Amerykańskie cła po roku. Przemysł USA jeszcze się nie pozbierał

300gospodarka.pl 53 minut temu

Ponad rok po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa masowego podniesienia ceł w USA widać pierwsze skutki bardziej protekcjonistycznej polityki handlowej. Efektywna stawka celna wzrosła w tym czasie z 2,3 proc. do około 15 proc., a po decyzjach sądów spadła co najmniej do 8,2 proc.


To ważne nie tylko dla amerykańskiej gospodarki, ale także dla Unii Europejskiej. Zdaniem ekonomistów mBanku doświadczenia USA mogą wpłynąć na debatę o ochronie strategicznych sektorów przemysłu i mechanizmach podobnych do ceł.

USA podniosły bariery handlowe


Donald Trump przedstawił podwyżki ceł jako element odzyskiwania suwerenności gospodarczej i politycznej Stanów Zjednoczonych. Celem miała być także ochrona miejsc pracy oraz krajowego przemysłu.


Administracja USA wprowadziła 10-proc. stawkę celną praktycznie na wszystkie towary importowane do Stanów Zjednoczonych od 4 kwietnia 2025 roku. Dodatkowo podniesiono stawki wobec partnerów handlowych osiągających nadwyżki w relacjach z USA.


Tak zwane reciprocal tariffs objęły m.in. Unię Europejską, Japonię, Koreę Południową i Chiny. W przypadku UE stawka wynosiła 20 proc., a wobec Japonii i Korei Południowej około 25 proc. Głównym adresatem restrykcji były jednak Chiny, wobec których stawki sięgały około 35 proc. i więcej.


Stany Zjednoczone wprowadziły także dodatkowe cła sektorowe. Objęły one przede wszystkim stal i aluminium, półprzewodniki, samochody oraz drewno.

Amerykańskie cła gwałtownie trafiły do sądów


Wdrażanie nowych taryf od początku napotykało problemy prawne i organizacyjne. Około tydzień po ogłoszeniu decyzji wejście ceł w życie zostało odroczone o 90 dni.


W lutym 2026 roku amerykańskie sądy uznały za nielegalne zarówno taryfy związane z fentanylem, jak i część ceł odwetowych. Podstawa prawna tych drugich została następnie zmieniona na sekcję 122, która pozwala czasowo podnieść bariery handlowe na okres do 150 dni.


Według danych przywoływanych przez mBank efektywna stawka celna w USA wzrosła w ciągu dwóch lat z 2,3 proc. do około 15 proc. Następnie, wraz z kolejnymi wyrokami sądów, spadła co najmniej do 8,2 proc.


Wzrosły też wpływy budżetowe z ceł. Dane FRED wskazują, iż zwiększyły się one z około 80 mld dolarów w IV kwartale 2025 roku do około 364 mld dolarów w ostatnim okresie 2025 roku.

Import spadł, ale obraz nie jest jednoznaczny


Dane z drugiej połowy 2025 roku pokazują spadek wartości importu dóbr i usług do Stanów Zjednoczonych. W IV kwartale 2024 roku import wyniósł nominalnie 4186 mld dolarów, a w IV kwartale 2025 roku, kiedy już obowiązywały amerykańskie cła, spadł do 4135 mld dolarów.


Nie oznacza to jednak automatycznie trwałego ograniczenia importu. Zdaniem analityków mBanku przed wejściem ceł w życie amerykańskie firmy intensywnie budowały zapasy. To utrudnia ocenę, czy późniejszy spadek był efektem samych barier celnych, czy wcześniejszego wyprzedzającego importu.


Bardziej szczegółowe dane Census Bureau pokazują jednak wyraźniejsze zmiany w sektorach objętych dodatkowymi cłami. Najsilniejsze spadki importu widać w produktach związanych z produkcją stali, drewna i kamienia oraz w wyrobach przetworzonych z tych surowców. Udział tych grup w imporcie znalazł się na najniższych poziomach od dekady. W przypadku stali ten wynik nie obejmuje wyjątkowego okresu lockdownów podczas pandemii COVID-19.




Przeczytaj także: Koniec eurowiniety w Holandii. Co oznacza nowy system opłat dla firm korzystających z transportu?






Inaczej wygląda sytuacja w przypadku surowców ważnych dla nowoczesnej gospodarki. Chodzi m.in. o metale ziem rzadkich oraz materiały wykorzystywane w energetyce jądrowej.


W tych kategoriach od 2022 roku widoczny jest wzrost importu do Stanów Zjednoczonych. To pokazuje, iż USA przez cały czas zwiększają zależność od zagranicznych dostaw w obszarach kluczowych dla nowoczesnych technologii. Jak dodają ekonomiści mBanku, zmiany w handlu przekładają się także na strukturę krajowej produkcji.

Przemysł nie odbił szeroko...


Amerykańskie cła jednak nie doprowadziły do szerokiego ożywienia w tamtejszym przemyśle. Produkcja przemysłowa w USA jest w tej chwili o 1,7 proc. niższa niż na początku 2025 roku.


Od czasu pandemii widać względną stabilizację produkcji dóbr konsumpcyjnych oraz pogłębiający się zastój w segmencie dóbr inwestycyjnych. Zmiany w polityce celnej nie wystarczyły, aby odwrócić ten trend.


Jak wskazują analitycy mBanku, poprawę widać głównie w dostawach mediów oraz produkcji dóbr nietrwałych. To sugeruje, iż rosnące koszty wytwarzania mocniej wpływają na branże o niższej wartości dodanej.


Dane ankietowe również nie pokazują przełomu. Deklarowany przez firmy poziom wykorzystania mocy produkcyjnych pozostaje na poziomie około 75 proc. To o około 3 pkt proc. mniej niż w latach 2010-2020 i wyraźnie poniżej historycznej średniej wynoszącej około 78 proc.

...ale są sektory, które zyskały


Najbardziej bezpośrednim skutkiem ograniczenia importu stali jest poprawa sytuacji krajowego sektora metalurgicznego oraz producentów podstawowych chemikaliów. Dane Rezerwy Federalnej wskazują, iż po okresie spadków trwających do 2025 roku w obu branżach pojawił się powrót do trendu wzrostowego.


Analiza mBanku zwraca też uwagę na odbudowę sektora lotniczego oraz producentów sprzętu elektrycznego. Szczególnie interesująco wygląda sektor lotniczy, którego wyniki są w dużej mierze powiązane z decyzjami administracji publicznej. Na razie nie można jednak przesądzić, iż to właśnie amerykańskie cła wywołały ten efekt. Pełna analiza przyczynowości wymagałaby bardziej złożonych modeli i danych sektorowych dostępnych zwykle dopiero po kilku latach.

Wnioski dla Unii Europejskiej


Doświadczenia Stanów Zjednoczonych mogą być ważne także dla Unii Europejskiej. Działania mocarstwa zza oceanu pokazały, iż zwiększenie barier dla prostych wyrobów z tradycyjnych surowców, takich jak stal czy drewno, może ograniczać import i częściowo wspierać krajowy przemysł.


Tyle iż efekty nie są jednoznaczne. Protekcjonizm nie odbudował całego przemysłu, a zależność od importu w obszarach nowoczesnych surowców przez cały czas rośnie.


Dla UE znaczenie ma także mechanizm CBAM, czyli graniczny podatek węglowy. Choć Wspólnota nie planuje klasycznego podnoszenia ceł, obciążenia nakładane na producentów spoza UE będą rosły właśnie przez mechanizmy środowiskowe. Według mBanku CBAM może działać jak pośrednia forma protekcjonizmu, której skutki mogą być podobne do klasycznych ceł. Może to zmieniać relatywne ceny czynników produkcji oraz strukturę konsumpcji.


Z analizy mBanku wynika, iż selektywne działania sektorowe mogą stać się narzędziem budowy autonomii strategicznej. Dotyczy to zwłaszcza branż ważnych dla bezpieczeństwa, przemysłu i długoterminowej konkurencyjności.


W Unii Europejskiej podobną rolę odgrywa polityka przeciwdziałania subsydiom zagranicznym, szczególnie tym stosowanym przez Chiny. Jej celem jest ochrona kluczowych sektorów przed nieuczciwą konkurencją. Zdaniem ekonomistów mBanku wprowadzanie takich „bezpieczników” handlowych nie musi automatycznie prowadzić do silnej presji inflacyjnej, jeżeli obejmuje wąski zakres branż i koncentruje się na dobrach pośrednich o strategicznym znaczeniu.




Polecamy również:



  • Polska technologia MagRail pozwala wagonom jechać bez lokomotywy. Znalazła się w finale prestiżowego konkursu

  • Zależni od cudzych technologii. Płacimy za nie miliardy, ale nie wiemy, kto je kontroluje

  • SAFE rusza pełną parą. Polska może zgarnąć gigantyczne środki dla przemysłu obronnego

  • Emerytalna luka rośnie. Oczekiwania Polaków mocno rozmijają się z prognozami

Idź do oryginalnego materiału