Smartfon / branimir

publixo.com 4 godzin temu

SMARTFON
Taka niby duperelka… A jednak to diabelski artefakt, wysysający twoje życie przez dłoń, oczy i mózg. Widzę tych uzależnionych na ulicach… Pomysł był taki, iż jesteśmy ( większość) dwuręczni, więc w bujającym autobusie w jednej ręce telefon, w drugiej siaty albo plecak i brakuje tej trzeciej, by chwycić się rury. I cały czas spojrzenia na zgaszony, pusty ekran: ten sygnał wciąż nie nadchodzi… Jaki sygnał, na co czekacie?

Jeszcze ćwierć wieku temu człowiek idący ulicą i gadający do siebie sprawiał, iż patrzyliśmy na niego z politowaniem i palcem kręciliśmy bączki przy skroni. Niepełnosprytny idzie…. Dziś wszystko jest okej, wystarczy tylko mieć w ręku telefon ( może być wyłączony - nikt tego nie sprawdza) i gadać do siebie, mając w nosie ludzi obok. Można ich zignorować i w przestrzeni publicznej, na ulicy, a jeszcze lepiej w autobusie komunikacji miejskiej opowiadać o chorobach, o seksie z sąsiadką, o sponiewieraniu się na imprezie, a także wyrażać wyraziste, obraźliwe opinie o politykach. Niech inni słyszą – telefon w dłoni w pełni usprawiedliwia te publiczne wylewy. Można też pojechać grubiej – jeżeli naprawdę z kimś rozmawiamy – i włączyć w autobusie na głośnomówiący, niech wszyscy dookoła poznają nasze życie i nasze brudy, ewentualne euforii i troski. Pornografia obyczajowo medyczna wylewa się na postronnych. I – czy to zaproszenie do włączenia się do rozmowy, gdy ktoś obok w autobusie się tak obyczajowo odpali? Użyje telefona w ten sposób jako broni obyczajowo niejednoznacznej?
Idź do oryginalnego materiału