Wydaje się, iż nie ma nic prostszego, jak zmierzyć ciśnienie tętnicze u małego dziecka – ale jest duże ryzyko, iż rozpoznamy u niego tzw. nadciśnienie białego fartucha – twierdzi prof. Mieczysław Litwin. Zdarza się ono tym częściej, im dziecko jest młodsze.
PAP: Z badań wynika, iż choćby u noworodków zdarza się nadciśnienie tętnicze krwi, choć bardzo rzadko – jedynie u 0,3 proc. maluchów. U dojrzewających chłopców w wieku 18 lat to już częste przypadki. W Warszawie aż 16,2 proc. z nich wykazuje zbyt wysokie ciśnienie krwi. Problemem jest jednak samo badanie ciśnienia tętniczego u małych dzieci. Jest to w ogóle możliwe?
Prof. Mieczysław Litwin, prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, Klinika Nefrologii, Transplantacji Nerek i Nadciśnienia Tętniczego Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”: Wydaje się, że nie ma nic prostszego, jak zmierzyć ciśnienie tętnicze u noworodka, niemowlęcia czy małego dziecka. Tylko iż z dużym prawdopodobieństwem rozpoznamy wtedy właśnie nadciśnienie. Dlatego w zaleceniach pediatrycznych nie ma wskazań wykonywania pomiaru ciśnienia tętniczego u zdrowych dzieci do trzeciego roku życia.
Z czego to wynika?
Jest to związane z tzw. nadciśnieniem białego fartucha, gdy z powodu stresu ciśnienie krwi jest podwyższone w gabinecie lekarskim, lecz prawidłowe na przykład w warunkach domowych. Ryzyko takiej sytuacji przy pomiarze ciśnienia u małego dziecka przekracza choćby 50 proc. Wskazują na to badania, jakie przed 10 laty przeprowadziliśmy w całej Polsce. Wynika z nich, że im dziecko młodsze, tym częściej zdarza się nadciśnienie białego fartucha. Wizyta w gabinecie lekarskim jest silnie stresująca, dziecko się rusza i krzyczy, a to wszystko wpływa na odczyt ciśnienia.
To kiedy możemy i powinniśmy mierzyć ciśnienie tętnicze u małego dziecka?
Zawsze wtedy, gdy ma ono różnego rodzaju obciążenia i jest chore, na przykład z wadami wrodzonymi czy chorobami nerek. U zdrowych dzieci należy mierzyć ciśnienie dopiero po ukończeniu trzeciego roku życia. Wtedy jest większa szansa na uniknięcia pułapki fałszywego wykrycia u dziecka nadciśnienia, bo trudno będzie z niej wyjść. Podczas wizyty lekarskiej nadal może być ono mocno zestresowane, co zafałszowuje wynik badania. Podważenie rozpoznania nadciśnienia w tych przypadkach jest trudne, bo u małych dzieci nie zakładamy pomiaru całodobowego, i taka sytuacja może trwać choćby wiele miesięcy.
A jak jest u nastolatków? Syndrom białego fartucha u nich nie występuje?
Może występować. Z naszych badań wynika, iż od 30 do 40 proc. nastolatków wykazuje nadciśnienie białego fartucha. Jest ono jednak na ogół łagodne. Poza tym w tym wieku jest możliwość monitorowania ciśnienia tętniczego przez całą dobę, w różnych sytuacjach, w dzień jak i w nocy. Można też samemu mierzyć ciśnienie w warunkach domowych. Są wytyczne instruujące, jak należy to robić.
Nadciśnienie tętnicze nie jest zbyt dużym zagrożeniem zdrowotnym dla dzieci i młodzieży. Z polskich badań wynika, iż występuje ono u 3-5 proc. dzieci do osiemnastego roku życia. Ale te badania są już dość przestarzałe, sięgają wielu lat wstecz. Tymczasem coraz więcej nastolatków ma nadwagę i otyłość oraz choruje na cukrzycę, a to zwiększa ryzyko nadciśnienia tętniczego, które dla zdrowia, szczególnie tak młodego organizmu, może być katastrofalne.
Na nadciśnienie pierwotne wpływa wiele czynników. Pozytywna wiadomość jest jednak taka, iż na ciśnienie tętnicze bardzo korzystnie wpływa wysiłek fizyczny, który można połączyć na przykład z uprawieniem sportu. Pomocna jest też zmiana diety i ograniczenie spożycia soli. Mamy zatem dużą skuteczność tego co nazywany leczeniem niefarmakologicznym. A sytuacja ta jest jeszcze o tyle korzystna, iż w organizmie młodego człowieka nie ma jeszcze zmian wtórnych, których odpowiednim postępowaniem możemy uniknąć.
Czy to ochroni przed rozwojem nadciśnienia w wieku dorosłym, na przykład za 20-30 lat?
Tego nie wiemy. Ale możemy obniżyć ciśnienie na 10-20 lat i przynajmniej opóźnić wystąpienie choroby. Wskazują na to badanie jakie przeprowadzono w USA u tzw. młodych dorosłych w wieku 20-35 lat. Nadciśnienie tętnicze to w dużej mierze choroba stylu życia. Nie każdy musi mieć nadciśnienie, ale trzeba o to zadbać. Sam jestem tego przykładem. Rozwinęło się u mnie nadciśnienie, ale od kilkudziesięciu lat intensywnie uprawiam sport i nie mam z tym kłopotów. (PAP)







