Uroczysta ceremonia otwarcia XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortina d'Ampezzo za nami. Można powiedzieć, iż po dwudziestu latach ZIO wróciły do Włoszech. Tamte z 2006 roku, które odbywały się całkiem niedaleko, bo w Turynie pamiętam tyle o ile. Jak przez mgłę pamiętam tamtą ceremonię otwarcia oglądaną na świetlicy w Ośrodku Przygotowań Paraolimpijskich w Wiśle, gdzie wraz z klubem sportowym byłam na zimowym obozie sportowym. Z tego, co wyczytałam, wróciliśmy stamtąd z brązem Justyny Kowalczyk oraz srebrem Tomasza Sikory. Trochę zaskoczyło mnie to, iż nic nie przywiózł Adam Małysz, ale skoro wikipedia twierdzi, iż tak było, to nie będę się z nią kłócić.
Tym razem igrzyska zostaną rozegrane w przepięknych Dolomitach. Co ciekawe, w Cortinie d'Ampezzo miały się odbyć Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 1944 roku, ale jak można się domyśleć, II wojna światowa pokrzyżowała te plany. Jednak jak mówi stare polskie przysłowie - co się odwlecze to nie uciecze. Po 82 latach ta malowniczo położona miejscowość doczekała się swoich 5 minut.
Ceremonię otwarcia w 2/3 oglądałam w telewizji. Podobała mi się, mimo iż była o wiele skromniejsza od swojego letniego brata. Piękne efekty specjalne, przemarsz drużyn, nie doczekałam niestety momentu odpalenia znicza olimpijskiego, ale to nic, zobaczę w internecie, bo na pewno będą jakieś filmiki z tej chwili. Chyba obyło się bez większych wpadek, w porównaniu z ostatnimi Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Paryżu. Co prawda TVP ani słowa się nie zająknęła o obecności na ceremonii naszego prezydenta, ale to już jakieś ich dziwne i prywatne gierki. Ech, i pomyśleć, iż w starożytności na czas Igrzysk Olimpijskich zawieszano wszelkie wojny. Dlaczego teraz nie mogą zakończyć tej wojenki politycznej? Nie mam pojęcia.
Tak samo jak nie mam pojęcia, czy zabrzmiała piosenka, do której komentarz Przemysława Babiarza tak oburzyła ówczesne władze TVP, iż zawiesili go w pełnionej funkcji. Trochę nie rozumiem jego uszczypliwości w tym temacie. Owszem, opowiada ona o braku barier oraz o równości wszystkich osób, ale czyż nie o to chodzi w sporcie, a w szczególności w sporcie olimpijskim? Przynajmniej ja tak to odbieram. Także z perspektywy sportowca.
Otwarcie Igrzysk za nami, czas na śledzenie poczynań sportowców, ze szczególnym uwzględnieniem naszej 60 osobowej ekipy. Wiadomo, iż to będą ostatnie starty Kamila Stocha, ale nie ukrywajmy, on zrobił już bardzo dużo dla polskiego sportu olimpijskiego i choćby o ile teraz mu się nie powiedzie, to wstydu nie będzie. Oczywiście będę kibicować naszym sportowcom ze szczególnym uwzględnieniem Anny Twardosz, która pochodzi ze stron mojego taty. Doskonale wiem, jak trudno jest zdobyć ten upragniony krążek, więc może po prostu będę im życzyć jak najlepszych występów, aby oni sami byli z nich zadowoleni.
Wiecie, zawsze w biegach ulicznych i przełajowych przybiegam na szarym końcu, z pozoru nie mam się z czego cieszyć. A jednak się cieszę. Że dobiegłam, iż mam czas kilka sekund lepszy, niż poprzednim razem, że... Myślę, iż tych "że" jeszcze by się sporo nazbierało. Małe sukcesy też potrafią cieszyć. Trzeba tylko odkryć to ich niepozorne piękno.
I pomyśleć, iż w pomyśle miałam aplikować na wolontariusza podczas tych Igrzysk. Te Dolomity zimą jednak mnie korciły. Ale jakoś najpierw nie mogłam znaleźć odpowiedniego formularza rekrutacyjnego, a potem jakoś mi to wyleciało z głowy. A jak już sobie przypomniałam, to było za późno. Teraz jednak widzę, iż w zasadzie dobrze się stało. Zwłaszcza zważając na moje zawirowania zdrowotne. Pewnie musiałabym zrezygnować z wyjazdu, potem miałabym wyrzuty sumienia, iż zawaliłam. A tak to przecież nic się takiego nie stało. Może kiedyś nadarzy się podobna okazja. A jak nie to trudno, w życiu nie można mieć wszystkiego, bo zabrakłoby miejsca na marzenia.







