– Dopóki to był Piotr Latała, który odgrywał wróżkę Telimenę, teściową, która przyjechała z wizytą, albo parodiował to, jak wygląda inna wizyta – ta u psychiatry na NFZ, było OK. I jak to były prześmiewcze, polityczne komentarze z konta "Andrzej Rysuje", też jeszcze wszystko było w porządku. W najgorszym razie był to stracony czas. Choć nie jestem pewna czy stracony, bo czasem oglądając coś, śmiałam się głośno sama do siebie, co zapewniało wyrzut endorfin w trakcie ciężkiego albo nudnego dnia pracy. A to jest przecież nie do przecenienia – mówi Magda.
I dodaje, iż wszystko się zmieniło po tym, gdy jej przyjaciółka wróciła z weekendu w Paryżu.
Miłość na Instagramie zawsze jest większa
– Algorytmy wyczaiły, iż zmieniła lokalizacje i nie za bardzo połapały się, iż już wróciła do Polski, bo przez cały czas wyświetlały się jej się paryskie reklamy, choćby Zalando France. Nie wspominając już o zadbanych Francuzach paradujących po ulicach Paryża, ale to już może dlatego, iż używała tam Tindera – mówi Magda o swojej przyjaciółce.
– I choć nie raz byłam w Paryżu i Francuzi mi się nie podobają, to nagle ci wyselekcjonowani mężczyźni, podsyłani w takiej ilości przez koleżankę, sprawili, iż zaczęłam uważać, iż z wyglądem mojego męża jest coś nie tak. Choć dotąd mi się podobał – mówi Magda.
Choć syndrom comparison trap, czyli "pułapka porównań", wydaje się być wytworem naszych czasów, czymś, w co możemy wpaść przez spędzanie czasu w mediach społecznościowych, nic bardziej mylnego. Zjawisko comparison trap zostało opisane już w… 1954 roku. Określenia tego użył amerykański psycholog społeczny Leon Festinger (rocznik 1919!). Dowodził, iż ludzie w sposób odruchowy oceniają swoją wartość, porównując się z innymi.
– Nie skończyło się na francuskim epizodzie. Od niego tylko się zaczęło, a potem już poszła cała seria: zaczęłam krytykować ubrania męża i przebąkiwać, iż za rzadko chodzi do barbera. Mało tego, zaczęłam oglądać pary na Instagramie, czego wcześniej nie robiłam. I nagle zaczęłam porównywać nasz związek do innych – a tam ciągle on i ona w kolejnej podróży, albo chociaż w kolejnej kawiarni. Zaczęłam robić codzienne uszczypliwości mężowi, iż za rzadko ruszamy się z domu, choć tak naprawdę jestem domatorką – mówi Magda.
Ludzie porównywali od zawsze: swoje domy, zarobki, samochody, a choćby rodziny. Na długo przed erą mediów społecznościowych, a choćby internetu. Tylko iż wtedy w ciągu dnia widzieli zaledwie kilka osób, z którymi mogli się porównać. W dodatku o połowie z nich myśleli, iż "nie ma czego zazdrościć". A dziś? W jeden dzień mogą porównać się (albo robią to bezwiednie) z tysiącem randomowych ludzi i za każdym razem poczuć ukłucie zazdrości.
I gdy w grę wchodzą kwestie materialne, problem jest mniejszy. Nie każdy jest materialistą, a poza tym konsumpcjonizm jest dziś passe, a minimalizm trendy. Ale gdy chodzi o związki? Miłość nigdy nie wychodzi z mody. Nasz związek może wypaść blado w porównaniu z bombardującymi nas zewsząd "idealnymi parami" i "bliźniaczymi płomieniami".
Wszystko, choćby to, co dotąd w naszym związku wydawało się piękne, a przynajmniej "wystarczająco dobre", teraz może jawić się jako – delikatnie mówiąc – niewystarczające.
Małe konflikty, które potrafią oczyścić atmosferę, a czasem wprowadzić ożywcze iskrzenie, zaczynają być niemal powodem do rozwodu, gdy widzimy kolejne pary, które "piją sobie z dzióbków". Zaczynamy wywierać presję na partnera.
Magda porównuje się choćby z postacią wygenerowaną przez AI
Często zaczynamy wywierać także presję na siebie, choćby jeżeli jesteśmy singlami. – Wiedziałam, iż nastolatkom oglądanie zdjęć w mediach społecznościowych może zryć głowę i wpędza młode kobiety w zaburzenia odżywiania. A wszystkie media podchwyciły to, iż Australia wprowadza zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla nastolatków poniżej 16. roku życia. I nie spodziewałam się, iż ja, mając 42 lata, zacznę myśleć, iż coś jest nie tak z moim wyglądem, bo naoglądam się kobiet na Instagramie – mówi Magda.
– I długo się trzymałam. A jednak niedawno stało się coś absurdalnego – po tym, jak moja przyjaciółka powiedziała mi przez telefon, iż postanowiła nauczyć francuskiego, Instagram zaczął i mi podsyłać reklamy aplikacji do nauki tego języka. Szczególnie natrętnie parę razy dziennie jedną z nich. I złapałam się na tym, iż zaczęłam czuć się brzydka, porównując się z moją potencjalną nauczycielką, choć pojawiła się wyraźna informacja, iż to postać wygenerowana przez AI. Nie dość, iż porównywałam się z nieistniejącą osobą, to jeszcze wpadłam przy tym w lekki dół! – mówi Magda.
Samoocena jest wyjątkowo wrażliwa i podatna na porównywanie się. A to porównywanie się może pójść w dwie skrajne strony. Poczucie własnej wartości poleci w dół, gdy ktoś wyda nam się lepszy od nas. I skoczy w górę, gdy ktoś według naszych standardów wyda nam się "gorszy". Jednak ten efekt poprawy samopoczucia jest tylko tymczasowy.
– I całe szczęście, bo gdyby to działało, niejedna osoba w celach terapeutycznych oglądałaby innych ludzi w mediach społecznościowych tylko po to, by cieszyć się, iż mają gorzej, a przy okazji wyhodowałaby w sobie pogardę i inne patologiczne cechy charakteru – mówi Magda.
I dodaje: – Choć dla mnie już chyba i tak nie ma ratunku. Ciałam walczyć z porównywaniem się i postanowiłam zrobić sobie dzień cyfrowego detoksu, ale tylko od oglądania na telefonie ludzi. Przerzuciłam się na psy – na goldeny, bo mamy psa tej rasy. Pomogło? Nie. Nasz pies zaczął wydawać mi się zbyt smutny i zaczęłam martwić się, iż ma większą nadwagę niż inne w jego wieku. Istny comparison trap...












