„Kilometry dla Laury”. Opolanka wyruszyła rowerem do Santiago de Compostela, by pomóc choremu dziecku

opolska360.pl 15 godzin temu

„Wyruszam samotnie na rowerze z Kup do Santiago de Compostela” – napisała na www.siepomaga.pl w zakładce Kilometry Nadziei dla Laury. „To będzie dla mnie ogromne wyzwanie – tysiące kilometrów, wiele dni w drodze, zmęczenie, deszcz, upał i chwile zwątpienia. Jednak każdy kilometr, który pokonam, będzie miał jeden cel – pomoc dla Laury Piechoty. Założyłam tę skarbonkę, aby każdy, kto będzie śledził moją podróż, mógł dołożyć swoją cegiełkę do wsparcia Laury. Nie liczy się kwota – liczy się każde okazane serce. (…) Dziękuję za każde wsparcie, dobre słowo i modlitwę. To właśnie dzięki Wam będę miała motywację, by każdego dnia wsiadać na rower i jechać dalej – dla Laury”.

„Kilometry dla Laury”. Ważna jest pomoc

Pani Maria wyruszyła w drogę w niedzielę o 11.00 sprzed Urzędu Gminy w Dobrzeniu Wielkim.

– Każdego dnia planuję pokonać 80-100 kilometrów – powiedziała „O!Polskiej”. – Więc podróż potrwa dobry miesiąc z kilkoma dniami przerwy. Celem, chcę to podkreślić – jest pomoc dla tej młodej damy, czyli Laury.

– Przecież w nas wszystkich jest moc i są wielkie pokłady dobra – dodaje. – Nie przejechałam jeszcze ani kilometra, a w skarbonce Kilometry dla Laury na siepomaga.pl jest już ponad dwa tysiące złotych. Ja ze sobą puszki nie zabieram i kwestować nie będę. Ale do mojego roweru jest przypięty kod QR, by każdy, kto chce, mógł poznać jej historię i wpłacić pieniądze. Ja oczywiście będę w drodze o Laurze opowiadać. W tej wyprawie ważna jest pomoc, a nie ja. A św. Jakub jakoś mnie do Santiago de Compostela doprowadzi.

Wraz z Marią Koschny pierwszy odcinek drogi przejechali jej znajomi i przyjaciele. Wśród nich ciągnikiem Dorota Midura i Henryk Kolpak ze Starych Siolkowic, członkowie Stowarzyszenia Traktorowi Podróżnicy, którzy w czerwcu – także dla Laury Piechoty – jechali traktorem do Rzymu. Do granicy powiatu towarzyszyła pani Marii Monika Wittek.

„Kilometry dla Laury”. Bieżące leczenie i terapia genowa

– Będziemy za Marysię trzymać kciuki i czytać relacje w sieci – mówi. – Wszystko po to, by zachęcać do pomocy dla Laury. Dziewczynka jest moją krewną. Uważam, iż warto jej pomóc. Każdemu warto pomagać. Podzielonego nie ubywa.

Wśród żegnających pątniczkę na dwóch kołach byli też rodzice Laury pani Julia i pan Arnold oraz je młodsza siostra Klara.

– Taka wyprawa to jest duży wysiłek i mało kto by się na niego zdecydował – mówi Julia Piechota. – Laura choruje na zespół Retta. – To jest choroba genetyczna. Brakuje jej białka MECP2, które odpowiada za komunikację neuronów. Do piątego roku życia Laura rozwijała się normalnie. Po piątych urodzinach przestała mówić. Dzieci w jej wieku cierpiące na tę chorobę często także nie chodzą, nie poruszają rękami itd. Każda modlitwa i każdy wpłacony grosz bardzo się liczy. Potrzebujemy zebrać pieniądze na bardzo kosztowny lek hamujący rozwój choroby. Ten lek objawowy kosztuje ponad 2 mln rocznie. A w przyszłości czeka nas terapia genowa. Jej koszt to 3 mln dolarów. Sami nie damy sobie rady. Potrzebujemy pomocy innych.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

Idź do oryginalnego materiału