30 rocznicę swojego istnienia moja diecezja uczciła peregrynacją krzyża papieskiego po parafiach wchodzących w jej skład. W mojej też była, o czym pisałam w >>tym<< wpisie. Niesamowite przeżycie o którym w dalszym ciągu pamiętam, także dzięki wspomnianej notatce. Myślę, iż to był jeden z lepszych pomysłów poprzedniego włodarza diecezji stawiający go w ciut lepszym świetle.
Teraz powoli przygotowujemy się do obchodów 35 rocznicy jej powołania. W związku z tym aktualny biskup, Arturro*, zwołał drugi Synod diecezjalny. Ma się on rozpocząć w kwietniu 2027 roku, czyli w roku wspomnianej okrągłej rocznicy. Jednak już teraz, wczoraj, 25 marca, dokładnie w 34 rocznicę ustanowienia diecezji sosnowieckiej, podczas uroczystej Mszy świętej w sosnowieckiej katedrze, rozpoczęto przygotowania do niego.
Długo zastanawiałam się jak pogodzić rekolekcje w miejscowości oddalonej godzinę drogi ode mnie z pracą zawodową i w dodatku zdążyć na rozpoczęcie przygotowań do Synodu, a na końcu zdążyć na trening, z którego jeszcze miałabym pobiec na spotkanie z bierzmowanymi. Albo inaczej pisząc: rekolekcje w S-rzu- godzina 9:00, praca 1 w DG - 7:00-13:00; praca 2 w Kato - 14:00-16:30; rozpoczęcie Synodu w S-cu - 16:00, trening w DG - 17:00 - 18:45; przygotowanie kandydatów do bierzmowania (kwadrans drogi z treningu) - 19:00 - 20:00. Do tego trzeba dodać dojazdy komunikacją miejską.
Ostatecznie, do pierwszej pracy poszłam na 1,5 godziny, w drugiej nie byłam, ale godziny mam do odrobienia, na trening też nie poszłam. Zamiast t ego poszłam i na ostatni dzień rekolekcji i na rozpoczęcie przygotowań do Synodu. I jeszcze miałam trochę czasu dla siebie po powrocie z tego drugiego. Żyć - nie umierać!
Co do rozpoczęcia przygotowań to byłam ciut zaskoczona niską frekwencją wiernych, którzy byli na Mszy. Oczywiście, godzina mogła być dla większości dosyć wczesna. Z drugiej strony było tak kameralnie. Rocznica powstania diecezji pokrywa się z wypadającym w tym dniu wspomnieniem Zwiastowania Maryi Panny, które wznosi pokutny charakter dnia, co nadało jeszcze bardziej uroczystego charakteru całej Mszy świętej - białe ornaty zamiast fioletowych, podwójne czytania, Chwała na wysokości i Wierzę w jednego Boga, podczas którego na słowa "I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Marii Dziewicy i stał się człowiekiem" wszyscy klękają. Znałam to z porannej Mszy rekolekcyjnej, ale i tak czułam wewnętrzne wzruszenie. Tak po prostu.
Podczas homilii biskup zaznaczył, iż synod nie powinien ograniczać się do ciasnych sal kurii, ale do naszego codziennego życia, to od nas zależy, czy do niego wstąpimy i co wniesiemy. Zachęcał nas wszystkich, żebyśmy aktywnie włączyli się w jego prace w parafiach i wspólnotach, do których należymy. A jednocześnie przypominał, aby nikt z nas nie zapominał, iż największą pozycją, jaka mogła nas spotkać w Kościele nie jest urząd proboszcza, biskupa, czy też to, iż należymy np. do rady parafialnej, ale to, iż jesteśmy dziećmi Bożymi i mamy tą godność. Ech, szkoda, iż nie był obecny na tym wszystkim mój proboszcz. Może zmieniłby stosunek do niektórych rzeczy... A może jednak nie...
Biskup wspominał, iż w dekanatach będą szkolenia odnośnie zespołów synodalnych. Wiecie, chętnie bym wzięła udział w czymś takim. Niekoniecznie po to, aby zostać liderem w mojej parafii. Zresztą znając proboszcza i tak by się na to nie zgodził. Bardziej chciałabym iść tą drogą podczas spotkań z kandydatami do bierzmowania. Już teraz staram się wprowadzać w nie tą ideę, choćby dlatego, iż z wiadomych przyczyn nie mogę za dużo mówić. Ale robię to po omacku, bardziej intuicyjnie. Może udział w takim szkoleniu otworzy mi oczy na niektóre sprawy?

* Obstawiam, iż kto jak kto, ale on by się nie obraził, gdybym tak do niego powiedziała






