
Ambicja kontra trud
Podczas pierwszego dnia sesshin lub też ogólnie na początku naszej praktyki zen jest w nas jeszcze tyle ambicji Z rozmów z uczestnikami oraz mojego własnego doświadczenia wynika, iż ten pierwszy dzień, jak i początki praktyki, mają często dwa oblicza: dla jednych jest on jeszcze przyjemny, ponieważ przynosi ze sobą zapał do praktyki zazen – do uspokojenia, wyciszenia i pragnienie, by myśli zniknęły; u niektórych z kolei zaczyna się pojawiać przeczucie, iż to, co robimy – czyli zazen, cała struktura dnia odosobnienia – jest po prostu trudne. Możemy sobie choćby wmawiać, iż “zazen jest dobre”, iż “do czegoś prowadzi”, ale tak naprawdę adekwatnie nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi.
Rola celu i struktury w naszym życiu
Ta druga perspektywa jest interesująca i zbliża nas trochę bardziej do sedna sprawy. Zobaczmy, iż zwykle organizujemy się w codzienności w taki sposób, iż wiemy, co i kiedy, i jak mamy zrobić. Celowość w naszym działaniu nie wynika jednak z faktu, iż tego celu naprawdę potrzebujemy, ale z tego, iż on wspiera nasze organizowanie się oraz stwarza w naszym życiu pewną strukturę. Nasz system, nasza tożsamość, w pewien sposób dąży do tego, aby przeformatować wszystko, co możliwe, na cel. Wtedy wiemy nie tylko, o co chodzi, ale też potrafimy się odpowiednio ustawić do tego, co jest do zrobienia.
To trochę tak, jak z jazdą na rowerze. Wyobraź sobie, iż jedziesz i nagle masz zwolnić, ale boisz się zsiąść, bo nie wiesz, jak to zrobić. Gdy zaczynasz zwalniać, na siodełku robi się niepewnie. A kiedy zaczyna być niepewnie, znowu łapiesz za pedały i dodajesz gazu – bo im szybciej jedziesz, tym pewniej się czujesz.
Ponieważ podświadomie boimy się tego zawahania i niepewności, dodajemy gazu w codziennym życiu. A dodając gazu, nie możemy przestać jechać, więc wymyślamy sobie różne cele, żeby to dodawanie gazu jakoś usprawiedliwić. I tak to się cały czas kręci. Być może wcale nie jesteśmy tacy aktywni czy niespokojni dlatego, iż istnieje w życiu tak wiele celów, tylko wymyślamy pewne cele, ponieważ nie potrafimy być w stanie spoczynku, braku aktywności.
Paradoks poduszki: dlaczego tak trudno po prostu „być”?
Dobrze to widać na poduszce medytacyjnej: kiedy już sobie usiądziemy w zazen i jesteśmy w miejscu, gdzie jest cisza, ładna pogoda, mamy dobre jedzenie, okolica jest piękna – suma summarum nic nam nie brakuje, to mimo to nie jest łatwo po prostu być.
Jeśli my w tym momencie, w takich komfortowych okolicznościach, nie potrafimy po prostu być tutaj, to o co nam w ogóle chodzi?
Dlaczego miałoby być fajniej/lepiej, gdy zdobędziemy cele, które sobie wyobrażamy?
Jesteśmy głęboko przekonani, iż podwyżka pensji, pokój więcej w innym mieszkaniu, ogródek czy cokolwiek innego, jest rozwiązaniem jakiejkolwiek sytuacji. Ale gdy już znajdziemy się w tym większym mieszkaniu czy domku z ogródkiem, to zachwyt i zachłyśnięcie się tym, iż “jest fajnie”, trwa tydzień, dwa, maksymalnie trzy. A potem zaczyna się dokładnie to samo: „no tak, ale może jednak gdzieś pojedziemy, może coś innego, może tamto”.
Jest w nas coś takiego, co utrudnia nam delektowanie się bezpośredniością, a w zamian za to potrzebuje czynności i działania …
Przyjrzymy się temu w kolejnym wpisie.
Książki Alexandra Poraj-Żakieja wydane w Polsce znajdziecie TUTAJ









![Sean Paul i Mata zwieńczyli Łódź Summer Festival 2026 [fotorelacja]](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/07/Lodz-Summer-Festival-2026-niedziela-fot.-Natalia-Nazar-55.jpg)




