Lekarze zoperowali nie tę osobę. Pani Ewa walczy o sprawiedliwość

polsatnews.pl 2 godzin temu

Ewa Pasik w szpitalu w Radomiu usłyszała, iż ma tętniaka aorty piersiowej i musi przejść pilną operację w Warszawie. Lekarze ostrzegli, iż może nie przeżyć samego transportu. A to nie był koniec szokujących informacji. Po wszystkim okazało się, iż zabieg był niepotrzebny, bo ktoś pomylił jej wyniki z innym pacjentem. "Materiał Interwencji".

"Internwencja"
Kadr z materiału "Interwnecji"

43-letnia pani Ewa spod Radomia jeszcze trzy lata temu była naczelniczką poczty. Niestety z dnia na dzień stała się niezdolna do pracy i normalnego funkcjonowania.

- Nagle nie ze swojej winy zostałam bez środków do życia. Nikogo to jednak nie interesowało, wręcz jeden z pełnomocników podczas rozprawy powiedział, iż oni nie są funduszem alimentacyjnym - opowiada pani Ewa.

- Nastąpiło całkowite odcięcie od pieniędzy, od wszystkiego. Robiłem zbiórki charytatywne na rzecz mamy - wspomina Szymon, syn pani Ewy.

Matka trojga dzieci nigdy poważnie nie chorowała. Ekipa "Interwencji" odwiedziła ją w październiku ubiegłego roku, była zrozpaczona. Walczyła o zdrowie, walczyła z lekarzami, których - jak twierdzi - błędne decyzje zmieniły jej życie w koszmar.

- Opowiedziałam o wszystkim przed kamerą z bezradności. To było ciężkie przeżycie, bo po prostu następuje "roznegliżowanie się" przed całą Polską, odsłonięcie całych tych zmagań - mówi pani Ewa.

Skarżyła się na ból brzucha. Została niepotrzebnie zoperowana

Kobieta poprosiła nas o pomoc, gdyż lekarze nie widzieli swojej winy. Ona, schorowana, była bezradna i bez środków do życia.

Kłopoty pani Ewy zaczęły się we wrześniu ubiegłego roku. Z powodu bólu brzucha trafiła do Szpitala Specjalistycznego w Radomiu. Po kilku badaniach lekarze stwierdzili, iż jej stan jest ciężki i skierowali na pilną operację w Warszawie.

- Przyszedł lekarz i powiedział, iż wyniki są dobre, ale "jeszcze pójdzie pani na tomografię", bo coś wyszło nie tak. Dodał, iż zostanę skierowana na echo serca. Powiedział, iż mam tętniaka rozwarstwiającego aortę, iż to główna żyła, co wchodzi do serca, mogę dostać krwotoku i za chwilę umrzeć. Mówił, iż stan jest bardzo ciężki i może być taka sytuacja, iż nie przeżyję transportu do Warszawy, więc zaczęłam się żegnać z mężem w Radomiu - relacjonuje Ewa Pasik.

ZOBACZ: 100 proc. pensji na zwolnieniu lekarskim? W tych przypadkach Polacy mogą sporo zyskać

Pacjentka została przywieziona karetką do Warszawy, gdzie czekał już zespół lekarzy, by przeprowadzić operację. Po operacji pani Ewa i jej rodzina przeżyli szok. Okazało się, iż operacja nie była potrzebna. A skutki niepotrzebnie przeprowadzonej operacji odczuwa do dziś.

- Szok, przy wypisie uświadomili nas ze operacja była niepotrzebna, sami zszokowani byli. Lekarz powiedział, iż jak pracuje 23 lata w szpitalu, to on pierwszy raz widzi taki przypadek - mówi Dariusz Pasik, mąż pani Ewy.

- Błędy sięgają już wywiadu, jaki został sporządzony z panią Ewą. Wywiad w dokumentacji pochodzi od zupełnie innej osoby. Pojawia się w nim migotanie przedsionków. Moja klientka nigdy nie cierpiała na migotanie przedsionków, inna sprawa to blizna na brzuchu, przepuklina z blizną. Nie było żadnej blizny. Są inne wyniki badań, od zupełnie innej osoby - przekonuje Grzegorz Gębski adwokat pani Ewy.

- Nigdy nie byłam operowana, troje dzieci urodziłam siłami natury, nie miałam cięcia cesarskiego - dodaje Ewa Pasik.

Reportaż "Interwencji" przyniósł efekt. niedługo kolejny zabieg

Dziennikarze "Interwencji" próbowali porozmawiać ze szpitalami, ale tylko jeden odpowiedział i to mailowo.

"Nadmieniamy, iż samo podejrzenie rozwarstwienia aorty było bezwzględnym wskazaniem do przekazania Pacjentki do wyższego ośrodka referencyjnego, w którym podjęto decyzję o zastosowaniu leczenia kardiochirurgicznego" - przekazał Radomski Szpital Specjalistyczny im. dr. Tytusa Chałubińskiego.

O zachowaniu lekarzy natychmiast został poinformowany rzecznik odpowiedzialności zawodowej, prokuratura oraz sąd.

- Wpłynął pozew, w którym wartość przedmiotu sporu opiewa na kwotę ponad 2 mln zł. Chodzi o zadośćuczynienie, odszkodowanie i rentę. Aktualnie sprawa jest na wstępnym etapie postępowania - informuje Renata Król z Sądu Okręgowego w Radomiu.

ZOBACZ: Przez cztery dni nikt nie zajrzał pod opatrunek. Skończyło się amputacją

Po emisji reportażu sąd w Radomiu bardzo gwałtownie przyznał rentę pani Ewie.

- Bardzo dziękuję, iż pani redaktor i telewizja Polsat jesteście zainteresowani sprawą pani Ewy Pasik. Został wyznaczony termin posiedzenia i pani Ewa krok po kroku mogła opisać, co się wydarzyło od momentu przyjęcia jej do pierwszego szpitala poprzez przekazanie do drugiego szpitala w Warszawie - opowiada Grzegorz Gębski adwokat pani Ewy.

- Bardzo się ucieszyłam, bo przynajmniej córka będzie miała środki na leczenie, na rehabilitację, na leki. Przede wszystkim na rehabilitację, żeby mogła dojść do siebie - mówi pani Danuta, mama pani Ewy.

Interweniował Rzecznik Praw Pacjenta. "Dokumentacji adekwatnie nie było"

Szereg nieprawidłowości zauważył też Rzecznik Praw Pacjenta.

- Szpital niewłaściwie informował pacjentkę o tym, co się dzieje, ona adekwatnie nie wiedziała nic. Wytworzona w tym podmiocie dokumentacja medyczna pozostawiała wiele do życzenia, a adekwatnie jej nie było w niektórych aspektach. Dlatego współpracujemy z prokuraturą - tłumaczy Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Pełny materiał wideo "Interwencji" można obejrzeć TUTAJ.

Panią Ewę czeka rekonstrukcja klatki piersiowej, bo niepotrzebnie przeprowadzoną operację trzeba będzie poprawić. Miną lata, zanim zakończy się proces o zadośćuczynienie i odszkodowanie, ale pani Ewa mówi, iż zaczęła w końcu wierzyć w sprawiedliwość. Uzyskana renta pomoże jej spełnić jedyne marzenia, jakie ma matka trojga dzieci.

- Moim jedynym marzeniem jest to, żeby być zdrowa i żeby móc pomoc dzieciom, nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne. o ile będę miała zdrowie, sobie sama ze wszystkim poradzę - podsumowuje.

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

WIDEO: Groźny incydent przed domem ministra rolnictwa. "Składał groźby karalne"
Idź do oryginalnego materiału