Eutanazja to krzyk rozpaczy. Rozmowa z PAWŁEM GUŻYŃSKIM

angora24.pl 10 godzin temu

– Ożywioną dyskusję, i to na całym świecie, wywołała eutanazja, której poddała się w marcu młoda Hiszpanka Noelia Castillo Ramos.

– To porażka człowieczeństwa. Socjologowie, którzy zajmują się fenomenem śmierci, odchodzenie człowieka badają interdyscyplinarnie i wyraźnie wskazują na medykalizację. Charakterystyczne dla naszej epoki jest to, iż procedury medyczne przejmują kontrolę nad umieraniem i wycinają wszelkie inne aspekty odchodzenia człowieka ze świata. Jest to powszechnie traktowane jako zjawisko negatywne. jeżeli śmierć przestaje być faktem ludzkim i społecznym, a zostaje tylko medycznym, to człowiek jako taki znika. Charakterystyczna dla naszych czasów jest też biopolityka, państwo między innymi za sprawą służby zdrowia przejmuje w bardzo wysokim stopniu kontrolę nad decydowaniem o tym, kto będzie żył lub też kto ma umrzeć i dlaczego czyjeś życie jest wartościowe.

– Noelia Ramos prawie dwa lata walczyła w sądzie o uzyskanie zgody na eutanazję. Hiszpanka padła ofiarą zbiorowego gwałtu, następnie próbowała popełnić samobójstwo. Była sparaliżowana. Twierdziła, iż chce odejść w spokoju i położyć kres bólowi, dlatego zdecydowała się poddać eutanazji.

– O tym się mocno dyskutuje. Mamy cały ciąg wydarzeń, które sprawiają, iż podstawowy egzystencjalny background człowieka zostaje zniszczony. Dziewczyna funkcjonowała w środowisku bardzo niesprzyjającym, później została zgwałcona i pozbawiona umiejętności afirmacji własnego życia. W konsekwencji podjęła próbę samobójczą, została sparaliżowana. Ktoś musiał uznać, a to jest zawsze bardzo arbitralna decyzja, iż jest jednak zdolna do autonomicznej decyzji, iż chce odejść z tego świata. To zawsze jest jednak megawątpliwe. Dlatego mówię o porażce społeczeństwa, a nie iż jest to fakt głęboko humanistyczny. Występuje wewnętrzny dylemat, dramat, tragedia człowieka i otoczenia, które bardzo często przyczynia się, iż ktoś podejmuje decyzję o eutanazji.

– Człowiek nie ma prawa decydować o swoim życiu?

– Zdecydowanie ma. Prawo do decydowania o swoim życiu absolutnie nie jest jednak równe prawu do odbierania życia, do jego zakończenia. Moja ulubiona, przemądra Simone Weil, jeden z najwybitniejszych umysłów XX wieku, uważała, iż pierwszy i najważniejszy akt egzystencjalny człowieka to wybaczyć Panu Bogu, iż mnie stworzył, niezależnie czy potraktujemy to w wersji religijnej czy pozareligijnej – jako fakt afirmacji własnego życia, niezbędny do funkcjonowania. jeżeli tej afirmacji nie ma, to nasze życie mniej lub bardziej staje się dla nas udręką. Hiszpanka Noelia Ramos niewątpliwie przez to, czego doświadczyła w życiu od innych ludzi, zdolność afirmacji własnego życia stopniowo traciła. Próba samobójcza była bardzo wyraźnym sygnałem, iż nie radzi sobie z samą sobą. Na to wpłynęli konkretni ludzie i ponoszą za to odpowiedzialność. Przecież dyskutując o gwałcie, musimy się już spierać i tłumaczyć niektórym, iż to jedno z takich przestępstw, a jednocześnie bolesnych doświadczeń, które mogą ofierze podciąć skrzydła, bo odbiera się jej wszystko, godność, jakikolwiek status społeczny itd. Tylko jeżeli ktoś dopuszcza się próby samobójczej, to trafia do psychiatry, zatem czy nie jest zasadne pytanie: jak ostatecznie ta dziewczyna podjęła decyzję o eutanazji w sposób wolny, niczym nieuwarunkowany?

– Decyzję o możliwym poddaniu się eutanazji wydał sąd.

– Uznana została za wystarczająco odpowiedzialną i zdrową? Według mnie pojawiają się spore wątpliwości. Od wielu lat współpracuję z hospicjum Cordis w Katowicach. Ludzi, którzy podejmują często nieświadome dyskusje „za” czy „przeciw” eutanazji, zabrałbym do takiego hospicjum. Poziom opieki jest niebywale wysoki od strony medycyny paliatywnej, ale również zapewniony jest komfort przebywania w dobrych warunkach w ostatnim okresie życia. To zupełnie inny sposób odchodzenia niż w sytuacji, kiedy ktoś zostaje sam, bez opieki. Wtedy bardzo łatwo podjąć decyzję o odejściu ze świata z motywacją: dla nikogo nie jestem ważny, dla wszystkich pozostałem ciężarem i nie jestem tego wszystkiego w stanie unieść.

– A może taka osoba nie chce żyć w nieustającym bólu i cierpieniu?

– Dlatego wspomniałem o hospicjum, ponieważ widzę na własne oczy, co potrafi zdziałać opieka paliatywna. Poza bardzo skrajnymi przypadkami choremu można zapewnić komfort, a jeżeli chodzi o ból – jego uśmierzenie zarówno na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. Istnieje obszar do tworzenia umierania pośród bliskich i opieranie się na więziach naturalnych. Bardzo często jesteśmy pod tak dużą presją lęku wobec cierpienia, iż rękami i nogami się przed tym bronimy; poniekąd jest niechęć do przyjęcia bardzo fundamentalnej prawdy o życiu. Naiwnie chcemy wierzyć, iż życie będzie lekkie, spokojne. W pewien sposób to naturalne, ale z drugiej strony jest złudzeniem, bo takiego życia nie ma. Jedyne, jakim dysponujemy, jest nieustannie narażone na śmierć, cierpienie, nieszczęście. Dopiero wtedy ludzie uzmysławiają sobie bezwzględną wartość życia. najważniejsze staje się to, iż za standard życia przyjmujemy pewien komfort i uznajemy jakieś cierpienie za nieznośne. Eutanazję definiuje się wtedy jako pomoc w odebraniu życia z powodu litości, która jest spowodowana tym, iż nie mogę znieść cudzego cierpienia. Litość jest mocno psychologizującym elementem. Przepaść, jaka istnieje między pojęciem miłosierdzia a litości, jest ogromna. Litość jest negatywną kategorią. Sami sobie rozmontowujemy człowieczeństwo, przestajemy być zdolni do mierzenia się z naturalnym faktem życia. Nie można postulować ani mówić o prawie do tego, żeby życie było lekkie – życie nas o to nie pyta. Albo jesteśmy zdolni znosić trudne sytuacje, albo nie. Byłem ostatnio w obozie Auschwitz i paradoksalnie zetknięcie z całym doświadczeniem, które jest związane z obozami koncentracyjnymi, absolutnie utwierdza we mnie bezwzględną wartość ludzkiego życia i szacunek, jaki należy temu życiu okazywać. Jakiekolwiek formy odczłowieczania, pozbawiania afirmacji życia są nie do przyjęcia.

– Rozumie ojciec ludzi, którzy są gotowi poddać się eutanazji?

– To dwie różne płaszczyzny. Jedna to moralna ocena zjawiska dopuszczalności eutanazji, druga to sytuacja człowieka, który jest postawiony w sytuacji, którą przeżywa jako nieznośną. W życiu nie będę rozstrzygał tego pod względem moralnym, nigdy nie będę osądzał tych ludzi. Sytuacje konkretnego człowieka są poza zdolnością naszej sensownej oceny moralnej tego, co chcą zrobić. Z zewnątrz mogę tylko powiedzieć, iż taka osoba ma trudną historię i w dyskusji warto choćby przedstawiać, iż człowiek, który nie afirmuje swojego życia, nie jest tym, o którym można powiedzieć, iż wszystko wokół niego jest w porządku. Podobnie nigdy nie wydam sądu, iż ten człowiek jest przeklęty, bo poprosił o eutanazję. To jest poza naszym zasięgiem oceny i adekwatnie możemy przyjąć dwie postawy: albo z litości pomóc temu człowiekowi odejść, albo będąc miłosiernymi, zrobić wszystko, aby zapewnić mu pomoc, ewentualnie zagwarantować komfort w odchodzeniu z tego świata, jeżeli jego sytuacja jest terminalna.

Idź do oryginalnego materiału