„Europa nam ucieka”. O suwerenności lekowej bez złudzeń

swiatlekarza.pl 3 godzin temu

Poseł Tadeusz Chrzan z Komisji Zdrowia Sejmu RP, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Suwerenności Lekowej Polski, w rozmowie z Ewą Podsiadły-Natorską

W ostatnim czasie kwestia bezpieczeństwa lekowego Polski w debacie publicznej pojawia się dość często, dlaczego jednak nie idą za tym konkretne decyzje? Co jest główną barierą – brak pieniędzy, woli czy czegoś jeszcze innego?

Ma Pani rację; od pewnego czasu bezpieczeństwo lekowe jest wyraźnie obecne w debacie publicznej, ale wciąż trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, dlaczego nie stoją za tym konkretne działania. Myślę, iż wynika to z kilku nakładających się na siebie czynników. Z jednej strony mamy interesy dużych koncernów farmaceutycznych, które nie zawsze są zbieżne z interesem krajowym. Rozwój produkcji w Polsce i wzmacnianie rodzimego przemysłu oznaczałoby ograniczenie części tego rynku, a więc i kapitału, co może być jedną z barier. Z drugiej strony niezrozumiała pozostaje dla mnie – i, jak sądzę, dla wielu osób zajmujących się tym tematem – bierność władz. Tym bardziej iż nie chodzi o brak pieniędzy; w pierwotnym Krajowym Planie Odbudowy przewidziano niemal 140 mln euro na budowę fabryki substancji czynnych oraz rozwój produkcji leków generycznych i biologicznych. To były konkretne fundusze, które mogły realnie wpłynąć na bezpieczeństwo lekowe.

Ale?

Po zmianie władzy Ministerstwo Rozwoju i Technologii zrezygnowało z tego, a pieniądze w marcu 2024 roku zostały przesunięte na… elektromobilność. To decyzja trudna do zrozumienia, zwłaszcza w kontekście doświadczeń pandemii i przerwanych łańcuchów dostaw. Bezpieczeństwo lekowe nie jest wyłącznie kwestią zdrowia obywateli, ale także elementem szeroko pojętego bezpieczeństwa państwa – w sytuacji wojny za granicą i niestabilności międzynarodowej leki są zasobem strategicznym na równi z innymi.

Istotny jest również wymiar gospodarczy. Przemysł farmaceutyczny to sektor innowacyjny, oferujący ponadprzeciętne wynagrodzenia i mający realny wpływ na PKB. Im większy jego udział, tym silniejsza gospodarka. Tym bardziej niezrozumiałe pozostaje, dlaczego ten obszar nie jest dziś rozwijany w sposób zdecydowany i konsekwentny. Rozmawialiśmy na ten temat z przedstawicielami ministerstwa, którzy zwracali uwagę m.in. na fundusze dla nowoczesnej gospodarki oraz na instrumenty wspierające technologie strategiczne w Europie. Problem w tym, iż choć środki formalnie istnieją, to w praktyce firmy farmaceutyczne nie są w stanie z nich skorzystać. Mijają już nie miesiące, ale lata, a nabory są konstruowane w taki sposób, iż żadna firma poważnie myśląca o rozwoju produkcji w Polsce nie była w stanie skutecznie do nich aplikować. Do tego dochodzi kwestia europejskiej listy leków krytycznych, która została ogłoszona w 2023 roku, natomiast w Polsce pojawiła się dopiero rok później. To pokazuje skalę opóźnienia. Bez tej listy dostęp do części instrumentów wsparcia był de facto zamknięty. Mamy więc sytuację, w której pieniądze są, możliwości również, ale brakuje sprawnego działania i decyzji.

Czy Polska nie powinna stworzyć silniejszych mechanizmów zachęt dla firm do lokowania produkcji leków w naszym kraju?

Kilka lat temu, przy dużej nowelizacji ustawy refundacyjnej, wprowadzono mechanizm, który miał zachęcać do lokowania produkcji w Polsce. Pojawił się tzw. partner polskiego przemysłu farmaceutycznego. Leki produkowane w Polsce – zarówno generyczne, jak i te, w których substancje czynne, czyli API, są wytwarzane w kraju – miały ułatwioną ścieżkę wejścia na listę refundacyjną. Był to pierwszy krok w kierunku wzmacniania suwerenności lekowej, ale równocześnie… jedyny. Funkcjonowały też rozwiązania podatkowe, jak estoński CIT, jednak dotyczyły one całej gospodarki. W przypadku przemysłu farmaceutycznego właśnie ten mechanizm refundacyjny był najważniejszy – i na tym adekwatnie się zatrzymaliśmy.

Sytuacja związana z produkcją API wydaje się szczególnie niepokojąca…

Substancje czynne są sercem każdego leku. Dziś ok. 80 proc. API pochodzi z Azji – głównie z Chin i Indii, przy czym Indie zaczynają ograniczać eksport. W Polsce produkcja substancji czynnych jest śladowa. Istnieją pojedyncze przykłady, ale to są marginalne ilości, liczone raczej w promilach zapotrzebowania. A przecież powinniśmy co najmniej dla leków z listy krytycznej zabezpieczyć produkcję substancji czynnych w kraju! Bez tego trudno mówić o realnym bezpieczeństwie.

Jak w tej kwestii wypadamy na tle innych europejskich krajów?

Niestety, wyraźnie od nich odstajemy. Inne kraje wykorzystały środki z KPO, dokonując świadomego wyboru i wspierając swoje krajowe przemysły farmaceutyczne – np. Węgrzy, Włosi, Niemcy, Czesi. My z tego komponentu zrezygnowaliśmy. Co więcej, w Europie pojawiają się bardzo konkretne inicjatywy. We Francji powstała spółka EuroAPI, dofinansowana kwotą ok. 150 mln euro ze środków publicznych, której celem jest właśnie produkcja substancji czynnych. Podobne działania podejmowane są również w obszarze leków biologicznych. Europa nam ucieka. jeżeli nie zareagujemy odpowiednio wcześnie, rynek API może się domknąć. Produkcja wyłącznie na potrzeby krajowe stanie się ekonomicznie nieopłacalna, a my pozostaniemy uzależnieni od dostaw z zewnątrz. W sytuacjach kryzysowych – czy to pandemii, czy napięć geopolitycznych – oznacza to bardzo poważne ryzyko.

Pomówmy więc konkretnie: jakie działania zamierza pan podjąć jako przewodniczący Zespołu ds. Suwerenności Lekowej Polski?

Przede wszystkim będziemy konsekwentnie podnosić temat konieczności budowy produkcji API w Polsce. Eksperci szacują, iż aby w dużym stopniu zabezpieczyć potrzeby związane z lekami krytycznymi, potrzebna jest inwestycja rzędu ok. 5 mld zł. Wysoka kwota, ale możliwa do udźwignięcia – zwłaszcza jeżeli zestawimy ją z innymi wydatkami infrastrukturalnymi. To pytanie o priorytety: czy ważniejsze jest kilka kilometrów autostrady, czy bezpieczeństwo zdrowotne państwa? Uważamy, iż trzeba w końcu podjąć strategiczne decyzje i rozpocząć konkretne działania, choć nie będzie to proste, bo mamy też problem systemowy.

Na czym polega?

Przede wszystkim na braku koordynacji. Mamy kilka resortów – zdrowia, rozwoju i technologii, funduszy i polityki regionalnej oraz obrony narodowej – z których każdy działa w swoim obszarze. Brakuje jednego ośrodka, który spinałby działania, o których rozmawiamy. Dlatego zaproponowaliśmy powołanie pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa lekowego, który koordynowałby prace między resortami. Nasz postulat spotkał się z dużym poparciem branży farmaceutycznej, ale od roku niczego się nie doczekaliśmy. W praktyce mamy więc cztery „oddzielne księstwa”, które nie współpracują ze sobą, co bardzo utrudnia jakiekolwiek postępy. A stanie w miejscu oznacza cofanie się. Mówimy w końcu o branży, która jest potrzebna każdemu z nas – bo każdy prędzej czy później potrzebuje leków.

Idź do oryginalnego materiału