Średnia roczna temperatura w Polsce od połowy ubiegłego wieku wzrosła o ponad 2 st. C – wynika z danych IMGW-PIB. Skutkiem są częstsze i bardziej intensywne fale upałów, susze oraz nawalne opady deszczu powodujące powodzie błyskawiczne i podtopienia.
Wieloletnie obserwacje prowadzone przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy (IMGW-PIB) pokazują, iż w Polsce klimat stale się ociepla – od 1951 r. do 2024 r. średnia roczna temperatura wzrosła o ponad 2,3 st. C.
Regionalnie klimat ocieplił się najbardziej na Pojezierzach, Podkarpaciu i w Karpatach, bo o ponad 2,4 st. C, a najmniej w Sudetach – o około 2,1 st. C. Z danych IMGW-PIB wynika także, iż w ostatnich dekadach przyśpieszyło tempo wzrostu temperatury powietrza w aglomeracjach. Najszybciej, bo o 0,77 st. C na dekadę, ogrzewał się Wrocław, a najwolniej Gdańsk – o 0,53 st. C na dekadę.
Dr hab. inż. Bogdan Chojnicki z Katedry Bioklimatologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu powiedział PAP, iż wzrost temperatury o 2 stopnie Celsjusza dla atmosfery jest zmianą radykalną, powodując, iż w systemie jest więcej energii. – Dlatego należy spodziewać się gwałtownych zjawisk: suszy, fali upałów i gwałtownych opadów, powodujących lokalne podtopienia i powodzie – zaznaczył.
Podkreślił, iż powietrze o wyższej temperaturze ma zdecydowanie większe możliwości osuszania, określane „siłą ssącą atmosfery”. – To szybkie parowanie wody z powierzchni gleby, z roślin, powierzchni jezior i rzek. Dodatkowo, gdy nad Polskę dociera suche powietrze znad Afryki, mamy kolejne rekordy ciepła – powiedział.
Z kolei powietrze na przykład znad Morza Śródziemnego jest „pasem transmisyjnym” wody, która gwałtownie spada, jak podczas niżu genueńskiego w 2024 r., gdy w południowo-zachodniej Polsce doszło do powodzi. Podkreślił, iż niż genueński to nic nowego. – Natomiast w 2024 r. był o 7 proc większy, bo temperatura Morza Śródziemnego była wysoka, powietrze stamtąd „wessało” parę, a następnie przyniosło znacznie większą ilość wody, niż zwykle – dodał.
Naturalną cechą klimatu Polski jest okresowe występowanie susz. Eksperci IMGW-PIB zauważają jednak, iż susze w XXI w. różnią się od tych w poprzednich stuleciach. realizowane są zwykle dłużej, obejmują większe przestrzenie i towarzyszą im wyższe temperatury. Naturalny przebieg susz uległ znacznemu zaostrzeniu w wyniku rosnącego zapotrzebowania na wodę, postępującej antropopresji (działalność człowieka – PAP) oraz zmiany klimatu. Według prognoz Europejskiej Agencji Środowiska w latach 2041-2070 częstotliwość susz meteorologicznych wzrośnie w niemal całej Europie – również w Polsce.
Dla wystąpienia suszy znaczenie ma różnica między wysokością opadów, a parowaniem (tzw. klimatyczny bilans wodny), na które wpływają temperatura, usłonecznienie i prędkość wiatru. Eksperci podkreślają jednak, iż ustalenie, czy mamy do czynienia z suszą, nie jest łatwe, bo susza czasem „ukrywa” się pod wierzchnią warstwą gleby. Ponadto susza dotyka obszaru Polski w różny sposób. Deficyt opadów oraz występowanie i pogłębianie się zjawiska suszy zaznacza się najbardziej w pasie środkowej Polski, obejmującym m.in. Kujawy, Wielkopolskę i część Mazowsza.
W kwietniu tego roku bilans klimatyczny był ujemny na obszarze praktycznie całego kraju. Już na początku maja niektóre izby rolnicze apelowały o uruchomienie gminnych komisji szacujących straty spowodowane suszą, bo przez wysychanie gleby część rolników zdecydowała o likwidacji upraw.
W ubiegłym roku badacze IMGW-PIB odnotowali, iż straty wody na parowanie przewyższyły dostawę z opadów we wszystkich sprawdzonych stacjach (badanie trwało od stycznia do października). Naukowcy zaznaczyli, iż choćby dość „mokre” miesiące, m.in lipiec, wrzesień i październik – po serii suchych miesięcy – nie pozwoliły na odrobienie “długoterminowych” strat. Zauważyli przy tym, iż zwiększenie wilgotności nie było tak spektakularne, jak mogłoby się wydawać, a obfite deszcze wystąpiły późno, po całej serii suchych miesięcy. Przy czym były miesiące, w których w niektórych regionach problemem był nadmiar wody i wystąpiły podtopienia.
We wrześniu 2024 r. niż genueński spowodował powodzie w południowo-zachodniej Polsce. Stan klęski żywiołowej w związku z powodzią obowiązywał na obszarach czterech województw: dolnośląskiego, opolskiego, śląskiego i lubuskiego, na których przebywało prawie 2,5 mln osób. Według rządu powodzią zostało dotkniętych 57 tys. z osób. Według służb zginęło dziewięć osób, a ewakuowano 6,5 tysiąca. Zgłoszono uszkodzenia ponad 11,5 tys. budynków. Zniszczone zostały też drogi, mosty i infrastruktura kolejowa.
Katarzyna Nocuń (PAP)









