Skupmy się na sukcesach!

monitorrynkowy.pl 3 godzin temu

Poddębickie Centrum Zdrowia słynie z odważnej i odpowiedzialnej polityki, która nie przechodzi bez echa zarówno w środowisku medycznym, jak i biznesowym. O znaczeniu nagrody Symbol 2025, zasługach dla służby zdrowia i wizji dalszego rozwoju z profesorem Janem Krakowiakiem, prezesem szpitala, rozmawia Jakub Lisiecki

Za nami kolejny pracowity rok i kolejne – w pełni zasłużone – wyróżnienie na Forum Wyzwań Gospodarczych Symbol 2025. Jakie wrażenia, panie profesorze?

Fantastyczne. Cieszę się, iż ponownie mogłem odbierać tytuł Symbolu Nowoczesnej Opieki Medycznej, ale przede wszystkim cieszy mnie możliwość udziału w tym wydarzeniu. Tam zawsze pachnie naturalnością, rzeczywistością i oryginalnością. Zero sztucznych, pozorowanych scen, tylko uroczystość pełna ludzi, którzy faktycznie coś osiągnęli i mają czym się pochwalić. Zorganizowana ze smakiem, a przede wszystkim dająca możliwość uwypuklenia sukcesów w wielu różnych branżach. Takich ludzi nie tyle można, ile TRZEBA pokazywać. Nie tyle można, a TRZEBA się na nich wzorować. Tym bardziej, iż my naprawdę mamy przez cały czas mało osiągnięć. A choćby jeżeli są – społeczeństwo woli niepowodzenia i negatywy. W mojej ocenie to wielki błąd.

A powinno być…?

Powinno być: skupmy się w końcu na sukcesach! Naród musi się przestawić! Na dążenie i dociąganie do poziomu tych, którzy coś osiągnęli, zamiast im zazdrościć. Dzięki wam tak jest, dzięki wam można dostrzec pewne wzory, nie tylko personalne, i to ogromnie cieszy. Nie poświęcacie czasu w negatywny przekaz – bardzo dobrze, bo powinniśmy żyć w przekonaniu, iż warto spełniać marzenia i cele. Gdy odbierałem nagrodę, widziałem ludzi szczęśliwych z powodu tego, co robią w życiu. Ludzi w różnym wieku – młodszych, starszych… od 25. do 80. roku życia. Wszystkich ludzi odbierających nagrodę Symbolu łączy czerpanie satysfakcji z drogi, która ich tam doprowadziła. To przedstawiciele firm, które nie tylko mają misję, ale realizują „święty” rachunek ekonomiczny Kaleckiego (Michał Kalecki, polski ekonomista – przyp. red.), który po prostu musi się zgadzać. Mam identyczne motywacje i przekonania, dlatego cieszę się, iż możemy wspólnie budować siłę, doceniając siłę innych. Budujemy nowoczesny rynek pracy, motywując najzdolniejszych Polaków do realizacji swoich celów w Polsce.

Nie jest specjalną tajemnicą fakt, iż miarą sukcesu w biznesie jest dodatni bilans.

Słusznie. Dlatego powinniśmy zacząć traktować służbę zdrowia kategoriami biznesowymi. W świecie medycyny, choć wielu tego nie rozumie, szpital bilansujący się – jest szpitalem bezpiecznym. jeżeli firma, jaką powinna być placówka medyczna, zarabia więcej, niż wydaje – to jest oczywiste, iż ma pieniądze na leczenie. A szpital, który jest na minusie, musi tych pieniędzy szukać tam, gdzie nie powinien, więc „ratuje” pacjentów lekami przeciwbólowymi i kombinuje, jak się pozbyć „drogich pacjentów”. Szpital w Stanach Zjednoczonych, który ma więcej niż 55% wydatków na płace, uznaje się za szpital nierentowny. Tymczasem, proszę mi wierzyć, Polska utrzymuje takie szpitale, które na pensje wyrzucają 80, 90, a wręcz ponad(!) 100 procent. Teraz przychodzi moment refleksji: czym się tych ludzi leczy? Możemy się śmiać albo oburzać, ale to brzmi jak nowoczesna forma eutanazji.

Od lat skupia się pan na prostym przekazie: szpitale muszą być silne, bezpieczne i stabilne.

Tak, i ciągle powtarzam, iż w tym celu naprawdę wiele musi się zmienić. Ludziom tworzy się w głowach mit, iż stajemy przed jakimś wyimaginowanym zagrożeniem prywatyzacji szpitali. A my broń Boże nie mówimy tu o zjawisku mylnie rozumianym przez zbiorowość, jakoby było to „przekazanie naszej służby zdrowia w jakieś losowe, prywatne ręce”. Ależ skąd! Szpitale są i pozostają placówkami publicznymi, tylko powinny funkcjonować jako spółki, w ramach efektu ekonomicznego, a przy tym mogłoby powstać wiele podmiotów kontraktujących świadczenia, bo nie musi to być wyłącznie NFZ. Mogą zostać stworzone fundusze, ale najważniejsza byłaby żywa konkurencyjność w świadczeniu usług. Mój szpital jest solidną firmą – płacę sto tysięcy czynszu miesięcznie, a szpital jest w 100% własnością samorządu; oglądam każdą złotówkę z dwóch stron; zastanawiam się, który sprzęt kupić, by wyjść na plus; ale u mnie walczy się o kontrakty! U mnie podąża się w kierunku zwiększania jakości i satysfakcji pacjentów. Nierentowny oddział zagraża bezpieczeństwu pacjenta i o tym musi wiedzieć społeczeństwo i Zarząd Narodowego Funduszu Zdrowia w Warszawie. Blokowanie wprowadzania innowacyjnych metod leczenia pod potrzeby rynku usług zdrowotnych jest niedopuszczalne i pokazuje zielone światło najzdolniejszym lekarzom do wyjazdu z Polski, a chyba nie oto chodzi rządowi Donalda Tuska.

Bo to pacjent ma być decydentem.

Tak jest, i innej drogi nie ma. Prowadzę badania od 20 lat na ten temat, ale w Polsce nikt się tym nie przejmuje. Była mowa, iż wizerunkowo w pierwszej kolejności trzeba ogarnąć SOR-y; i faktycznie, w wielu szpitalach to się udało. Nie możemy jednak zapominać o tym, co najważniejsze: na SOR-ze, tak jak i na wszystkich innych oddziałach, pracują ludzie, którzy mają być wizytówką polskiej służby zdrowia. Ci lekarze mają być kompetentni, wypoczęci, uprzejmi, pomocni – nad tym trzeba pracować. Tymczasem pracujemy nad rozdawnictwem centralnym, a to trąci utopią i komunizmem: wszystkim po równo, niezależnie od wkładu pracy i efektów. A ja mówię: nie liczmy wynagrodzeń systemowo i odgórnie za tytuły. To dyrektor szpitala powinien decydować o zarobkach według faktycznych zasług i pracy. Ludziom trzeba dać możliwość wykazania się i płacić im – za pracę. Przecież służba zdrowia to usługi, prawda, czy nie? Oczywiście specyficzne, bo obwarowane największym możliwym ryzykiem – czyjegoś zdrowia lub życia – ale może właśnie szczególnie dlatego powinny być urynkowione i ukierunkowane na klienta? Wszyscy jak jeden wykonujący wolny zawód – lekarze, pielęgniarki – powinni dla bezpieczeństwa pacjenta być zatrudnieni na umowach cywilno-prawnych i solidnie wynagradzanych.

To ma głęboki sens. A czy konkurencja nie spowodowałaby w takim razie zamknięcia wielu szpitali?

Z pewnością. Z tym, iż to nie powód do strachu, tylko do zadowolenia. Absolutnie nie można tego równać z niewystarczającą liczbą miejsc dla pacjentów, bo one na pewno się znajdą. W takim przypadku szpitale, zamiast stać puste, faktycznie by pracowały. Panie redaktorze, ja dzisiaj jednym oddziałem chirurgii w Poddębickim Centrum Zdrowia jestem w stanie zrealizować świadczenia dla co najmniej czterech, jeżeli nie sześciu powiatów ościennych. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Tylko dajcie mi wolny rynek i zdejmijcie limity! Rąk do pracy nie brakuje, wbrew powszechnej opinii. jeżeli rozdysponujemy personel w odpowiedni sposób i skupimy się wyłącznie na oddziałach popytowych, wyleczymy maksymalną liczbę osób.

A wracając do Poddębickiego Centrum Zdrowia: do zrealizowania jakich planów jeszcze pan dąży?

Do stworzenia kompleksowego obiektu strategicznego, jakim powinien być szpital w tych niepewnych czasach. Powstanie budynek z lądowiskiem dla helikopterów – to już jest na etapie dokumentacji medycznej. Obejmie on również schron, wirowy garaż na 190 samochodów z pełnym monitoringiem oraz dwa bloki operacyjne ze sterylizacją. Całościowy koszt wyniesie ok. 80 mln zł i jest to plan, z którym nie zamierzam dłużej czekać. To będzie piękny kamień milowy rozwoju Poddębickiego Centrum Zdrowia.

Idź do oryginalnego materiału