówczas najczęstszym sposobem obrony jest właśnie -niedopuszczenie faktów do świadomości.
Oto powód, dla którego zwolennicy PO pozostaną zwolennikami PO choćby nie wiadomo jak ich okradali, ile by jachtów kupowali z KPO,- to i tak nikt nie przyzna się iż był tępakiem do potęgi. Tak samo jest ze zwolennikami PiS- u .
Syndrom Paryski obok podziału na ,,my i oni,, który wcześniej opisałem, to dwa podstawowe zespoły zachowań wykorzystywane przez specjalistów od urabiania narodu.
To, dlatego jest tak trudna polemika polityczna, oraz taki zastój w poglądach. Więc zwolennicy PO nie staną się PiS-owcami i odwrotnie, chyba, iż ich politycy -to owszem,( choćby wielokrotnie) ale nie wyborcy ze swymi prymitywnymi instynktami.
Nie będę tłumaczył, do czego organizmowi potrzebny jest taki system obrony przed realną rzeczywistością, bo i po co.
Ważne jest, iż przeciętny wyborca PO gdyby podsłuchał, co mówią jego politycy zakulisowo to albo by się wyparł tego, co usłyszał, albo by zwariował jak turyści Japońscy w Paryżu.
Oba te syndromy ,, my i oni,, oraz to wyrzeczenie się prawdy w imię własnego dobra psychicznego odziedziczyliśmy po prymitywnych przodkach gdzie jasne określenie parytetów psychicznych było niezbędne by przetrwać. Wszak rozczarowany i zniechęcony człowiek stepu po prostu by nie przetrwał.
A więc- ahoj –tępe dzikusy od PO i też, ale już mniej od PiS-u.
Najgorsze jest jednak to, iż nie ma za bardzo możliwości by was wyprostować i miną lata póki coś drgnie pod tą zastałą skorupą sztucznie podzielonych Polaków.
Przykłady te pokazują też dobitnie z naukowym uzasadnieniem, iż trudno mówić o funkcjonującej jakiejkolwiek demokracji we współczesnym społeczeństwie a co dopiero w stanie lęku i zagrożenia, które nam codziennie serwują.











