Paraliż decyzyjny czy bezmyślność? Po protestach maszynistów i tragicznym wypadku w Sokolnikach pytamy ekspertów, dlaczego wciąż ryzykujemy życie na przejazdach kolejowych i czy wizja utraty prawa jazdy zmieni nawyki polskich kierowców.

O psychice za kierownicą z psychoterapeutą i psychologiem transportu doktorem Wiesławem Poleszakiem, prof. Akademii WSEI, rozmawia nasz reporter Tomasz Maczulski.
Wiele w Polsce przypadków, kiedy kierowcy, choćby i zawodowi, wjeżdżają pomimo migającego światła i zamykających się rogatek, na tory kolejowe. Szacowanie ryzyka czy może rutyna, jak to się dzieje?
– To jest rzecz bardzo złożona – mówi dr Poleszak. – Z jednej strony są po prostu typowe błędy ludzkie związane z tym, iż ktoś jest niedospany, ktoś za długo imprezował poprzedniego dnia. Może po prostu już ten mózg nie działa tak sprawnie, nasza koordynacja, nasza uwaga nie działa. Oczywiście są też rzeczy takie temperamentalne, związane z naszą psychiką, osobowością. Tak trochę na zasadzie „chorąży zawsze zdąży”. To znaczy ja jestem ponad czasem, ponad prawem, ponad zasadami, lepiej wiem. To są osoby, które wiele przepisów łamią. Natomiast też nie bez znaczenia jest, ile ten człowiek spędza godzin za tą kierownicą. Szczególnie kierowcy zawodowi. Też pamiętajmy o tym, iż często to jest taki rytm pracy, iż czasami są choćby tygodniami w tej ciężarówce. Jest ta presja, żeby zdążyć na rozładunek, żeby później zdążyć na przykład na prom, bo muszę przepłynąć, bo od tego zależy, czy cała siatka tych połączeń się posypie czy też nie.
No i w efekcie ryzykujemy własne życie.
– Taki trochę problem, potocznie mówiąc „mądry Polak po szkodzie”. Jak już doświadczymy czegoś, to racjonalnie oceniamy, mogłem to zrobić, mogłem to, mogłem tamto. Natomiast problem w tym decydowaniu jest taki, iż decydują często emocje, decydują nasze cechy, to jakie my mamy podejście do tego prawa, do zasad. A dobrze wiemy, iż każdy z nas się pod tym względem różni. Jeden mówi: „no przecież nie ma problemu, żeby trochę nagiąć”, ale jednak później to „trochę” jest zatrzymane. A niektórzy, jak już trochę nagną to prawo, to idą dalej. Więc myślę sobie, iż najczęściej taki powód to jest taka szybka decyzja nieoparta na pewnych zasadach, głębokich normach. Bo nie mam takiego nawyku, żeby mieć ten szacunek do prawa, do zasad. Gdzie ja sobie wcześniej tego nie przewarościowałem i później emocje dochodzą do głosu.

OK, zdarzy się, wjeżdżamy, rogatki się zamykają. Jak kolejarze mówią, przecież wystarczy je wyłamać. Tyle i aż tyle.
– Ja myślę, iż to jest nielogiczne. Pamiętajmy, one po to są projektowane, iż szlaban mówi „stop, dalej nie możesz jechać”. Bariera psychologiczna i to w nas jest, to jest pewien nawyk, jak jest to zatrzymuję się. Później rośnie presja, rośnie stres i jest rzeczywiście odłączenie tego racjonalnego myślenia, bo te emocje, nie mogę się zdecydować czy uciekać, czy zostawiać samochód, czy ratować siebie. Pewnie wiele ludzi myśli jeszcze, może mieć taką nadzieję, iż ten pociąg zobaczy i się zatrzyma. Jak będzie bliżej, to ja podejmę tę decyzję. To są błędne założenia. Myślę, iż taka podstawowa zasada, która by nas chroniła przed tym, to przede wszystkim jednak ostrożność.
To w takim razie co robić, bo rząd zapowiada też nie tylko kary pieniężne, ale na przykład utratę prawa jazdy na trzy miesiące. Czy ta większa penalizacja faktycznie może powstrzymać te falę wypadków?
– Sięgnijmy do ostatnich lat, przecież to nasilenie penalizacji rośnie. I poprawia się? Przecież coraz częściej się spotykamy i rozmawiamy o wypadkach i coraz bardziej tragicznych – zauważą dr Poleszak. – Nie mówię, iż nie. Można to robić, ale równolegle do tego róbmy profilaktykę, wychowujmy, twórzmy pewną kulturę jazdy. Edukacja i przygotowanie kierowcy do takich sytuacji, żeby jeździł sprawnie. Młodzi ludzie mają bardzo dużą presję na posiadanie prawa jazdy. Firmy się dostosowują do tego, żeby tylko zdali. Ale zdać egzamin, a posiadać umiejętności to są dwie różne rzeczy. Natomiast warto byłoby też przygotować psychologicznie, praktycznie poinstruować, co zrobić, jak się zachować. Ja bym dołożył trochę lekcji związanych z tym psychologicznym aspektem jeżdżenia samochodem. Samochód i prawo jazdy to jest przywilej, a nie jakiś obowiązek.

Może to my sami jesteśmy winni w ten sposób, iż jest to pewnego rodzaju przyzwolenie. To najbliższe otoczenie powinno piętnować, być może, te zachowania. Ale do tego też potrzeba pewnej społecznej dojrzałości.
– Dokładnie, czyli to jest element pośredni, bo ktoś tych rodziców musi wychować do edukacji swoich dzieci na temat komunikacji – uważa dr Wiesław Poleszak. – Pewnie jest część rodziców, która jest bardzo odpowiedzialna, bardzo chroni się, choćby nad wyraz. Ale jest dużo takich, którzy lekceważą, bo ja jeździłem bez prawa jazdy, to niech on też jeździ. Czyli tu wracamy do takiego społecznego komunikowania, wychowywania, też budowania pewnych standardów, etyki zachowań na drodze. To jest ten czynnik, takie koło zamachowe. Bo o ile my generalnie szanujemy innych za kierownicą, a będziemy szanowali wtedy, gdy dorośniemy do tych wartości, gdy to jest w nas. A żeby to było w nas, to trzeba wychowywać do tego. A kto u nas wychowuje?
A może po prostu połączyć te naczynia i z jednej strony penalizacja, z drugiej strony taka odpowiedzialność, dojrzałość społeczna i piętnowanie takich złych zachowań. No i edukacja, od dziecka aż po kandydata na kierowcę. Może to byłoby panaceum, czyli system naczyń takich połączonych, żeby to wszystko się uzupełniało.
– Tak, ja bym jeszcze dodał ten ostatni element, iż za kierowcą też jest jego pracodawca – mówi dr Poleszak. – Pewne kary powinny też dotyczyć pracodawców, bo to pracodawcy często zachęcają kierowców do naruszania właśnie tego czasu pracy, do przeładowywania ciężarówek. Im więcej załadujemy na tę ciężarówkę, to tym więcej zarobię, bo od kilogramów zarabiam. A to są po prostu jeżdżące bomby, bo obciążona ciężarówka jest równie niebezpieczna, jak ryzykowne jazda. To też jest ryzyko. To musi być taka bardzo szeroka presja i włączająca wszystkie te elementy. Wtedy możemy liczyć na systemową zmianę.
Przypomnijmy, iż dziś w całej Polsce maszyniści zorganizowali protest. To efekt tragicznej katastrofy na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych na Mazowszu. Protest ma wymusić zaostrzenie przepisów dla kierowców ignorujących czerwone światło na przejazdach kolejowych.
MaTo / opr. PrzeG
Fot. PAP/Leszek Szymański; PKP_PLK_SA













