Serial „Matki pingwinów” stał się przedmiotem do dyskusji w środowisku opiekunów osób z niepełnosprawnościami wszelkiej maści. Ilość komentarzy, jaka pojawia się na forach i profilach jest promocją, o której skali i rozmachu marzy każda nowa produkcja. A może choćby nie śmie marzyć.
Serialu jeszcze nie oglądałam, ale im więcej czytam recenzji w środowisku, tym bardziej się zastanawiam, czy to czasami nie jest jakiś dokument… Bo opinie wybrzmiewają tak, jakby zdecydowanie nim był. Bo skąd wszystkie zarzuty o słodzenie, ugłaskanie i zakrzywianie nieco, przedstawianej codzienności. O łagodne rodzaje niepełnosprawności, za zdrowo i za inteligentnie pokazane dzieci…
Czy oglądając komedie romantyczne mamy pretensje do scenarzystów iż nie wpadamy na przystojnego bogatego księcia na środku sklepu z ozdobami świątecznymi? Czy wysyłamy skargi do scenarzystów, iż od lat wynajmujemy domek na wakacje i w żadnym w pakiecie nie było miłości naszego życia?! Czy po obejrzeniu musicalu dziwimy się, iż chodząc ulicami nie widzimy dookoła tańczących i śpiewających ludzi?… W końcu, czy oglądając kryminały spodziewamy się seryjnego zabójcy za każdym razem, kiedy wychodzimy w pustą uliczkę? A powinniśmy, bo w kryminałach na bank z takiej uliczki nikt w całości nie wyjdzie. Ale nie grzmimy w komentarzach, iż przecież u mnie w mieście tak się nie zdarza i bez sensu straszą tylko ludzi w tym filmie…
Więc czytam kolejne opinie „Matek pingwinów” i zastanawiam się skąd tutaj akurat taka potrzeba, żeby serial, obyczajowy, był tak bardzo zgodny z rzeczywistością…
Rozumiem w ogóle potrzebę opowiedzenia o naszej codzienności, która oczywiście iż nie jest łatwa i pewnie (z tego co czytam w komentarzach) o wiele trudniejsza niż ta bohaterów. Ale czy na pewno ten serial ma temu służyć?… Czy ma obowiązek pokazywać, jak wygląda codzienność z osobą niepełnosprawną? Chyba nie. Nie możemy przecież zakładać, iż ktoś kto nie ma o tym pojęcia i nie jest związany ze środowiskiem, obejrzy i pomyśli, iż oto zobaczył wszystko w temacie. Że nie skupi się zupełnie na wątku i historii (zapewne wartościowej i wciągającej) a jedyne co z tego wyniesie to to, iż tak oto wygląda życie z dokładnie każdą osobą niepełnosprawną i w ogóle, to to są wszystkie niepełnosprawności, jakie na świecie występują.
Uważam iż to na czym dobrze się skupić, to to, iż wartością samą w sobie jest fakt, iż do produkcji zostały na taką skalę zatrudnione osoby z niepełnosprawnościami. I to właśnie na tym (wspominanym często w komentarzach) wychodzeniu z wykluczenia społecznego skupiłabym się najbardziej. Bo co to znaczy, iż pokazane są osoby które są „filmowe”. A jakie inne mają możliwość zapamiętania tekstu i gry aktorskiej. Chyba skoro tak dobrze wiemy na czym ta nasza codzienność polega, to wiemy, iż tylko takie dzieci mają szansę w filmie zagrać.
Na tej autentyczności właśnie bym się skupiła, bo ona buduje serce i to bardzo. Bo można było zatrudnić aktorów grających te niepełnosprawności, a nie osoby faktycznie jej doświadczające. Dlatego gratuluję odwagi autorom i aktorom serialu. Że się tego podjęli. I z tego właśnie (nawet nie widząc jeszcze serialu) ja najbardziej się cieszę i mam nadzieję, iż to pokaże innym producentom, iż jest to wykonalne i sami zaczną po osoby z niepełnosprawnościami sięgać częściej. Po te, które mają umiejętności aby wyzwaniu aktorskiemu sprostać. I nie tylko do filmów które mają opowiadać o ich życiu.
Julka bardzo lubi kanadyjski serial „Obrońcy”, o grupie nastolatków z rodziny zastępczej, którzy walczą ze złem, aby chronić mityczne i fantastyczne stwory. To jest film, nie animacja i gra tam chłopczyk z widoczną niepełnosprawnością, której niestety nie umiem zidentyfikować, ale nie ulega wątpliwości, iż ją ma. I niewątpliwie jest aktorem. Serial jest z 2010 roku, więc już dużo wcześniej w Kanadzie ktoś go do tego serialu zatrudnił. I nikt nie spodziewa się po nimi raczej, iż oto w każdej rodzinie zastępczej, w stodole obok domu, znajduje się tajemniczy statek kosmiczny, połączony mentalnie ze stworami różnego typu, które dzieci muszą chronić.
I takiego aktorstwa, osobom z niepełnosprawnościami właśnie życzę. Niekoniecznie, albo w ogóle nie tylko w obrazach, w których mowa jest o ich codziennym życiu. Niech sobie też czasem powalczą z magicznymi potworami, czemu nie!