Koniec snu o potędze. Dlaczego chiński samochód powstaje 3 razy szybciej niż europejski?

imagazine.pl 1 dzień temu

Kiedyś śmialiśmy się z chińskich podróbek. Potem martwiliśmy się, iż wykupują nasze marki. Dziś, jak wynika z analiz ekspertów, etap martwienia się mamy już za sobą. Teraz trwa – cytując Jakuba Jakóbowskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich – „pożeranie naszego przemysłu żywcem”. I nie, to nie jest publicystyczna przesada. To matematyka.

W najnowszym wywiadzie dla Gazeta.pl wiceszef OSW stawia tezę, która dla wszystkich fana motoryzacji i technologii powinna brzmieć jak syrena alarmowa. Pekin przestał nas uwodzić. Pekin przestał udawać partnera. Chiny nabrały „heglowskiej pewności siebie”, uznając, iż Europa nie ma już żadnych kart w ręku. Dlaczego? Bo przegraliśmy wyścig o to, co najważniejsze: o czas i efektywność.

Pomóż nam rozwijać iMagazine – ruszyło badanie czytelnictwa 2026

18 miesięcy kontra 5 lat

Najbardziej jaskrawym przykładem tego „punktu krytycznego” jest branża motoryzacyjna – do niedawna korona w herbie europejskiej (fakt, głównie niemieckiej) gospodarki. Jakóbowski przytacza dane, które mrożą krew w żyłach zarządom w Wolfsburgu czy Stuttgarcie. Volkswagen odkrył, iż w Chinach jest w stanie zaprojektować i wdrożyć nowy model samochodu w półtora roku. W Europie ten sam proces zajmuje 4 do 5 lat.

To przepaść, której nie da się zasypać marketingiem czy „tradycją”. W erze, gdy samochód staje się jeżdżącym telefonem, cykl 5-letni to wieczność. Co gorsza, w Chinach ten proces jest nie tylko trzy razy szybszy, ale i o połowę tańszy. Efekt? Europejskie koncerny zaczynają przenosić do Państwa Środka nie tylko produkcję, ale też działy R&D (badania i rozwój). Europa traci mózg, zostając jedynie z rynkiem zbytu.

Zielony Ład: religia kontra przemysł

Jakóbowski celnie punktuje największy paradoks unijnej polityki. Europa potraktowała transformację energetyczną niemal jak religię – zbiór nakazów i celów, wierząc, iż „świecenie przykładem” pociągnie za sobą resztę świata. Chiny potraktowały to inaczej: jako politykę przemysłową.

Podczas gdy my debatowaliśmy nad normami emisji, oni budowali fabryki. – Elektryfikacja, wiatr, słońce i woda to rzeczy, które w Chinach po prostu są, oni w to inwestują, żeby nie importować surowców energetycznych z zagranicy – tłumaczy analityk OSW.

Tutaj dodam jeszcze coś od siebie, bo akurat znam dane. Otóż Chiny podeszły do „zielonego ładu” zupełnie inaczej niż Europa. Jeszcze bezpośrednio po pandemii Chiny stawiały masowo kolejne elektrownie węglowe. Większe emisje? Owszem, ale głównie po to, by napędzać lokalny przemysł i środki produkcji, a przemysł wymaga olbrzymich ilości energii. Z tym, iż ten sam przemysł dziś produkuje olbrzymie ilości komponentów do szeroko rozumianego OZE, dzięki czemu Chiny stały się samowystarczalne w sensie zielonej transformacji, same sobie produkują „zielone ekwiwalenty” elektrowni węglowych, które mogą być wygaszane, przykładem może być choćby niedawno przez nas wspominana pierwsza na świecie pełnomorska farma fotowoltaiczna o mocy 1 GW. W rezultacie emisje Chin zaczęły spadać.

Efekt jest taki, iż Europa chce być zielona, ale technologie do tego (fotowoltaikę, baterie, turbiny) musi kupować od Chin, bo tam powstał cały ekosystem przemysłowy. W Europie energia jest droga, w Chinach – dzięki inwestycjom w podaż – tania. A przemysł, jak woda, płynie tam, gdzie jest taniej. Upadają huty szkła, chemia (BASF chemiczny gigant Europy kurczy się i wygasza moce), stalownie.

Europa bez kart

Najbardziej przygnębiający w tej diagnozie jest fakt, iż Chiny przestały negocjować. Narzucają warunki „na twardo”. Widzą, iż Europa jest uzależniona od dostaw, rozbita wewnętrznie i pozbawiona twardej siły. – Zaczęli uważać, iż my nie mamy żadnych kart – mówi Jakóbowski.

Czy to koniec? Ekspert OSW twierdzi, iż mamy gotowe strategie i „na papierze” wiemy, co robić (dywersyfikacja, szybkie ścieżki dla inwestycji strategicznych), ale brakuje nam woli i koordynacji. Tymczasem zegar tyka. jeżeli nie zaczniemy traktować przemysłu jako kwestii bezpieczeństwa, a nie tylko biznesu, obudzimy się w skansenie. Pięknym, zielonym, ale całkowicie zależnym od dostaw z Azji.

Do skreślenia tych słów zainspirował mnie wywiad Grzegorza Sroczyńskiego z Jakubem Jakóbowskim (OSW), Gazeta.pl, 29.12.2025.

Jeśli artykuł Koniec snu o potędze. Dlaczego chiński samochód powstaje 3 razy szybciej niż europejski? nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału