

Być może widzieliście na ulicach Przasnysza młodą kobietę, która porusza się tyłem. Przechodnie spoglądają z zaciekawieniem, niektórzy komentują, choćby głośno, inni się śmieją, a są i tacy którzy sięgają po telefon i kręcą filmiki. Tymczasem pani Magdalena nie robi tego, by się wyróżniać. To jedyny sposób, w jaki jest w stanie funkcjonować. Po miesiącach badań i wizyt u specjalistów przez cały czas nie zna przyczyny swojego problemu. Dziś opowiada nam swoją historię i liczy, iż dzięki nagłośnieniu sprawy uda się znaleźć pomoc.
Z problemem walczy od ośmiu miesięcy
To historia, która choć może wydawać się nieprawdopodobna, jest prawdziwa. Pani Magdalena, mieszkanka Przasnysza od około ośmiu miesięcy walczy z poważnym problemem zdrowotnym, który sprawił, iż zwykłe przejście ulicą stało się dla niej ogromnym wyzwaniem.
Jak relacjonuje, wszystko zaczęło się od silnej rwy kulszowej i porażenia całej prawej nogi. Po tym zdarzeniu pojawiło się utykanie oraz bardzo silny, skurczowy ból łydki. Z czasem dolegliwości zaczęły się nasilać.
– Kiedy próbuję normalnie iść do przodu i robię krok prawą nogą, noga łamie mi się w kolanie, a ja praktycznie siadam na ziemi – opisuje pani Magdalena.
„Pomocy szukam wszędzie”
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, iż problem dotyczy wyłącznie zwykłego chodzenia do przodu.
– Mogę biegać do przodu, mogę wchodzić po schodach, schodzić ze schodów, mogę chodzić tyłem, ale nie mogę normalnie chodzić do przodu. Dlatego na co dzień poruszam się tyłem. Chodzę tak po zakupy, wyprowadzam psa, załatwiam codzienne sprawy. Nie dlatego, iż chcę. Dlatego, iż muszę – podkreśla.
Jak przekazuje naszej redakcji, nigdy wcześniej nie miała żadnego problemu z poruszaniem się. Dziś, jej życie to ciągłe wizyty u specjalistów.
– Odwiedziłam już około 15 lekarzy. Byłam na wizytach w Warszawie, w Radomiu. Konsultowałam się z neurologami, ortopedami i neurochirurgami. Przeszłam szereg badań, w tym rezonanse magnetyczne głowy, kręgosłupa, uda i łydki, a także badania EMG i ENG. Nikt, dosłownie nikt, nie potrafi powiedzieć co mi jest – opowiada naszej redakcji.
– Badania nie wykazały konkretnej choroby neurologicznej ani schorzenia, które tłumaczyłoby ten problem – mówi.
Od jednych specjalistów do drugich
Ponieważ wyniki przeprowadzonych badań wychodzą prawidłowo, na jednej z wizyt pani Magdalena usłyszała, iż schorzenie najprawdopodobniej ma podłoże psychosomatyczne.
– Skonsultowałam się z psychologiem, psychiatrą i ci z kolei uznali, iż jest to bardzo mało prawdopodobne. Podejrzewają z kolei zaburzenia dysocjacyjne. I tak neurolodzy odsyłają mnie do psychiatrów, psychiatrzy do neurologów, a ja muszę zmagać się z tym na co dzień.
Komentarze, śmiechy, a choćby nagrywanie telefonami
Oprócz codziennej walki o zdrowie Przasnyszanka musi mierzyć się z reakcjami otoczenia.
– Ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka. Niektórzy się śmieją, komentują, oceniają. Ja zdaję sobie sprawę, iż to nie jest normalne i wygląda dziwnie, ale naprawdę nie robię tego żeby zwracać na siebie czyjąś uwagę. Po prostu próbuję przejść z punktu A do punktu B w jedyny sposób, w jaki aktualnie jestem w stanie – przekazuje.
Dodaje, iż zdarzało się, iż choćby policjanci legitymowali ją na ulicy, podejrzewając, iż kobieta może być pod wpływem środków odurzających.
Niektórzy z przechodniów idą krok dalej i nagrywają telefonami.
Dlatego m.in. dziś zdecydowała się publicznie opowiedzieć o swojej sytuacji.
– Gdybym mieszkała w Warszawie pewnie zwróciłabym na siebie uwagę garstki osób, tu jest mała społeczność, więc niestety patrzy każdy, a komentuje wielu.
Potrzebna jest diagnoza
Przasnyszanka opowiadając nam o swojej przypadłości liczy przede wszystkim na pomoc i odzew mieszkańców.
– Udostępniajcie moją historię. Być może ktoś spotkał się z podobnym przypadkiem, zna specjalistę lub ośrodek medyczny, który mógłby pomóc w postawieniu diagnozy. Ja naprawdę chciałabym chodzić normalnie. Chciałabym przejść ulicą bez spojrzeń, bez szeptów i bez głupich komentarzy…

ren







