Są takie materiały, które powstają dlatego, iż trzeba. Jest wydarzenie, konferencja, komunikat, temat dnia, więc jedziemy, nagrywamy, piszemy i publikujemy. Taka jest ta praca. Ale są też materiały, które od początku mają w sobie coś więcej. Takie, przy których człowiek po odłożeniu kamery jeszcze przez jakiś czas myśli o tym, co przed chwilą usłyszał. Ten reportaż zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem, żeby usiąść ze starszymi ludźmi i po prostu ich posłuchać. Bez pośpiechu, bez gonienia za newsem i bez próby upchnięcia czyjegoś życia w trzydziestu sekundach rolki. Chciałem zapytać, kim byli, zanim ktoś zaczął określać ich mianem „seniorów”, „mieszkańców DPS-u” czy „osób starszych”. Bo przecież zanim pojawiły się te wszystkie określenia, były szkoły, pierwsze prace, rodziny, zakłady pracy, przyjaźnie, sukcesy, porażki, marzenia, codzienne problemy i normalne życie. I w końcu udało się ten pomysł zrealizować.
Co ciekawe, wszystko zaczęło się od rolki przygotowanej przez Agnieszkę, Gosię i Ewelinę z Domu Pomocy Społecznej „Niezapominajka” w Elblągu. Dziewczyny pokazały coś, o czym w mediach czasem zapominamy: iż nie potrzeba wielkiego budżetu, sztabu specjalistów i produkcji rodem z telewizji, żeby dotrzeć do ludzi. Czasem wystarczy prosty pomysł, autentyczność i człowiek. Ich materiał zaczął żyć własnym życiem, dotarł naprawdę daleko i poruszył mnóstwo osób. Super. Naprawdę wielkie gratulacje, bo w banalnie prosty sposób udało im się zrobić coś nośnego i prawdziwego. A ja nie byłbym sobą, gdybym patrząc na to, nie pomyślał: dobra, to może pójdźmy krok dalej.
Tym bardziej iż z dyrekcją i pracownikami „Niezapominajki” znamy się od lat i nasze redakcyjne drogi przecinały się już wielokrotnie. Zawsze mogliśmy liczyć na świetny kontakt, otwartość i współpracę. Zaproponowałem więc, żeby zamiast kolejnej krótkiej formy zrobić coś większego. Reportaż, w którym mieszkańcy sami opowiedzą o tym, czym zajmowali się w młodości, gdzie pracowali i jak wyglądało ich życie. Pomysł został przyjęty praktycznie od razu, a później zaczęła się już normalna robota: kamera, mikrofony, rozmowy, kolejne osoby, kolejne historie. Tyle iż w pewnym momencie przestaje się myśleć o sprzęcie. Siedzi przed tobą człowiek, zaczyna opowiadać i nagle wraca do świata sprzed kilkudziesięciu lat. Do swojego zakładu pracy, kolegów, pierwszej wypłaty, obowiązków, które dziś wyglądają zupełnie inaczej. I właśnie tego nie da się wcześniej rozpisać w scenariuszu.
Ogromnie dziękuję dyrekcji i pracownikom DPS „Niezapominajka” za zaufanie, możliwość realizacji reportażu i pomoc adekwatnie na każdym jego etapie. Osobne podziękowania należą się oczywiście Agnieszce, Gosi i Ewelinie. Nie tylko dlatego, iż od ich rolki zaczęła się cała ta historia. Były też z nami podczas realizacji, pomagały przy rozmowach, podpowiadały, dopytywały, rozśmieszały bohaterów i czasem zwyczajnie pomagały im otworzyć się przed kamerą. Zresztą w materiale to słychać. Nie ma tam wyłącznie mojego głosu. Są również ich pytania i rozmowy z mieszkańcami. I bardzo dobrze, bo właśnie wtedy taki materiał staje się prawdziwy. Przestaje mieć znaczenie, kto akurat trzyma mikrofon. Ważne jest to, co ma do powiedzenia osoba siedząca po jego drugiej stronie.
Jest też człowiek, którego w materiale praktycznie nie widać, a bez którego nie byłoby tego, co ostatecznie trafia na ekran. Mateusz. Godziny montażu, w tym godziny nocne i bardzo wczesnoporanne. Oglądanie kolejnych fragmentów, wybieranie ujęć, składanie historii w jedną całość, poprawki i jeszcze raz poprawki. Widz uruchamia film i widzi kilkanaście czy kilkadziesiąt minut gotowego materiału. Rzadko zastanawia się, ile pracy trzeba włożyć, żeby te minuty wyglądały właśnie tak. Dlatego za końcowy efekt ogromna część ukłonów należy się właśnie Mateuszowi.
Ale podczas tych nagrań wydarzyło się też coś, czego zupełnie nie planowałem i co sprawiło, iż ten reportaż stał się dla mnie jeszcze bardziej osobisty. Wśród bohaterek znalazła się moja dawna sąsiadka z bloku. Osoba, którą przecież znałem dużo wcześniej, zanim ktokolwiek z nas pomyślał, iż kiedyś usiądziemy naprzeciwko siebie przy kamerze i mikrofonie. Kiedy jeszcze mieszkała pod tym samym adresem, nieraz rozmawialiśmy po prostu po sąsiedzku. Na klatce, przed blokiem, przy okazji codziennych spraw. Jej córka bardzo dobrze znała się z moją mamą. Ot, normalne życie ludzi zamieszkałych kilka drzwi od siebie. I nagle mija czas. Spotykamy się ponownie, tylko role są już zupełnie inne. Ja siedzę z mikrofonem, ona przed kamerą i zaczyna opowiadać mi o swoim życiu, młodości i pracy. Przyznam, iż to był jeden z tych momentów, kiedy człowiek zaczyna trochę inaczej patrzeć na to, co adekwatnie robi.
Bo ile razy mijamy kogoś na schodach i tak naprawdę nic o nim nie wiemy? Mówimy „dzień dobry”, zamieniamy dwa zdania, czasem znamy się przez dwadzieścia czy trzydzieści lat, a nigdy nie przychodzi nam do głowy zapytać: a czym pani się adekwatnie zajmowała? Jak wyglądało pana życie? Co pan pamięta ze swojej młodości? Dopiero kiedy człowiek zaczyna naprawdę słuchać, odkrywa, iż historie, których czasami szukamy daleko, leżą adekwatnie pod naszym nosem. Czasem dosłownie za ścianą albo kilka pięter wyżej.
I chyba właśnie dlatego tak bardzo chciałem zrobić ten materiał (i pragnę robić kolejne). Lubię słuchać ludzi, szczególnie starszego pokolenia. Jest w ich opowieściach coś, czego nie wyszukamy w Google i czego nie przeczytamy w komunikacie prasowym. Jest sposób, w jaki komuś nagle zmienia się głos, kiedy przypomina sobie dawną pracę. Jest uśmiech, gdy wraca do zabawnej historii sprzed pół wieku. Jest duma. Czasem żal. Czasem wzruszenie. Czasem zwyczajne: „tak wtedy było”. To jest żywa pamięć, której za kilka czy kilkanaście lat może już nie być komu opowiedzieć.
Może właśnie takich materiałów trochę dzisiaj brakuje. Dłuższych, spokojniejszych, niepróbujących złapać odbiorcy krzykliwym hasłem w pierwszych trzech sekundach. Materiałów, przy których trzeba usiąść, dać komuś czas i po prostu go wysłuchać. W świecie, w którym wszyscy chcą mówić, komentować, nagrywać i natychmiast publikować, coraz bardziej przekonuję się, iż jedną z najważniejszych umiejętności dziennikarza wcale nie jest zadawanie najbardziej błyskotliwych pytań. Czasami trzeba zadać jedno proste, a później umieć się zamknąć i słuchać.
Mam ogromną nadzieję, iż ten reportaż nie będzie jednorazowym eksperymentem, ale początkiem dłuższych form w naszej redakcji. Historii ludzi, na które w codziennym informacyjnym biegu zwyczajnie brakuje czasu. Bo po prawie dwóch dekadach pracy w mediach coraz mocniej widzę, iż za każdym wydarzeniem, instytucją i statystyką ostatecznie zawsze stoi człowiek. I kiedy da mu się trochę czasu, często okazuje się znacznie ciekawszy niż najlepszy wymyślony przez nas temat.
Dlatego zapraszam na kanał YouTube „Razem z Tobą”. Zobaczcie reportaż o mieszkańcach Domu Pomocy Społecznej „Niezapominajka” w Elblągu i o tym, czym zajmowali się w młodości. Spróbujcie przez chwilę nie patrzeć na nich wyłącznie jak na seniorów czy mieszkańców domu pomocy społecznej. Posłuchajcie ludzi, którzy byli młodzi, pracowali, wychowywali dzieci, mieli swoje marzenia, problemy, znajomych i plany. Dokładnie tak jak my dzisiaj.
Bo starość nie kasuje żadnego z wcześniejszych rozdziałów życia. My po prostu zbyt rzadko o nie pytamy.



![Zdrowie, profilaktyka i sport. Za nami akcja „Złoty Wrzesień” [27.09.2026]](https://niepelnosprawnilublin.pl/wp-content/uploads/2026/10/27_09_2026_Zloty-Wrzesien_1.jpg)



![Krok ku zdrowiu. Za nami Marsz Różowej Wstążki [24.09.2026]](https://niepelnosprawnilublin.pl/wp-content/uploads/2026/09/24_09_2026_Marsz-Rozowej-Wstazki_1.jpg)

