"Ludzie będą umierać bez jednego wystrzału". Problem z lekami w Polsce.

sokolka.tv 18 godzin temu

Polska może przegrać wojnę, która jeszcze się nie zaczęła — bez bomb, bez czołgów i bez jednego wystrzału. Wystarczy, iż zabraknie leków. To ostrzeżenie nie jest publicystyczną przesadą, ale trzeźwą diagnozą przedstawioną w Belwederze podczas pierwszego posiedzenia Rady Zdrowia. Jej sedno jest brutalnie proste: bezpieczeństwo państwa zaczyna się dziś w aptece.

Prezes Krajowych Producentów Leków Krzysztof Kopeć bije na alarm. Polska, podobnie jak cała Europa, uzależniła się od importu leków i substancji czynnych z Azji. Wystarczy poważny kryzys geopolityczny, jak choćby atak Chin na Tajwan i związane z nim sankcje handlowe, by łańcuchy dostaw zostały przerwane. Skutek? Setki zgonów dziennie. Bez wojny, bez huku, w ciszy szpitalnych sal.

Problem nie leży w braku technologii czy kompetencji, ale w decyzjach. Leki krytyczne takie jak: antybiotyki, insulina, środki anestezjologiczne, kardiologiczne czy wziewne dla astmatyków powinny być produkowane w Polsce od początku do końca. Tymczasem tylko niewielka część z nich rzeczywiście powstaje w kraju. Reszta zależy od fabryk oddalonych o tysiące kilometrów, podatnych na konflikty, kataklizmy i polityczny szantaż.

Państwo chce tanich leków ale zapomina o bezpieczeństwie. Nie da się płacić tej samej ceny za lek produkowany lokalnie, co za masową produkcję w Azji. Bez zgody na wyższą cenę nie będzie krajowej produkcji, a bez niej- nie będzie gwarancji życia w kryzysie.

Bez antybiotyków dzieci umrą na zakażenia, cukrzycy bez insuliny nie przeżyją, chorzy na serce nie doczekają pomocy, a astmatycy zaczną się dusić. To nie scenariusz z filmu grozy. To realna perspektywa, jeżeli bezpieczeństwo lekowe przez cały czas będzie traktowane jak koszt, a nie inwestycja w przetrwanie.

Wojny XXI wieku wygrywa się logistyką. A przegrywa — brakiem tabletek.

K.P

Grafika: Pixabay

Idź do oryginalnego materiału