W przepięknej scenerii Kamieniczek Elbląskich odbył się wernisaż wystawy fotografii uczestników i kadry Warsztatu Terapii Zajęciowej przy ul. Saperów w Elblągu. Ekspozycja, zatytułowana „Portret nieoczywisty. Odsłona 1: Mona Lisa się też nie uśmiechała”, stała się nie tylko artystycznym wydarzeniem, ale przede wszystkim spotkaniem z autentycznością, emocjami i opowieścią o drugim człowieku.
Kliknij w zdjęcie główne i zobacz fotorelacje z wernisażu
Jak podkreślała podczas otwarcia Elżbieta Zaradkiewicz, kierownik Warsztatu Terapii Zajęciowej w Fundacji Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym im. Matki Teresy z Kalkuty, wystawa rozpoczyna cały cykl prezentacji poświęconych portretowi.
– Dzisiaj spotykamy się w przepięknej scenerii Kamieniczek Elbląskich na wernisażu, która otwiera cykl wystaw pod tytułem „Portret nieoczywisty” – mówiła.
Pierwsza odsłona cyklu nosi intrygujący tytuł: „Mona Lisa się też nie uśmiechała”. To wystawa portretów uczestników oraz kadry WTZ. Jak zaznaczała Zaradkiewicz, za tą nazwą kryje się przestrzeń do refleksji, niedopowiedzenia i osobistego odczytania znaczeń. Sama ekspozycja powstawała długo i dojrzewała wraz z jej bohaterami.
– To jest historia trochę niezwykła i nieoczywista, bo zaczęliśmy te zdjęcia wykonywać dwa lata temu, ale ponieważ rotacja uczestników warsztatu też była dosyć duża, to dorabialiśmy te zdjęcia i tak nam zeszło ze dwa lata – wyjaśniała. Ostatecznie w sesjach udział wzięło 50 uczestników plus kadra.
Autorką zdjęć jest Jolanta Marchewicz, która od początku wiedziała, iż nie chce tworzyć wystylizowanych wizerunków ani „poprawionych” wersji swoich modeli. Najważniejsza była prawda.
– Właśnie o to chodziło, iż nie mieli być profesjonalnymi modelami – mówiła fotografka. – Koncepcja była taka, iż to mają być bardzo proste i autentyczne portrety.
Zdjęcia powstawały w prostych warunkach: bez rozbudowanej scenografii, bez metamorfoz, bez upiększania. Było tylko światło, krzesło, aparat i człowiek.
– To nie miały być metamorfozy, pokazywanie lepszego oblicza, lepszej wersji siebie, tylko tacy, jacy są – podkreślała Marchewicz. Każde spotkanie trwało zaledwie kilkanaście minut, ale właśnie w tej prostocie udało się uchwycić emocje i niepowtarzalność bohaterów fotografii. – To było spotkanie z drugim człowiekiem – dodała.
Fotografka przyznała, iż podczas sesji uczestnikom towarzyszyły bardzo różne emocje. Jedni przychodzili z entuzjazmem, inni z rezerwą i dystansem.
– Trochę się śmieliśmy, trochę rozmawialiśmy. Z różnymi rzeczami ludzie przychodzili, niektórzy pełni entuzjazmu, inni mocno zdystansowani” – wspominała. Właśnie dlatego zależało jej, by zdjęcia były czarno-białe i maksymalnie oszczędne w formie. – Nie chciałam, żeby cokolwiek odwracało uwagę – tłumaczyła.
W jej słowach wybrzmiewało także osobiste doświadczenie i szczególna wrażliwość. – Ja też mam doświadczenie niepełnosprawności, bo jestem mamą niepełnosprawnej córki, więc dla mnie to jest mój świat. Ja się nie bałam, ja wiem jak się poruszać i mam nadzieję, iż oni się też mnie nie bali – mówiła. Ta bliskość i zrozumienie są wyraźnie obecne w portretach, które nie oceniają, nie stylizują i nie narzucają interpretacji, ale zapraszają do uważnego spojrzenia.
Podczas wernisażu nie zabrakło podziękowań dla wszystkich osób zaangażowanych w powstanie ekspozycji. Wybrzmiała wdzięczność za wspólną pracę, energię i odwagę tych, którzy stanęli przed obiektywem. Jak podkreślano, wystawa jest dowodem na to, iż „sztuka inspiruje, a kultura łączy”. Te słowa najlepiej oddają charakter wydarzenia, które stało się czymś więcej niż prezentacją fotografii – było spotkaniem z autentycznością i godnością człowieka.
Wystawa „Portret nieoczywisty. Odsłona 1: Mona Lisa się też nie uśmiechała” zostawia widza z pytaniem, ale i z istotną refleksją: nie zawsze trzeba się uśmiechać, by pokazać piękno, siłę i prawdę o sobie. Czasem wystarczy po prostu być – takim, jakim się jest.
Zapraszamy do obejrzenia naszego materiału video z wernisażu








