Lekarz prawomocnie skazany za pobicie nie może na mocy "ustawy kamilkowej" pracować z dziećmi. Mimo to jest wicedyrektorem szpitala w Gnieźnie, nadzoruje oddział chirurgii i dyżuruje w nim w czwartki. Jednocześnie placówka zawarła cztery umowy ze spółką założoną przez niego, a dziś należącą do jego rodziców. Formalnie wszystko można sprowadzić do pytania, czego konkretnie zabrania prawo. Problem zaczyna się wtedy, gdy formalna zgodność z przepisami staje się usprawiedliwieniem dla braku odpowiedzialności.