Okiem naczelnego: Najpierw człowiek. I dlatego boli najbardziej

razemztoba.pl 1 dzień temu

Są takie momenty, kiedy Polska na chwilę przestaje być podzielona. I to nie jest żadna górnolotna metafora, tylko coś, co już widzieliśmy. Przy katastrofie smoleńskiej ludzie potrafili stać obok siebie w ciszy, bez pytania kto na kogo głosował. Po śmierci Jana Pawła II było dokładnie tak samo. Nagle znikała ta cała codzienna naparzanka, znikały etykiety, zostawał człowiek i jakaś wspólna emocja. Wczoraj znów moglismy być świadkami takiej wielkiej wspólnoty.

Wczorajszym popołudniem opinią publiczną wstrząsnęła informacja o tragicznej śmierci posła na Sejm Łukasza Litewki. To miał być zwykły dzień, zwykła jazda rowerem.

I nagle koniec.

Łukasz Litewka miał 36 lat. Nie ukrywajmy, ten wiek, to moment, kiedy człowiek dopiero się rozpędza, a nie kiedy się zatrzymuje. Był w formie, żył aktywnie, robił swoje. I wystarczyła sekunda – ktoś w samochodzie zasnął albo zasłabł, zjechał na pas po którym Łukasz litewka jechał rowerem i w jednej chwili wszystko się skończyło.

Popołudniem ta wiadomość zaczyna krążyć najpierw nieśmiało, gdzieś między jednym newsem a drugim, ale dosłownie po chwili jest już wszędzie. Portale, telewizje, media społecznościowe – jedno zdanie powtarzane jest w kółko: “nie żyje Łukasz Litewka. 36 lat, wypadek, rower, uderzenie czołowe”.

W jednej chwili wszystko się zatrzymuje, bo to nie jest informacja, którą człowiek przyjmuje od razu. Najpierw jest niedowierzanie, takie automatyczne „to chyba jakaś pomyłka”, potem szybkie sprawdzanie źródeł, a potem już tylko cisza i ciężar, który siada gdzieś z tyłu głowy. Bo to nie jest kolejny polityczny news, który za chwilę przykryje następny. To jest wiadomość, która uderza z zaskoczenia i zostaje na dłużej.

I nagle dzieje się coś, co w polskiej polityce graniczy z cudem. Karol Nawrocki, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia a choćby Robert Bąkiewicz – wszyscy mówią jednym głosem. Wszyscy piszą to samo: “że był dobrym i wyjątkowym człowiekiem, iż pomagał, iż szkoda, iż za wcześnie”.

I co najważniejsze, tym razem to nie brzmi jak polityczna kurtuazja. Bo Litewka po prostu nie pasował do stereotypu „posła z Wiejskiej”. Był trochę z innej bajki. Kiedy inni robili kampanie z haseł i uśmiechów, on wrzucał na plakaty wyborcze psy ze schronisk z prostym hasłem „adoptuj mnie”. Kiedy inni mówili o ludziach jak o elektoracie, on mówił wprost: “najpierw człowiek, potem polityk”. I co najrzadsze – robił dokładnie to, o czym mówił.

To nie była poza. Wystarczy popatrzeć na wszystko to, co robił: zbiórki, interwencje, nagłaśnianie spraw dzieci potrzebujacych leczenia, zwierząt, które ktoś skrzywdził. W tej całej maszynie politycznej był jednym z niewielu, którzy naprawdę reagowali. Nie na kamery, tylko wtedy, kiedy trzeba było.

Wszedł do Sejmu z ostatniego miejsca i zrobił wynik, który wywrócił stolik. Otrzymał ponad 40 tysięcy głosów – o ponad 20 tysięcy więcej niż jedynka na liście – Włodzimierz Czarzasty. To nie był przypadek, to pokazywało jak był odbierany przez ludzi.

Dlatego ta tragedia tak mocno uderza. Bo można nie zgadzać się z poglądami, można się spierać, można się choćby nie lubić politycznie. Ale są ludzie, o których po prostu wiesz, iż są potrzebni. I Łukasz Litewka był jednym z nich.

Jest takie powiedzenie, iż złego diabli nie biorą. Głupie, proste, trochę ludowe. A jednak w takich momentach wraca i człowiek łapie się na tym, iż zaczyna w nie wierzyć. Bo patrzysz na to wszystko i myślisz sobie dokładnie to, co dziś myśli pół kraju: “dlaczego on!?”

Bo dzisiaj nie chodzi o politykę. Dzisiaj chodzi o pustkę, która zostaje po kimś, kto naprawdę coś wnosił. O ten brak energii, autentyczności, zwykłej ludzkiej reakcji na czyjąś krzywdę.

Sejm na chwilę ucichł. Internet na chwilę przestał się kłócić a zaczał mówić jednym głosem. Ludzie z bardzo różnych światów piszą dokładnie to samo. I to chyba najlepiej pokazuje, kim był.

Na chwilę znowu jesteśmy jedną drużyną. Szkoda tylko, iż znowu musiało się stać coś takiego, żebyśmy sobie o tym przypomnieli.

Idź do oryginalnego materiału