O życiu z uzależnionym od alkoholu. "Zaszyjemy go i jak wypije kieliszek, będzie wył z bólu"

natemat.pl 1 dzień temu
Zakochałam się. Był genialnym studentem, a ja byłam pewna, iż mam przed sobą przyszłego noblistę. Kupując mu w kiosku szczoteczkę do zębów poczułam, iż skończę jako przeciętna polska żona alkoholika i ta wizja mnie przeraziła – o życiu z osobą uzalezniona mówi Anna.


– Jak nie jesteś DDA i nie masz w rodzinie nikogo, kto jest uzależniony, to długo nie zauważasz niepokojących sygnałów. Tak właśnie miałam. Bagatelizowałam je, ale nie winię się za to. Byłam narzeczoną alkoholika, ale to było prawie 30 lat temu. Wtedy wszyscy pili w akademiku. A ja wierzyłam, iż moja miłość sprawi, iż mój chłopak przestanie pić. I rzeczywiście przestawał, gdy zamiast na niego krzyczeć, gdy pił, po prostu go przytulałam. Tylko iż to wystarczało na miesiąc – wspomina Anna.

Do poradni leczenia uzależnień poszła sama, choć nie ona miała problem


Marcina poznała na koncercie Republiki – na Juwenaliach w Lublinie. Studiowała pedagogikę na UMCS (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej), on na Politechnice Lubelskiej. Zaiskrzyło od razu.

– Piękny, inteligentny, z poczuciem humoru – ale takim abstrakcyjnym, a nie prostackim osób, które po prostu opowiadają kawały i zanudzają nimi towarzystwo. A do tego okazało się, iż jeszcze nie skończył studiów, a już miał na koncie już jakieś patenty. Gdy na imprezie w akademiku, jego kolega z pokoju powiedział, iż trafił mi się przyszły noblista, wierzyłam, iż tak będzie – wspomina Anna.

Imprezy w akademiku zaczynały się w weekend, ale dla wielu trwały przez cały tydzień. – Marcin wpadał w ciągi. Tylko iż nie znałam wtedy takiego określenia. Dziś jest większa świadomość uzależnień, wtedy alkoholizm uważany był za chorobę patologii, a picie inteligentów i artystów pod patologię nie podchodziło – opowiada Anna.

– Jonasz Kofta, Rafał Wojaczek, Wiesław Dymny – artyści pili, ale mieli żony, które ich ratowały. Ja też chciałam uratować chłopaka, z którym chciałam spędzić życie, gdy zorientowałam się, iż coś jest nie tak. Może gdyby był artystą, zajęłoby mi to więcej czasu, ale wśród kolegów z politechniki był tym, który pij najwięcej i najdłużej – wspomina Anna.

– Do dziś pamiętam, iż po weekendzie się ogarniał, robił jakieś napoje z drożdży i je wypijał, widocznie nie słyszał wtedy jeszcze o elektrolitach i tego typu rzeczach. W poniedziałek szedł na zajęcia, ale od wtorku znów pił – dodaje.

Po roku znajomości wiedziała już, iż jej chłopak ma problem. I iż tak, jest genialnym studentem, co nie zmienia faktu, iż również uzależnionym od alkoholu. – Po prostu pijakiem, bo tak się wtedy mówiło – wspomina.

Niektórzy upijają się na wesoło. A on? – Jak był trzeźwy, to był złośliwy, a jak pijany, to był fajny – wtedy mieliśmy super czas. To było nie tylko intelektualne porozumienie, ale też wielka namiętność. Tylko iż po uniesieniach Marcin za chwilę znów był znowu schlany na umór. Krzyczałam i rzucałam się na niego z pięściami. Raz z bezsilności nie miałam już siły na żadną agresję, po prostu go przytuliłam i się popłakałam. I wtedy przestał pić, powiedział, iż wreszcie ma dla kogo żyć – wspomina Anna. Trzeźwość trwała miesiąc.

Anna znalazła poradnię leczenia uzależnień. I poszła tam sama, bez niego. – Nie słyszałam wtedy o czymś takim jak współuzależnienie. Pani, która przyjęła mnie w poradni, nie wiem, czy to była lekarka, czy psycholog, czy jakaś pracowniczka socjalna, wypytała mnie o wszystko. A na koniec powiedziała:

"Pani nie martwi, my to załatwimy. Pani go tu przyprowadzi, my go zaszyjemy. I potem, jak choć jeden kieliszek wypije, to będzie u pani wył z bólu i zdychał na wycieraczce!". Popłakałam się, jak to usłyszałam, bo ja chciałam go ratować. Nie rozumiałam tego, co mówi ta kobieta, pomyślałam, iż to po prostu okrucieństwo – wspomina Anna. A potem się poddała.

Zdradził ją na imprezie, po alkoholu. Powiedział, iż będzie ojcem, więc bierze ślub


– Pamiętam ten moment. Pierwszy raz pomyślałam wtedy, iż nie chcę tak żyć, iż to już nie ma sensu. Marcin odwiedził mnie nad ranem na stancji, na której mieszkałam z koleżanką. Wracał z jakiejś imprezy, sponiewierany, zadzwonił dzwonkiem i przewrócił się pod drzwiami, wstał, wszedł i ledwo doszedł do mojego pokoju i położył się w ubraniu na moim łóżku. A ja poszłam do kiosku, żeby mu zrobić niespodziankę – kupić szczoteczkę do zębów i maszynkę do golenia. I pod tym kioskiem zobaczyłam swoją przyszłość – stanę się taką przeciętną polską żoną alkoholika. I będę czekała tylko na ten dzień, gdy znów będzie trzeźwy, myśląc, iż tak już będzie zawsze. A w międzyczasie będę kupowała mu te szczoteczki i prała śmierdzące ciuchy, w których on będzie się włóczył po knajpach. Pomyślałam, iż to idiotyczne i iż tak się nie da żyć – wspomina Anna.

Zerwanie przychodziło jej bardzo trudno. – Byłam bardzo zakochana. I cały czas widziałam w nim ten potencjał, który w sobie miał. To, kim mógł być, gdyby tylko przestał pić. Chciałam wyciągnąć z niego to, co było w nim najlepsze, ten talent, którego nie chciałam, żeby zmarnował. Miał być przecież inżynierem, przyszłym noblistą – wspomina Anna.

Kilka razy od niego odchodziła, a potem wracała. On zaczął przebąkiwać o ślubie, o dziecku. Ona stawiała warunki: zgodzi się na to, też tego chce, ale on musi przestać pić. Wychodziło mu, raz lepiej, raz gorzej. Coraz częściej – gorzej. W weekend, w który z nim zerwała i pojechała odwiedzić rodziców pod Lublinem, on upił się na imprezie.

– Tak naprawdę nie chciałam z nim zerwać. Blefowałam i miałam nadzieję, iż to nim wstrząśnie, bo kolejne ultimatum, jakie mu stawiałam, nie działały – wspomina Anna. – Raz trafił choćby na izbę wytrzeźwień, ale to nic nie dało. Poszedł też, mówił, iż dla mnie, na spotkanie grupy AA. Teraz jest ich pełno, wtedy tak nie było. Trafił na jakichś ludzi, którzy nie byli na jego poziomie intelektualnym, podobno mówili same głupoty, jak twierdził. Wrócił z tego spotkania, strasznie się z tego AA nabijał, więcej tam nie poszedł.

– Zdradził mnie w ten weekend, gdy pojechałam do rodziców. Po pijaku. Przyznał się, płakał, powiedział, iż z rozpaczy, iż go rzuciłam. Ta dziewczyna, z którą to zrobił zaszła z nim w ciążę. W kółko pytałam go, czy to było jednorazowe, czy może były już wcześniej inne kobiety albo, czy nie spotykał się z tą dziewczyną z imprezy już od jakiegoś czasu. I pomyślałam, iż chyba to ostatnie, gdy powiedział mi, iż bierze ślub, bo będzie ojcem. W jego oczach zobaczyłam radość. Byłam w rozpaczy – wspomina Anna.

Właśnie skończyła studia. Wróciła do rodziców, znalazła pracę w przedszkolu. Patrząc na dzieci, często myślała o tym, iż może gdyby go wtedy nie rzuciła, gdyby miała z nim dziecko, wszystko potoczyłoby się inaczej, bo miałby dla kogo żyć, przestałby pić.

Spotkała go prawie półtora roku później, gdy przyjechała odwiedzić koleżankę – tę, z którą mieszkały razem na stancji, bo po studiach została w Lublinie. To było przypadkowe spotkanie, na ulicy. Marcin pchał wózek z dzieckiem.

– To była taka niezręczna sytuacja. Zapytał, co u mnie, odpowiedziałam: "Ok, a u ciebie?", odpowiedział, iż też i iż ma córkę – mówi Anna.

Zapytała, jak ma imię i zajrzała do wózka. Dziewczynka wciąż spała, a Anka nie zdążyła zobaczyć, jakie ma oczy, choć po rozstaniu zastanawiała się, czy dziecko będzie miało oczy po nim – takie miał ładne.

– Zobaczyłam za to, iż w tym głębokim wózku obok śpiącego dziecka, leżały cztery butelki piwa. I dopiero wtedy zrozumiałam, iż jednak miłość i rodzina go nie uratowały. I chyba wtedy naprawdę się wyleczyłam. Może jeszcze nie wtedy, bo trwało to jeszcze kilka tygodni, w których tęskniłam. Aż w końcu wszystko minęło. I poczułam ulgę, iż ja jednak z nim nie jestem – wspomina Anka.

Jesteś albo byłaś/byłeś z osobą uzależnioną? Chcesz podzielić się z innymi swoim doświadczeniem? Napisz: [email protected]


Idź do oryginalnego materiału