Debiutująca na igrzyskach paralimpijskich Natalia Siuba-Jarosz odpadła przed półfinałem snowboard crossu, kończąc zawody na 11. miejscu. Prawdziwe trzęsienie ziemi wywołała reprezentantka Francji, Cécile Hernandez, która w wieku 51 lat sięgnęła po złoty medal, udowadniając, iż pasja nie zna metryki.
Dla Natalii Siuby-Jarosz niedzielny występ w snowboard crossie na XIV Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich w Mediolanie-Cortinie był ogromnym sprawdzianem charakteru. Polka, startująca w kategorii SB-LL2 (zawodniczki po amputacji lub z ograniczeniami ruchomości na skutek np. sztywności stawu skokowego, niedowładu), od początku zmagała się z niezwykle szybką i techniczną trasą w Cortinie d’Ampezzo. Choć w przejazdach eliminacyjnych pokazała wolę walki, ostatecznie odpadła w fazie ćwierćfinałowej.
– Jestem i wkurzona i rozczarowana. Jeden błąd zadecydował o tym, iż tyle lata treningów i wyrzeczeń nie dało lepszego wyniku. Oczywiście sama obecność na igrzyskach to dla mnie ogromnie wyróżnienie, ale teraz jest we mnie też sportowa złość, bo zawsze chce się więcej. Mimo iż cross to nie jest moja koronna konkurencja, chciałam zaprezentować najlepszy snowboard – mówiła Natalia po starcie.
Opowiadała, iż nie pomogła jej narastająca presja w oczekiwaniu na start w bramkach, ponieważ w poprzednim półfinale doszło do upadku i organizatorzy naprawiali tor.
– Może skupienie gdzieś mi uciekło? Może za bardzo chciałam? Po wyjściu z bramki trzeba było zjechać z przełamania i bardzo mocno zapracować nogami, żeby przejechać kolejną przeszkodę. Zabrakło nieco prędkości i usztywniło nogi – opowiadała.
Dodała jednak, iż zamierza zaraz wyrzucić to z głowy, żeby skupić się na kolejnym starcie w banked slalomie 14 marca. Tam techniczna precyzja Polki może okazać się kluczem do znacznie wyższej pozycji.
Jak wyrzucić z siebie niepowodzenie i oczyścić głowę?
– Mam tu ze sobą w Cortinie życzliwych ludzi – przyjechali ze mną mąż i przyjaciel, dojedzie reszta rodziny – wyjaśniała. – Na pewno pomoże też rozmowa z trenerką [Zuzanną Smykałą-Pałką, uczestniczką igrzysk olimpijskich w Pjongczangu w 2018 – przyp. red.], która pozwoli mi się skupić na teraźniejszości. No i mam zamiar odciągnąć głowę graniem w „Cyberpunka 2077”. To kapitalnie odmóżdżająca gra!
„Wieczna Mistrzyni”
Wydarzeniem dnia była postawa Cécile Hernandez. 51-letnia Francuzka dokonała rzeczy niemal niemożliwej, pokonując młodsze o ponad ćwierć wieku rywalki i pewnie sięgając po złoty medal.
Hernandez od lat jest ikoną nie tylko parasnowboardu, ale też ludzi chorych na stwardnienie rozsiane. Udowadnia bowiem, iż ciało – choćby naznaczone ciężką chorobą – wciąż potrafi dokonywać rzeczy niemożliwych.
Jeszcze w 2002 roku Cécile była obiecującą zawodniczką BMX. Pewnego ranka obudziła się i poczuła, iż jej nogi są całkowicie bezwładne. Diagnoza padła błyskawicznie: stwardnienie rozsiane (SM). Choroba zaatakowała agresywnie, zmuszając ją do porzucenia wyczynowego sportu na ponad dekadę. Przez lata poruszała się o kulach lub na wózku, walcząc z bólem i postępującym niedowładem. O sporcie choćby nie marzyła.
Przełom nastąpił w 2014 roku, niemal zupełnym przypadkiem. Cécile spróbowała wrócić na deskę snowboardową. Okazało się, iż mimo problemów z chodzeniem (SM odcisnęło piętno na jej układzie nerwowym, wpływając na koordynację i siłę mięśni nóg, musi używać specjalnych ortez, które stabilizują jej nogi), na desce odnajduje balans, którego brakowało jej na twardym gruncie. Zaledwie miesiąc po powrocie do treningów wystartowała na igrzyskach paralimpijskich w Soczi, zdobywając srebrny medal! To był początek jej „drugiego życia”. Z Pjongczangu w 2018 roku przywiozła kolejne srebro i brąz. Cztery lata później w Pekinie w wieku 47 lat sięgnęła po pierwszy tytuł mistrzyni paralimpijskiej.
Cécile od razu stała się też ambasadorką osób chorych na SM we Francji. Jest przy tym niezwykle szczera w opowiadaniu o chorobie. Publicznie opowiada o rzutach choroby, o chronicznym zmęczeniu i o tym, iż czasami rano nie ma siły podnieść kubka z kawą, by kilka godzin później pędzić 60 km/h po lodowym torze.
Walczyła też w sądach o możliwość startu w swojej kategorii, gdy federacja snowboardowa próbowała ją usunąć z powodu specyfiki jej niepełnosprawności. Wygrała, stając się symbolem walki o sprawiedliwość w sporcie.
Po złotym medalu w Mediolanie-Cortinie 2026 francuskie media piszą o niej jako o „Wiecznej Mistrzyni”, która daje nadzieję milionom chorych, iż diagnoza to nie wyrok, a jedynie… zmiana trasy.
Swój wygrany wyścig poprowadziła po profesorsku. Wykorzystała swój atut – niesamowitą technikę na tzw. rollerach (garbach), co pozwoliło jej wypracować niewielką przewagę już w pierwszej sekcji trasy. Za plecami Hernandez trwała zaciekła walka między dwiema reprezentantkami Chin – Wang Xinyu i Hu Nianjia – oraz Amerykanką Kate Delson. Próbując zablokować linię przejazdu rywalce z USA, jedna z Chinek straciła równowagę i upadła, wytrącając z rytmu swoją rodaczkę. Hernandez odjechała stawce na bezpieczny dystans. Wykorzystała to również Amerykanka, która ominęła zamieszanie i pognała po srebrny medal. Wang Xinyu zdołała się pozbierać i dowieźć brąz do mety, ale Chińczycy byli niezwykle rozczarowani, ponieważ plan zakładał chiński dublet na podium.
Zwycięstwo Cécile Hernandez okrzyknięto nie tylko triumfem sportowym, ale przede wszystkim potężnym sygnałem dla całego świata sportu: determinacja i profesjonalizm potrafią oszukać czas i przezwyciężyć chorobę.









