Okiem naczelnego: Matki. Te, bez których nie byłoby żadnego święta

razemztoba.pl 3 godzin temu

W kalendarzu mamy wiele ważnych dni. Są święta państwowe, religijne, rocznice, dni różnych zawodów, spraw, idei i wartości. Jedne obchodzimy bardziej uroczyście, inne mijają prawie niezauważone. Ale gdybym miał wybrać jedno z najważniejszych, a może i najpiękniejszych świąt w całym roku, to bez wahania wskazałbym Dzień Matki.

Bo zanim zaczęliśmy cokolwiek rozumieć, zanim nauczyliśmy się mówić, chodzić, kłócić, marzyć, pracować, kochać i narzekać na świat, była ona. Matka. Kobieta, dzięki której w ogóle jesteśmy. I niezależnie od tego, jak bardzo współczesny świat lubi wszystko komplikować, nazywać od nowa, rozkładać na czynniki pierwsze i pakować w ideologiczne spory, jednej rzeczy nie da się obejść. To matki dają życie, to one noszą je pod sercem, to one bardzo często jako pierwsze biorą na siebie ten największy, najbardziej intymny, fizyczny i emocjonalny ciężar początku ludzkiego istnienia.

Oczywiście świat się zmienia, to dobrze. Kobiety są dziś bardziej niezależne, częściej decydują o sobie, później zakładają rodziny albo nie zakładają ich wcale. I szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić. Bo choć lubimy mówić o macierzyństwie pięknie, wzruszająco i z kwiatami w ręku, to rzeczywistość bywa dużo mniej pachnąca. Macierzyństwo w Polsce przez cały czas jest często podziwiane głównie od święta, a na co dzień pozostawione samo sobie.

Mówimy „urlop macierzyński”, choć każdy, kto choć raz widział matkę z niemowlęciem przez całą dobę, wie, iż to słowo „urlop” jest tu co najmniej nieporozumieniem. To nie jest leżak, kawa i książka. To praca bez grafiku, bez wolnych weekendów, bez chorobowego, bez możliwości powiedzenia: dziś nie dam rady, proszę przełożyć dziecko na jutro. To karmienie, przewijanie, noszenie, niewyspanie, lęk, zmęczenie, czułość, płacz, euforia i totalna odpowiedzialność. Wszystko naraz.

A potem przychodzi kolejny etap. Żłobek, przedszkole, powrót do pracy, próba pogodzenia świata zawodowego z domowym. I znów najczęściej to matka musi wszystko jakoś skleić. Być dobrą pracownicą, dobrą mamą, dobrą partnerką, zadbaną kobietą, ogarniętą organizatorką rodzinnego życia, pielęgniarką, psycholożką, korepetytorką, kucharką, kierowcą i jeszcze kimś, kto nie narzeka, bo przecież „sama chciała mieć dzieci”.

No właśnie. Jak łatwo nam czasem oceniać matki. Kilka przykładów: za gwałtownie wróciła do pracy, źle. Za długo siedzi w domu, też źle. Daje dziecko do żłobka, wyrodna. Nie daje, niezaradna. Karmi piersią, przesadza. Nie karmi, egoistka. Jest zmęczona, dramatyzuje. Chce mieć czas dla siebie, fanaberia. Chce się rozwijać, karierowiczka. Nie chce, brak ambicji. Naprawdę, w tej społecznej tabelce oczekiwań matka bardzo często przegrywa już na starcie.

Do tego dochodzi sprawa, o której za mało mówimy. Macierzyństwo kosztuje. Nie tylko pieniądze, ale też zdrowie, czas, karierę, emeryturę, pozycję zawodową, czasem relacje i własne marzenia. Kobiety wychowujące dzieci, zwłaszcza przez dłuższy czas pozostające poza rynkiem pracy, bardzo często płacą za to w przyszłości. Niższymi dochodami, mniejszą stabilnością, słabszym zabezpieczeniem na starość. Wychowują przyszłe pokolenia, a system potrafi im za to wystawić rachunek zamiast realnego wsparcia.

Jeszcze trudniejszy jest los matek dzieci z niepełnosprawnościami. Tu słowo „poświęcenie” nabiera zupełnie innego ciężaru. To nie jest tylko rezygnacja z wyjścia wieczorem czy przespanej nocy, to często rezygnacja z pracy, dawnych planów, znajomości, odpoczynku, spontaniczności, a nieraz także z własnego zdrowia. To w końcu życie podporządkowane rehabilitacji, lekarzom, terapiom, dokumentom, orzeczeniom, terminom, kolejkom, walce o świadczenia, o sprzęt, o dostępność, o zwykłą ludzką godność. I mimo tego wszystkiego wiele tych matek codziennie wstaje i robi swoje. Bez fanfar, wielkich słów, czasem z uśmiechem, czasem przez łzy. I nie oszukujmy się, chyba za to należy im się coś więcej niż laurka raz w roku.

Ale pisząc o matkach, warto też pamiętać o tym, iż nie każda relacja z matką jest prosta. Nie każda matka była ciepła, obecna, bezpieczna. Są ludzie, którzy Dzień Matki przeżywają z bólem, pustką albo trudnymi wspomnieniami. Są tacy, którzy matki już nie mają, lub nigdy naprawdę jej nie mieli, choć formalnie była. Są w końcu matki, które straciły dzieci ale i kobiety, które bardzo chciały nimi zostać, ale życie napisało im inny scenariusz. Dlatego ten dzień, choć piękny, bywa też dla wielu bardzo delikatny. I może właśnie dlatego warto obchodzić go mądrze, bez pustego lukru, ale z czułością.

Matka to nie tylko obrazek z reklamy: kwiaty, ciasto, uśmiechnięte dzieci i idealny dom. Matka to często kobieta, która nie dospała, ale wstała. Bała się, ale nie uciekła. Nie wiedziała, co robić, ale próbowała. Popełniała błędy, bo jest człowiekiem, nie świętą figurą z porcelany. Czasem krzyczała, czasem płakała w łazience, czasem miała dość, czasem chciała choć godziny ciszy. I właśnie w tym jest prawdziwa: nie w idealności, tylko w codziennym wracaniu do swoich dzieci, mimo zmęczenia, mimo lęku, mimo tego, iż nikt nie dał jej instrukcji obsługi życia.

Warto też powiedzieć uczciwie, iż ojcowie również mają dziś swoje ciężary. Wielu z nich naprawdę chce być obecnych, opiekuńczych, zaangażowanych. Wielu po pracy wraca do domu i nie siada na kanapie jak dawny „pan domu”, tylko kąpie, nosi, gotuje, odrabia lekcje, pociesza, zarabia, martwi się i próbuje odciążyć matkę swoich dzieci. W rozbitych rodzinach bywa jeszcze trudniej, bo emocje, alimenty, kontakty, sądy i codzienność potrafią przemielić wszystkich. Ale mimo tej zmiany jedno pozostaje faktem: to Dzień Matki przez cały czas ma w sobie szczególną siłę. Może dlatego, iż matka dla większości z nas jest pierwszym domem, pierwszym bezpieczeństwem, pierwszym głosem i pierwszą dłonią.

Tylko iż miłość do matki nie może kończyć się na kwiatach, SMS-ie i zdjęciu wrzuconym do internetu. Najważniejszy egzamin przychodzi później. Kiedy to ona zaczyna potrzebować nas, kiedy ręce, które nas nosiły, zaczynają słabnąć a głos który nas uspokajał, staje się cichszy. Kiedy matka, kiedyś silna i zaradna, zaczyna pytać o pomoc, czasem nie wprost, bo nie chce być ciężarem.

I wtedy naprawdę widać, co znaczą nasze wzruszenia. Bo łatwo napisać: „kocham Cię, mamo”. Trudniej zadzwonić bez okazji, pojechać, pomóc, wysłuchać tej samej historii piąty raz. Trudniej nie odwrócić się od starzejącej się kobiety, która kiedyś nie odwróciła się od nas, gdy płakaliśmy po nocach, chorowaliśmy, zawodziliśmy, wracaliśmy z problemami i myśleliśmy, iż świat się kończy.

Dlatego Dzień Matki powinien być nie tylko świętem kwiatów. Powinien być dniem wdzięczności, ale też rachunku sumienia. Czy widzimy nasze matki naprawdę? Czy widzimy ich zmęczenie, ich samotność, ich niespełnione marzenia, ich lęki, ich starzenie się? Czy pamiętamy, iż zanim były „mamą”, były po prostu kobietami, które miały swoje życie, swoje plany, swoje pragnienia? Czy umiemy podziękować nie tylko za obiad, pranie i obecność, ale za lata, których nikt im nie zwróci?

Matki nie potrzebują pomników. Potrzebują szacunku. Potrzebują sprawiedliwego systemu, który nie traktuje wychowywania dzieci jak prywatnego hobby. Potrzebują partnerstwa w domu, ale i odpoczynku bez poczucia winy. Potrzebują tego, by ich praca, ta widoczna i niewidoczna, była wreszcie traktowana poważnie. Potrzebują też zwykłych słów: dziękuję, jestem, pomogę, odpocznij, nie musisz wszystkiego sama.

Wszystkim Mamom, tym młodym i tym starszym, tym zmęczonym i tym uśmiechniętym, tym pewnym siebie i tym, które codziennie w siebie wątpią, tym opiekującym się małymi dziećmi i tym, które przez cały czas martwią się o dorosłe już dzieci, składam najprostsze, ale najważniejsze życzenia.

Dziękujemy Wam za życie, za nieprzespane noce, za cierpliwość, za troskę, za obiady, rozmowy, czekanie przy oknie, za rękę położoną na czole, za słowa, które czasem ratowały więcej, niż mogłyście wiedzieć. Dziękujemy za siłę, której często same w sobie nie widzicie – ale szczególnie za miłość, która nie zawsze jest łatwa, ale bardzo często jest najprawdziwszą rzeczą, jaką dostaliśmy od świata.

Niech nikt nie przypomina sobie o Was tylko raz w roku. Niech będzie przy Was człowiek, kiedy trzeba zrobić zakupy, zawieźć do lekarza, posiedzieć przy herbacie albo po prostu wysłuchać. Niech macierzyństwo nie będzie dla Was wyrokiem zmęczenia, ale źródłem dumy, wsparcia i szacunku. Niech każde „dziękuję, mamo” będzie czymś więcej niż tradycją – niech będzie obietnicą, iż pamiętamy.

Idź do oryginalnego materiału