Okiem naczelnego: W imię tabelki, logiki i świętego spokoju

razemztoba.pl 12 godzin temu

Ach, znowu nastał ten piękny czas w roku. Choć za oknem jeszcze w tym roku zima, choć prognozy zapowiadają co nieuchronne: nadejście cieplejszego okresu – wiosny. To też czas, kiedy instytucje publiczne – od urzędów przez departamenty po wydziały i wszelkie komórki organizacyjne – budzą się do wysyłania tabelek.

Tabelek z prośbą. Uprzejmą. Terminową. Obowiązkową. To nic, iż organizacje pozarządowe złożyły sprawozdania z wykonania zadań publicznych i społecznych. To nic, iż te sprawozdania zawierają – uwaga – dane statystyczne. To nic, iż dokumenty zostały przyjęte, podpisane, opieczętowane i prawdopodobnie zeskanowane w trzech formatach oraz zapisane w systemie, który kosztował tyle, co małe rondo w powiatowym mieście.

Nie. Teraz potrzebna jest tabelka. Tabelka jest bowiem bytem wyższego rzędu. Sprawozdanie to chaos – narracja, opis, kontekst, życie. Tabelka z kolei to czysta esencja biurokratycznego zen. Kolumna A potem B a na końcu suma kontrolna. Nie od dziś wiadomo, iż tabelka nie zadaje pytań i nie wnika. Tabelka się musi zgadzać.

Ktoś kiedyś odważył się zapytać: „Przecież wy te dane macie w sprawozdaniach. A jeżeli nie wy konkretnie, to kolega, koleżanka z innego działu lub – co już może być wyzwaniem – inna instytucja, która je od nas dostała. Czy nie możecie ich sobie – w ramach tej słynnej administracyjnej hierarchii – po prostu przesłać?”

Odpowiedź była rozbrajająca. Można ją streścić do krótkiego określenia: “to za duża logika”.

I w tym momencie wszystko stało się jasne. Bo logika w administracji to niebezpieczny żywioł, który może doprowadzić do zadawania pytań. A pytania prowadzą do zmian, a te z kolei, no cóż, wymagają wysiłku. A wysiłek – jak wiadomo – jest sprzeczny z ideą spokojnego wpisywania cyferek do komputera przy kawie i ciastku.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Dane statystyczne są potrzebne. Państwo musi wiedzieć, ile osób objęto wsparciem, ile zrealizowano projektów, jakie były efekty. Planowanie polityk publicznych bez danych to jak gotowanie bez przepisu – niby się da, ale potem wszyscy mają niesmak.

Tylko iż tu nie chodzi o dane. Tu chodzi o rytuał. Czynność, która polega na tym, iż organizacja, która przez rok pracuje z ludźmi, pisze projekty, realizuje zadania, rozlicza faktury i walczy o każdą złotówkę, by na koniec musieć jeszcze raz – dla świętego spokoju – przepisać te same liczby do nowej tabelki. Czasem w innym układzie kolumn. Czasem z drobną modyfikacją definicji. Czasem z terminem „na wczoraj”. Bo system nie jest od tego, by sobie ułatwiać. System jest od tego, by działać.

A działa tak: urząd A wysyła zapytanie do NGO. Urząd B wysyła podobne zapytanie, ale w innym pliku Excel. Departament C prosi o to samo, tylko w podziale na płeć, wiek, gminę i fazę księżyca. Wydział D – dla porządku – też wyśle, żeby mieć „swoje”.

Czy ktoś to potem porówna? Zestawi? Skonsoliduje? Być może. Ale najpierw trzeba mieć poczucie, iż się coś wysłało.

Najpiękniejsze jest jednak to, iż w tle funkcjonują systemy informatyczne. Platformy, rejestry, wszelkiej maści bazy danych czy strategie cyfryzacji. Słowa-klucze, które brzmią jak przyszłość, a działają jak przeszłość. Bo w praktyce cyfryzacja polega na tym, iż zamiast przynieść papier osobiście, wysyła się tabelkę mailem.

Można by pomyśleć, iż w państwie, które potrafi wysłać obywatelowi powiadomienie o podatku szybciej niż on zdąży zapomnieć o jego istnieniu, dałoby się również przesłać dane między instytucjami. Ale to byłaby właśnie ta niebezpieczna logika.

Łatwiej jest napisać do NGO. W końcu oni są elastyczni, zaangażowani a choćby odpowiedzialni. Odbiorą telefon, odpiszą na maila, poprawią tabelkę, jeżeli w kolumnie 7 zabrakło przecinka. A gdy zapytają, po co to wszystko, usłyszą z uśmiechem, iż „takie są wymogi”.

I to jest słowo klucz – “wymogi” – słowo, które zamyka każdą dyskusję.

I tak kręci się to administracyjne perpetuum mobile: dane krążą, tabelki się mnożą, logika pozostaje w sferze teorii, a gdzieś pośrodku jest organizacja, która zamiast robić to, do czego została powołana – pomagać ludziom – wypełnia kolejne rubryki.

Może kiedyś nadejdzie epoka, w której instytucje publiczne odkryją rewolucyjną ideę: iż jeżeli już coś mają, to nie muszą prosić o to drugi raz. Ale to byłaby naprawdę zbyt duża logika. A jak wiadomo – z logiką nie ma żartów.

Idź do oryginalnego materiału