W marcu 2020 roku rozpoczęło się największe zbiorowe szaleństwo w XXI wieku, które nazywało się „pandemia Covid 19”. Kto pamięta tamte mroczne czasy będzie też na zawsze miał przed oczami zbiorową histerię, zamknięte lasy, pięciu wiernych w kościołach i setki w marketach budowlanych. Warte do zapamiętania, i to na zawsze, są też nowe odkrycia „naukowe”, cudowne szczepionki w stu procentach ratujące przed zgonem i respiratorem, maseczki powstrzymujące wirusy i niemal całkowite wyeliminowanie grypy.
W te wszystkie zakazy, nakazy i odkrycia w pierwszej fazie wierzyło ponad 90 proc. społeczeństwa i co gorsza połowa zamieniła się w donosicieli, wskazujących na „szurów” i „płaskoziemców”, którzy mieli odwagę krzyknąć, iż wirusy były zawsze, ale takiej paranoi nie było nigdy. Zjawisko społeczne znane od wieków, kapłani egipscy potrafili z zaćmienia słońca zrobić koniec świata, jeżeli lud nie będzie grzecznie poddawał się ich woli. Internet to zjawisko spotęgował i gdy internetowy lud wpadnie w emocjonalną spiralę nie ma najmniejszych szans na powstrzymanie histerii, a racjonalne argumenty zamiast łagodzić, podsycają zbiorowy obłęd.
Wczorajszy „zamach na niepokorne media” Tomasza Sakiewicza, to nie jest oczywiście skala znana z pandemii i na szczęście nie wywoła tak opłakanych skutków, niemniej jednak mechanizm jest ten sam. W normalnych warunkach, to znaczy takich, gdy Policja dostaje zgłoszenie o rzekomej próbie samobójczej dziecka i interweniuje w mieszkaniu przeciętnego Kowalskiego, wszystko zakończyłoby się w minutę. Policjanci pukają do drzwi, informują o co chodzi, zaskoczeni domownicy oświadczają, iż nic takiego się nie dzieje i pozwalają funkcjonariuszom to zweryfikować. Cała interwencja trwa od dwóch do pięciu minut. Być może Kowalski wrzuciłby na portal społecznościowy swoją „przygodę”, ale z pewnością nie usłyszałby, iż jest prześladowany, a gdyby próbował to natychmiast dostałby brutalną ripostę: „Debilu przecież o dziecko chodziło, co mieli zrobić policjanci?”
Zupełnie inaczej wszystko wygląda po zmianie głównego bohatera z Kowalskiego na polityka X lub jeszcze gorzej na dziennikarza Y. Z tą chwilą zaczyna się mała „pandemia” wywołana schematycznymi reakcjami, czy wręcz odruchami bezwarunkowymi. Wiadomo na starcie, iż to nie żadna typowa interwencja po fałszywym alarmie, ale zamach reżimowej władzy na opozycję, tudzież opozycyjne media. Niemal zawsze „ofiara” ma przy sobie kamerę i odpowiednio pocięty filmik trafia do Internetu. Gdy internetowy lud zobaczy skutą w kajdanki kobietę, policjanci mogą zacząć dziękować Bogu, iż nie są w „realu”, bo w Internecie zostaliby rozszarpani na strzępy bez wyroku.
Nikt lub prawie nikt nie pyta, co się wydarzyło przed tym „dramatem” i czy naprawdę funkcjonariusze są tak głupi, żeby w świetle kamer i z udziałem świadków (ratownicy medyczni) dostarczyć sensacyjnego materiału redaktorowi Sakiewiczowi, który słynie z takich akcji. Czy może domownicy zrobili wiele, żeby tak dramatyczny filmik nakręcić? Całkowicie znika priorytet „zagrożenie życia dziecka” i zaczyna się bezdennie głupie śledztwo, pełne spektakularnych, ale całkowicie alogicznych wniosków. Policjanci byli ze Śląska, bo takie mieli naszywki i nieważne, iż byli na delegacji w Warszawie. Policjanci odpruli naszywki z mundurów, żeby nikt ich nie zidentyfikował i nieważne, iż takie mundury w Policji przez cały czas obowiązują, co więcej w niektórych oddziałach są wymogiem. Nieważne również, iż twarze „anonimowych” policjantów zobaczyły miliony użytkowników Internetu.
Dziennikarz i polityk, to nie Kowalski, dlatego „nie dobra porównywać” i można zapomnieć o wszystkim, co najważniejsze z ochroną życia na czele. Nie warto też zwracać uwagi na prawdziwe problemy, jakie ujawniła ta interwencja. Braki kadrowe w warszawskiej Policji, braki w szkoleniu funkcjonariuszy, pomimo prowokującego zachowania „niezłomnych”, powinni zachować zimną krew. Brak skoordynowanych działań, co zastąpiono chaotycznym wysyłaniem patroli pod adresy wskazane w fałszywych alarmach. I wreszcie najważniejsze, czyli śmiertelne zagrożenie w przyszłości, bo policjanci też mają dostęp do Internetu i po lekturze linczujących komentarzy ustawią sobie priorytety wedle życzenia komentujących – najważniejsze, to dobrze wypaść przed kamerą, samobójstwami dzieci i pozostałymi przyczynami interwencji będziemy się martwić później.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!












