Horror przedstawicielki medycznej! Za mobbing dostanie ponad 55 000 zł zadośćuczynienia…

mgr.farm 3 godzin temu

Wyrok Sądu Rejonowego z dnia 16 czerwca 2026 roku (sygn. akt IV P 548/24), rzuca światło na mroczne kulisy pracy w jednej z firm z sektora farmaceutycznego, choć równie dobrze mogło dotyczyć każdej innej branży. Rozstrzygnięcie to bezlitośnie obnaża patologie, które przez lata mogą tlić się pod fasadą nowoczesnego zarządzania, rzekomych „żartów sytuacyjnych” oraz integracji zespołowej. I to w branży, która na sztandarach niesie przecież etykę, zaufanie publiczne i dbałość o ludzkie zdrowie.

W lipcu 2024 roku do Sądu trafił pozew byłej pracownicy firmy z Warszawy zajmującej się się profesjonalnym marketingiem medycznym, rekrutacją wyspecjalizowanych kadr dla branży oraz rejestracją produktów leczniczych i wyrobów medycznych. Kobieta domagała się 55 000 zł zadość uczynienia, za krzywdę doznaną w związku z rozstrojem zdrowia wywołanym mobbingiem. Szczegóły sprawy jeżą włos na głowie i ukazują głębokie studium zjawiska mobbingu, molestowania seksualnego oraz instytucjonalnej ślepoty pracodawcy. Zamiast chronić podwładnych realizujących wysokie plany sprzedażowe, pracodawca podjął próbę uciszenia ofiary przy użyciu przymusu ekonomicznego i gróźb dyscyplinarnych.

Toksyczne przywództwo

Sprawa dotyczyła kobiety, która była zatrudniona firmie od 2017 roku, ostatecznie awansując na stanowisko starszego przedstawiciela medycznego. Mimo osiągania znakomitych wyników sprzedażowych na trudnym rynku i skutecznego promowania leków wśród lekarzy specjalistów oraz farmaceutów w aptekach, jej codzienna rzeczywistość zawodowa była zdominowana przez zachowania bezpośredniego przełożonego – kierownika regionalnego (S. J.). Przez lata budował on autorytarną, skrajnie zseksualizowaną i wulgarną atmosferę. Ukrywał ją za fasadą specyficznego, branżowego skracania dystansu podczas sympozjów, zjazdów medycznych i wyjazdów integracyjnych.

– Mężczyzn traktował jak kolegów. Jednocześnie jak coś szło nie po jego myśli, wymuszał podjęcie działań na podwładnych, wielokrotnie dzwoniąc. Gdy ktoś nie odbierał poza godzinami pracy, przez cały czas molestował ich telefonicznie i pisał lub mówił na wspólnych spotkaniach, iż o ile nie odbiorą od niego telefonu, to ich zwolni. Nie rozumiał znaczenia słowa »nie« – czytamy w aktach sprawy.

W specyfice pracy terenowej w branży farmaceutycznej, opartej na ciągłych podróżach służbowych, konferencjach i noclegach w hotelach, przełożony tworzył upokarzającą atmosferę wobec podległych kobiet, sugerując, iż konkurują o jego względy. Katalog zachowań kierownika, w pełni potwierdzony zeznaniami świadków (w tym innych przedstawicielek medycznych), poraża bezczelnością. Sąd odnotował incydenty takie jak ordynarne rozpinanie biustonoszy pracownicom na „ogólnopolskim zjeździe medycznym P. w Łodzi” pod pretekstem „żartu i chwalenia się umiejętnościami”. Zmuszał podwładnych do opłacania prywatnego alkoholu z ich faktur (by ukryć je przed weryfikacją dyrektorską i rozliczyć kosztem firmy). Miał rzucać wulgarnymi podtekstami i w nocy dobijać się do pokoi hotelowych pracownic.

Molestowanie seksualne podczas wyjazdów

Doświadczenia kobiety, która złożyła pozew obejmowały również bezpośrednią agresję psychiczną i fizyczne molestowanie seksualne podczas wyjazdów branżowych. W aktach sprawy opisywany jest pobyt w hotelu, gdzie S. J. wulgarnie symulował stosunek seksualny przy łazience czy w innym hotelu gdzie bez zaproszenia położył się w łóżku hotelowym pomiędzy przedstawicielki medyczne. Co więcej, kierownik permanentnie stosował przemoc werbalną na forum publicznym – w obecności lekarzy i współpracowników – drwiąc z życia prywatnego powódki, nazywając ją „starą panną” oraz kierując do niej i jej koleżanek sformułowania o charakterze rynsztokowym: „ubrałaś się jak dziwka” czy „wy to jesteście małe zdzirki”. Kiedy ofiary próbowały protestować, słyszały ordynarne drwiny.

Kiedy powódka i M. S. zwracały uwagę S. J. by tak się do nich nie zwracał, a M. S. zarzucała, iż jest to mobbing, mówił, iż »i tak nikt im nie uwierzy i iż nie znają znaczenia słowa mobbing« – czytamy w aktach sprawy.

Sąd zwrócił szczególną uwagę na zindywidualizowany mechanizm upokarzania powódki poprzez pogardliwe posługiwanie się jej nazwiskiem, co całkowicie burzyło jej szacunek i autorytet na wysoce profesjonalnym rynku medycznym:

– …stosowana przez S. J. jedynie do powódki (a nie wobec którejkolwiek z innych pracownic) forma jej nazwiska wskazuje na jej negatywne wyróżnienie z zespołu i uwłaczające ją traktowanie, w szczególności w wypowiedziach: »K., to ty głupia jesteś«, »zwalniam cię, K.« lub zestawieniach z wulgaryzmami, »K., spierdalaj!« – czytamy w aktach.

Psychofizyczne koszty wyścigu szczurów

Wieloletnia ekspozycja na permanentny stres, lęk przed bezpodstawnym zwolnieniem i bezustanne upokorzenia w wysoce konkurencyjnym środowisku przedstawicieli farmaceutycznych doprowadziły u kobiety do dramatycznego rozstroju zdrowia. Sąd szczegółowo przeanalizował te skutki, odrzucając próby pozwanej spółki mające na celu zbagatelizowanie dokumentacji medycznej. Na skutek zachowań przełożonego powódka zaczęła cierpieć na poważne dolegliwości psychosomatyczne o podłożu gastrologicznym i ginekologicznym.

Symptomatyczne dla bezwzględnych realiów korporacji było zachowanie S. J., gdy powódka z przyczyn zdrowotnych (związanych z badaniami w kierunku planowanej ciąży) nie mogła wziąć udziału w konferencji naukowej. Przełożony słownie zaatakował ją przez telefon, krzycząc: „co ty sobie wyobrażasz!”, „tak się nie robi, na żadną w związku z tym konferencję więcej nie pojedziesz!”.

Następnie bezprawnie zażądał od niej kwoty 5000 złotych tytułem rzekomych strat za noclegi, a w kolejnych tygodniach natarczywie i systematycznie dopytywał ją o intymne szczegóły dotyczące zajścia w ciążę.

Jak wynika z opinii biegłego lekarza psychiatry, powódka przeszła głęboki epizod zaburzeń adaptacyjnych o charakterze depresyjno-lękowym, który skutkował długotrwałym uszczerbkiem na zdrowiu i koniecznością przebywania na świadczeniu rehabilitacyjnym ZUS. Presja i molestowanie w miejscu pracy doprowadziły także do rozpadu jej związku partnerskiego. Kobieta szukała ratunku u psychoterapeuty we wrześniu 2023 roku, zgłaszając paraliżujący lęk, bezsenność oraz silne bóle brzucha i głowy na samą myśl o pracy. Ostatecznie zmuszona była podjąć intensywne leczenie farmakologiczne, co jednoznacznie potwierdziło adekwatny związek przyczynowy pomiędzy działaniami mobbera a destrukcją zdrowia psychofizycznego pracownicy realizującej dotąd doskonałe wyniki rynkowe.

„Wilczy bilet” i fasadowość procedur compliance

Postawa pozwanej firmy farmaceutycznej stanowi klasyczny przykład tego, jak wielkie podmioty próbują chronić własny wizerunek i interesy finansowe kosztem poszkodowanych pracowników. Gdy kobieta, kompletnie wyczerpana psychicznie, została postawiona przed faktem wręczenia jej pisemnego wypowiedzenia (opartego na zmanipulowanych przez S. J. i niepopartych dowodami zarzutach o rzekome fikcyjne raportowanie wizyt u lekarzy na oddziałach chirurgii, ortopedii i ginekologii), doszło do otwartego szantażu. S. J. w trakcie spotkania w restauracji po tzw. „wizycie podwójnej” zmusił ją do podpisania rozwiązania umowy za porozumieniem stron. Przełożony zagroził, iż jeżeli nie podpisze dokumentu, otrzyma od pracodawcy tzw. „wilczy bilet”, a umowa zostanie rozwiązana dyscyplinarnie z jej winy. To w hermetycznym środowisku farmaceutycznym oznaczałoby całkowity i bezpowrotny koniec jej kariery zawodowej. Sąd uznał to za rażące wykorzystanie stosunku zależności służbowej.

Co szczególnie bulwersujące, wiedza o wulgarnym i agresywnym zachowaniu S. J. była w firmie powszechnie znana, a jego bezpośredni przełożony (związany z nim od 20 lat prywatnie i służbowo) ograniczał się jedynie do niezobowiązujących upomnień, dając kierownikowi bezkrytyczną wiarę i całkowitą swobodę decyzyjną. Dopiero oficjalne wezwanie do zapłaty w styczniu 2024 roku oraz wcześniejsze, grudniowe zgłoszenie mobbingu przez inną pracownicę zmusiły zarząd do powołania wewnętrznej Komisji Antymobbingowej.

Działania tej komisji okazały się jednak całkowicie fasadowe i nakierowane na obronę struktur korporacji. Komisja przesłuchiwała pracowników pod własnym imieniem i nazwiskiem, bez możliwości zgłoszenia uwag incognito, po czym uznała relacje ofiar za „niewiarygodne” i stwierdziła, iż „nie zidentyfikowała objawów molestowania seksualnego”. Prezes zarządu przed Sądem zasłaniał się całkowitą niewiedzą, co Sąd uznał za sprzeczne z logiką, jako iż sygnały o nadużyciach docierały do władz spółki o wiele wcześniej.

Bezwzględna odpowiedzialność pracodawcy

W kluczowej części uzasadnienia Sąd dokonał precyzyjnego wykładu przepisów prawa pracy, odnosząc się do definicji kodeksowych oraz dorobku orzeczniczego Sądu Najwyższego, co ma fundamentalne znaczenie dla standardów zatrudnienia. Sędzia Barbara Kokoryn przypomniała, iż ocena wystąpienia mobbingu i molestowania musi opierać się na obiektywnym wzorcu racjonalnego obserwatora.

– Ocena, czy nastąpiło nękanie i zastraszanie pracownika, czy działania te miały na celu i mogły lub doprowadziły do zaniżonej oceny jego przydatności zawodowej, do jego poniżenia, ośmieszenia, izolacji bądź wyeliminowania z zespołu współpracowników, opierać się musi zatem na obiektywnych kryteriach. Kryteria te zaś wynikają z rozsądnego postrzegania rzeczywistości, prowadzącego do adekwatnej oceny intencji drugiej osoby w określonych relacjach społecznych – czytamy w uzasadnieniu Sądu.

Sąd bez wahania zakwalifikował czyny S. J. jako spełniające kryteria mobbingu (art. 94ł § 2 k.p.) oraz molestowania seksualnego (art. 18łª § 6 k.p.). Odrzucając linię obrony pozwanego, Sąd podkreślił, iż za stworzenie toksycznego środowiska pracy pełną odpowiedzialność ponosi sama korporacja, a nie tylko pojedynczy menedżer

– Prawne konsekwencje mobbingu ponosi wyłącznie pracodawca i to zarówno wtedy, gdy sam dopuścił się zabronionych działań i zachowań względem pracownika, jak i wtedy, gdy tolerował tego typu działania i zachowania pracowników względem siebie, bądź ich w ogóle nie dostrzegał. Pracodawca odpowiada zatem zarówno za czynne znęcanie się nad pracownikami, jak i za niewywiązanie się z obowiązku przeciwdziałania występowaniu zachowań mobbingowych innych osób – czytamy w orzeczeniu.

Finansowy bat na korporacyjne standardy

Sąd nie miał wątpliwości co do tego, iż kobiecie należy się zadość uczynienie. Na jej korzyść zasądzono kwotę 55 000 zł powiększoną o ustawowe odsetki za opóźnienie naliczane wstecz od 24 stycznia 2024 roku do dnia, w którym firma faktycznie przeleje pieniądze. Jej były pracodawca ma też pokryć koszty sądowe procesu (ponad 4 000 zł). Sąd Rejonowy podkreślił, iż w starciu z potężnym podmiotem gospodarczym świadczenie to musi mieć wymierną i odczuwalną wartość ekonomiczną, a nie jedynie symboliczny wymiar.

– …zadośćuczynienie ma mieć charakter kompensacyjny, wobec czego jego wysokość nie może stanowić zapłaty symbolicznej, ale musi przedstawiać ekonomicznie odczuwalną wartość […] Odszkodowanie i zadośćuczynienie dochodzone w związku z mobbingiem ma działanie nie tylko naprawcze, ale musi też pełnić rolę kształtującą prawidłowe zachowania pracodawcy i podległych mu pracowników, zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych, np.: kierowników regionalnych czy dyrektorów w środowisku pracy – czytamy w uzasadnieniu.

Sąd dał jasny sygnał, iż pracodawcy nie mogą lekceważyć procedur compliance ani tolerować zachowań naruszających ludzką godność. Ten wyrok to ostrzeżenie dla całej branży. Pokazuje on, iż wysokie wyniki sprzedażowe i specyfika pracy przedstawicieli medycznych w terenie nie mogą stanowić usprawiedliwienia dla mobbingu i molestowania. Hermetyczność środowiska nie uchroni nierzetelnych pracodawców przed surową oceną niezawisłego sądu. Dla ofiar mobbingu wyrok ten jest jasnym sygnałem: warto walczyć o swoją godność, ponieważ prawo stoi po stronie krzywdzonych, a sprawiedliwość ostatecznie triumfuje nad korporacyjną zmową milczenia.

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału