Lex szarlatan coraz bliżej. Milion złotych kary za pseudomedycynę

naszapolska.pl 3 dni temu

Lex szarlatan jest o krok od wejścia w życie. Sejmowa Komisja Zdrowia poparła w środę wszystkie poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, która ma wyprowadzić z rynku pseudomedycynę. Za oferowanie chorym niesprawdzonych terapii zapłacić będzie można choćby milion złotych, a Rzecznik Praw Pacjenta dostanie prawo publicznego ostrzegania przed konkretnym gabinetem jeszcze w trakcie postępowania.

Komisja Zdrowia poparła wszystkie poprawki Senatu, ustawa wraca na salę plenarną

Posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia rekomendowali przyjęcie czterech poprawek, które 22 lipca wniósł Senat. Izba wyższa poparła wtedy ustawę stosunkiem głosów 62 do 6, przy 17 wstrzymujących się, a zmiany miały charakter legislacyjny i redakcyjny – porządkowały odesłania i język przepisów, nie ruszając meritum. To oznacza, iż ustawa wraca na salę plenarną w kształcie, który Sejm zaakceptował 3 lipca: 232 głosami za, przy 34 przeciw i 162 wstrzymujących się.

Droga legislacyjna projektu ustawy była szybka jak na materię, która wywołała tyle emocji. Rada Ministrów przyjęła go 12 maja, po konsultacjach publicznych, w których resort zdrowia zebrał blisko pięć tysięcy uwag – od zielarzy, akupunkturzystów, homeopatów i branży kosmetycznej. Autorem projektu jest Ministerstwo Zdrowia we współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta.

Nowelizacja stoi na dwóch nogach. Pierwsza to walka z pseudomedycyną, czyli z oferowaniem metod niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną jako leczenia. Druga to dezinformacja medyczna – komercyjne promowanie niesprawdzonych metod jako sposobu na chorobę, bez podstaw naukowych. Zwykła edukacja zdrowotna, rozmowa o stylu życia czy rzetelna informacja o profilaktyce pozostają poza zakresem przepisów.

Głosowanie plenarne nad poprawkami zaplanowano na trwające posiedzenie Sejmu, ostatnie przed przerwą wakacyjną. Potem ustawa trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego.

Milion złotych kary za naruszanie zbiorowych praw pacjentów, sto tysięcy za brak współpracy

Najmocniejszym narzędziem nowych przepisów są kary finansowe. Za naruszanie zbiorowych praw pacjentów Rzecznik Praw Pacjenta będzie mógł nałożyć do 1 mln zł. Za brak współpracy z rzecznikiem – utrudnianie kontroli, nieprzekazywanie dokumentów, ignorowanie wezwań – grozi do 100 tys. zł. Kierownicy podmiotów leczniczych, którzy dopuszczą do naruszeń, odpowiadają dodatkowo karą sięgającą dwudziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia.

Kluczowy jest jeden szczegół, który zamyka najpopularniejszą furtkę: sankcja obowiązuje także wtedy, gdy działalność została zakończona przed wydaniem decyzji. Dotychczasowy schemat, w którym gabinet znika z rynku w przeddzień rozstrzygnięcia i otwiera się miesiąc później pod innym szyldem, przestaje być opłacalny.

Ustawa wprowadza też twarde reguły co do tego, kto w ogóle może udzielać świadczeń zdrowotnych. Zastrzega je dla podmiotów wpisanych do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą i dla osób z odpowiednimi uprawnieniami. Brak wymaganego wpisu do rejestru sam w sobie staje się podstawą do interwencji, a osobnym celem przepisów są osoby podszywające się pod specjalistów medycznych – posługujące się tytułem terapeuty, doktora czy specjalisty bez pokrycia w wykształceniu. Osobno wymienia grupy objęte szczególną ochroną – praktyki pseudomedyczne wobec nich są zakazane wprost:

– dzieci i osoby małoletnie
– pacjenci onkologiczni
– osoby z ciężkimi, nieuleczalnymi chorobami
– osoby z zaburzeniami psychicznymi

Ustawa oddziela legalną fitoterapię od znachorstwa. Zdjęcie ilustracyjne, wygenerowane z użyciem AI.

Rzecznik Praw Pacjenta będzie mógł publicznie ostrzegać i wstrzymać praktykę przed końcem sprawy

Kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta rosną w trzech kierunkach. RPP przestaje być wyłącznie instytucją interweniującą po fakcie i dostaje narzędzia administracyjne z realnym ciężarem dla systemu ochrony zdrowia. Pierwszy to publiczne ostrzeżenia: rzecznik będzie mógł podać do wiadomości, iż wobec konkretnego podmiotu toczy się postępowanie, zanim je zakończy. Drugi to decyzja tymczasowa nakazująca natychmiastowe zaprzestanie praktyki zagrażającej zdrowiu lub życiu – bez czekania na prawomocne rozstrzygnięcie. Trzeci to udział w postępowaniach cywilnych na prawach przysługujących prokuratorowi, czyli możliwość wejścia do sprawy pacjenta, który sam nie ma siły procesować się z gabinetem.

Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec od początku prac tłumaczył, iż ustawa nie dotyczy sporu o metody, tylko o mechanizm żerowania na desperacji.

„Projekt ten odpowiada na manipulację emocjami pacjentów przez oszustów. Pacjenci często chwytają się, jak myślą, ostatniej deski ratunku.”

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda nazwała przyjęte przez rząd rozwiązania „potężnym narzędziem do walki z pseudomedycyną” i wskazywała, iż resort dostawał sygnały o potrzebie jasnych regulacji oraz wzmocnienia uprawnień rzecznika. Wiceminister Katarzyna Kęcka podkreślała z kolei, iż chodzi o sytuacje, w których choremu sugeruje się, iż terapia niewiarygodna i niebezpieczna może go uleczyć.

Zioła i joga zostają legalne, spór idzie o definicję aktualnej wiedzy medycznej

Najczęściej powtarzany zarzut wobec ustawy – iż delegalizuje medycynę naturalną – rozbija się o treść przepisów. Przepisy porządkują ziołolecznictwo, oddzielając fitoterapię od znachorstwa: zioła można sprzedawać i stosować, nie można jednak przedstawiać ich jako terapii choroby ani sugerować, iż zastępują leczenie. Poza zakresem regulacji zostają joga, masaż, kosmetologia i edukacja zdrowotna, dopóki nie są sprzedawane jako metoda leczenia. Granicą jest komercyjne oferowanie niesprawdzonej metody diagnostycznej lub leczniczej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.

Ustawa reguluje także kwestie ziołolecznictwa w sposób, który ma zamknąć najczęstszy scenariusz szkody. Nie chodzi o zakaz mieszanki na trawienie, tylko o sytuację, w której chory na nowotwór słyszy, iż nalewka zadziała lepiej niż chemioterapia, i przerywa leczenie. W onkologii dziecięcej ten mechanizm bywa nieodwracalny – jak przypominała podczas debaty w resorcie zdrowia prof. Anna Raciborska, dzieci chorują i umierają szybko, więc każdy tydzień zwłoki liczy się inaczej niż u dorosłych.

Dlaczego w ogóle sięgnięto po taki instrument, pokazuje przykład przywoływany podczas majowej debaty w Ministerstwie Zdrowia przez onkologa prof. Jacka Jassema.

„Kilka lat temu Polskę obiegła informacja o sześciolatku chorym na ostrą białaczkę limfoblastyczną – to nowotwór, który można wyleczyć u 90% dzieci.”

prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, onkolog

Opór wobec ustawy nie zniknął jednak razem z kolejnymi głosowaniami. Obie Konfederacje głosowały przeciw, a wniosek o odrzucenie projektu w drugim czytaniu komisja odrzuciła. Poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz zaapelował 28 lipca o wstrzymanie prac nad przepisami.

„Dość tego pseudomedycznego, zamordystycznego szaleństwa.”

Roman Fritz, poseł Konfederacji Korony Polskiej

Poważniejszy zarzut formułują prawnicy. Mecenas Arkadiusz Tetela zwraca uwagę, iż pojęcie aktualnej wiedzy medycznej, na którym opiera się cała konstrukcja ustawy, nie zostało zdefiniowane ustawowo – nie wskazano metodologii ustalania standardu, hierarchii źródeł ani kryteriów doboru ekspertów. Bez tego, jego zdaniem, przepisy stają się narzędziem podatnym na nadużycia, zwłaszcza iż brakuje niezależnej kontroli nad finansowaniem towarzystw naukowych przez przemysł farmaceutyczny.

Trzy miesiące vacatio legis, a potem pierwsze decyzje rzecznika

Jeśli Sejm przegłosuje poprawki Senatu w tym tygodniu, ustawa trafi do prezydenta. Po podpisie i ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw zacznie obowiązywać po trzech miesiącach. Przy lipcowym finale prac oznacza to jesień jako realny moment, w którym Rzecznik Praw Pacjenta wyda pierwsze publiczne ostrzeżenie albo pierwszą decyzję tymczasową.

Otwarte pozostają dwa pytania. Pierwsze dotyczy zasobów: urząd rzecznika ma prowadzić postępowania administracyjne wobec rynku, który liczy tysiące podmiotów i działa przede wszystkim w internecie. Znaczna część dezinformacji medycznej żyje na profilach społecznościowych i w reklamach, a te nie mają adresu, pod który wysyła się kontrolę. Drugie pytanie dotyczy praktyki orzeczniczej – to sądy administracyjne rozstrzygną, gdzie dokładnie przebiega granica między poradą zdrowotną a pseudomedyczną obietnicą leczenia. Pierwsze decyzje rzecznika staną się w tej sprawie testem, na który patrzeć będą zarówno pacjenci, jak i cała branża wellness.

Źródła: Przemysław Staciwa (Zero.pl), Polityka Zdrowotna, Rynek Zdrowia, Cowzdrowiu.pl, Prawo.pl, Rzeczpospolita, Termedia, NCzas.info, Ministerstwo Zdrowia (gov.pl), Zwrotnikraka.pl.

Idź do oryginalnego materiału