– Jestem zwolennikiem tego, by lekarz pracował w jednym miejscu, miał umowę lojalnościową ze swoim stałym miejscem pracy. To by doprowadziło do rynkowej regulacji zarobków – proponuje prof. Jerzy Sieńko, krajowy konsultant w dziedzinie chirurgii ogólnej.
Jerzy Sieńko w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” rozmawia o tym, co ograniczyłoby pensje lekarzy.
– Jeden szpital, jedno zatrudnienie – proponuje.
Sieńko jest zwolennikiem tego, by lekarz pracował tylko w jednym miejscu – by miał umowę lojalnościową ze swoim stałym miejscem pracy.
– To by doprowadziło do rynkowej regulacji zarobków – twierdzi Jerzy Sieńko.
– Mamy taką sytuację, iż dyrektorzy szpitali powiatowych, chcąc ściągnąć lekarzy, oferowali wysokie stawki. Lekarze jechali i za cztery czy pięć dyżurów dostawali dwukrotność swojej dotychczasowej wypłaty. Wtedy zarządzający z dużych centrów musieli też podnieść stawki, by zatrzymać tych lekarzy u siebie i dostosować się do stawek powiatowych. I tak nakręciła się spirala wysokich zarobków lekarzy – opisuje ekspert.
– Próba urzędowej regulacji zarobków zakończyłaby się protestami, ale sądzę, iż ta regulacja dokona się naturalnie. Po pierwsze – uczelnie medyczne opuszcza już więcej absolwentów. Po drugie – jeżeli 20 proc. oddziałów chirurgicznych zostanie zrestrukturyzowanych, to rynek powstrzyma napędzającą się spiralę zarobków. Będzie konkurencja na rynku pracy. Dotychczas walczono o lekarzy – mówi Sieńko w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.














