Ilekroć zaczyna się wiosna czy jesień i zbliża się moment przestawienia czasu w letni bądź zimowy, w Polsce powraca dyskusja, czy to w ogóle ma sens. A potem wszyscy przestawiamy zegarki, przez parę dni przyzwyczajamy się do tej zmiany i na pół roku zapominamy o temacie.
Dobre dla zdrowia i dla gospodarki
Już niedługo być może będziemy mogli o tym zapomnieć na zawsze. Politycy PSL złożyli bowiem w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o czasie urzędowym w Polsce. Ich propozycja zakłada, iż przez cały rok będzie obowiązywał u nas czas środkowoeuropejski, czyli ten letni.
Argumenty pomysłodawców są dobrze znane, bo zwolennicy zniesienia zmian czasu powtarzają od lat. W uzasadnieniu czytamy, iż przestawianie zegarków dwa razy w roku nie ma już uzasadnienia ekonomicznego, które miało sens w czasach, gdy ten wprowadzano. Korzyści więc z tego nie ma, są za to negatywne konsekwencje. I dla gospodarki, i dla zdrowia ludzi.
"Zmiana czasu wpływa na rozregulowanie zegara biologicznego" – napisali w uzasadnieniu posłowie PSL i stwierdzili, iż konsekwencją są kłopoty ze snem, problemy neurologiczne i kariologiczne. Jeszcze gorzej przestawianie zegarków wpływa na gospodarkę. "Banki ogłaszają przerwy techniczne, podczas których usługa bankowości elektronicznej jest niedostępna. Pociągi i samoloty są zmuszone dostosować się do przesunięcia czasu, co niekiedy oznacza godzinny postój bądź specjalną zmianę rozkładu" – argumentują wnioskodawcy.
Posłowie chcą, by na stałe obowiązywał u nas czas środkowoeuropejski, potocznie nazywany letnim. "Pomiędzy październikiem a marcem słońce wschodziłoby o godzinę później i dzienne światło byłoby dostępne o godzinę dłużej po południu, przez co mogłoby być lepiej wykorzystane niż w godzinach porannych, kiedy większość Polaków uczy się lub pracuje" – przekonują.
Najpierw w Polsce, później w całej Europie
Próba "zatrzymania czasu" w Sejmie nie jest jedyną inicjatywą naszych polityków w tej sprawie. Niedawno minister rozwoju i technologii Krzysztof Paszyk przekonywał, iż Polska zamierza wykorzystać swoją prezydencję w Unii Europejskiej, by przekonać resztę Wspólnoty do rezygnacji ze zmiany czasu. To powrót do pomysłu Komisji Europejskiej z 2018 roku. Wtedy jednak nie udało się tego przeforsować.
Powodów, by skończyć z przestawianiem zegarków co pół roku, jest sporo. Oprócz tych dotyczących negatywnych konsekwencji dla gospodarki czy dla zdrowia warto wspomnieć o jednym. W przeprowadzonym w 2018 roku badaniu aż 84 procent mieszkańców naszego kontynentu opowiedziało się za rezygnacją ze zmiany czasu.
Czy polscy politycy dadzą przykład i przegłosują w Sejmie nowelizację proponowaną przez PSL? choćby jeśli, to nie stanie się to szybko. Za pół roku wraz z początkiem jesieni znów będziemy musieli przesuwać wskazówki. Na szczęście wtedy wszyscy będziemy mogli spać o godzinę dłużej.