
Piąty rok przeżywamy Dzień Sybiraka w cieniu wojny na Ukrainie i dronów, które zabijają naszych sąsiadów ze wschodu, ale i spadają i na polską ziemię. 86-letnia dziś Wiesława Krajewska miała pół roku, gdy z 20-letnią mamą Anną Wnorowską wywieziono je za Ural, za Irtysz na nieludzką ziemię. Mama pracowała, rozwożąc konnym wozem bańki ze śmietaną po 20 km, a córeczką zajmowała się niepełnosprawna umysłowo kobieta. Wiesia miała rok, gdy opiekunka wyniosła ją do lasu. Widziała to jakaś Rosjanka, dzięki której wieś ruszyła na poszukiwania... Sybiracy w słoneczny czwartek, 17. września, składali kwiaty pod tablicą przy torach i w Dolinie Pamięci i modlili się w Sanktuarium.