Europa pod presją alergii. Nowoczesne terapie dają nadzieję, ale problem narasta

swiatlekarza.pl 2 godzin temu

Warszawa na trzy dni stała się stolicą europejskiej alergologii. Pierwszy międzynarodowy Kongres CSEA3 (Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance) zgromadził czołowych ekspertów, klinicystów i naukowców z licznych państw Europy – w tym Środkowej i Południowej – oraz USA. Debatowano nad przyszłością leczenia alergii i astmy, ze szczególnym naciskiem na najnowsze osiągnięcia terapeutyczne oraz przekładanie wyników badań naukowych na skuteczniejszą opiekę nad pacjentami

– Tworząc nową, międzynarodową organizację, Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance, chcieliśmy wypełnić lukę w tym regionie Europy, w którym brakuje wspólnego, silnego głosu mającego wpływ na zmiany o charakterze globalnym – mówi prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor CSEA3 i były prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej.

Według prof. Jutela, działając wspólnie w ramach większych organizacji, istnieje znacznie większa szansa, aby głos ekspertów był realnie słyszalny na forum europejskim. Zrzeszenie się pozwala skuteczniej wpływać na decyzje niż indywidualne próby przebicia się przez stanowiska takich państw jak Wielka Brytania, Hiszpania, Francja czy Niemcy.

Choć głos Polski pozostaje relatywnie dobrze zauważalny, to organizacje z państw takich jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna są często zbyt małe, by ich stanowiska były w pełni uwzględniane. W rezultacie ich głos pozostaje na marginesie szerszej debaty europejskiej.

Dlatego właśnie kooperacja i konsolidacja w ramach większych struktur mają najważniejsze znaczenie dla zwiększenia wpływu mniejszych państw na politykę europejską.

Jak leczyć ciężkie przypadki?

Podczas sesji naukowych specjaliści z różnych państw regionu dzielili się swoimi doświadczeniami z leczenia pacjentów cierpiących na choroby alergiczne i astmę. Tematem, który często pojawiał się w prezentacjach, była rola nowoczesnych leków biologicznych. Działają one precyzyjnie na poziomie układu odpornościowego, blokując konkretne mechanizmy zapalne (cytokiny lub przeciwciała), co zapobiega napadom, np. w ciężkiej astmie, i redukuje objawy chorób.

– Ciężka astma jest w tej chwili jednym z obszarów, w których prowadzi się najwięcej badań i obserwuje się największy postęp terapeutyczny. Do tej pory osiągnęliśmy około 30 proc. remisji klinicznej w leczeniu ciężkiej astmy. Cały czas trwa jednak praca nad tym, aby ten odsetek zwiększyć – mówił podczas kongresu Luis Pérez de Llano z Oddziału Pneumologii Szpitala Uniwersyteckiego Lucus Augusti w Hiszpanii.

Jego zdaniem dokonał się już istotny postęp, ponieważ nastąpiło przejście od tradycyjnego podejścia opartego na kontroli choroby do bardziej ambitnego celu, jakim jest remisja kliniczna. Obejmuje ona brak zaostrzeń, brak konieczności stosowania doustnych kortykosteroidów oraz poprawę funkcji płuc.

– Kolejnym krokiem będzie osiągnięcie remisji biologicznej, czyli całkowitego wygaszenia stanu zapalnego w drogach oddechowych oraz eliminacji nadreaktywności oskrzeli. To stan, który w praktyce oznaczałby przywrócenie pacjenta do pełnego zdrowia – tłumaczył Pérez de Llano.

Dlaczego zatem, mimo dostępności nowoczesnych i bardzo skutecznych leków biologicznych, wciąż utrzymujemy się na poziomie około 30 proc. remisji klinicznej?

– Przede wszystkim należy pamiętać, iż całkowita remisja nie zawsze będzie możliwa, ponieważ część pacjentów doświadcza np. zaostrzeń bakteryjnych, w których terapia biologiczna nie jest leczeniem pierwszego wyboru. Dodatkowo wielu chorych cierpi na choroby współistniejące, które istotnie wpływają na przebieg astmy – wyjaśniał lekarz.

Problemem pozostaje również trudność w przewidywaniu odpowiedzi pacjenta przed rozpoczęciem terapii biologicznej. – Nie dysponujemy w tej chwili testami, które pozwalałyby z dużą precyzją przewidzieć indywidualną odpowiedź na leczenie – dodał.

Specjaliści wskazują co prawda na tzw. predyktory słabszej odpowiedzi, takie jak otyłość, lęk, depresja, długi czas trwania choroby czy wcześniejsze stosowanie leków biologicznych. Wciąż jednak brakuje „idealnego” biomarkera, który pozwoliłby przewidzieć najlepszą możliwą odpowiedź u konkretnego pacjenta.

Według hiszpańskiego eksperta pierwszym kluczowym wyzwaniem pozostaje więc dalszy rozwój narzędzi pozwalających na precyzyjne przewidywanie odpowiedzi na leczenie biologiczne.

Nieżyt nosa i atopowe zapalenie skóry. Dwie strony medalu

Podobne problemy mają lekarze zajmujący się chorymi z przewlekłym alergicznym nieżytem nosa, zwłaszcza w jego cięższej postaci – z polipami.

– Nie mamy łatwo dostępnych biomarkerów, które mogłyby z góry przewidzieć, który pacjent będzie potrzebował tylko jednej operacji nosa, po której jego sytuacja znacząco się poprawi, a który będzie potrzebował leku biologicznego, ponieważ operacja nie da oczekiwanych efektów kontroli choroby – mówiła Whitney Stevens z Wydział Alergologii i Immunologii Uniwersytetu Northwestern w USA.

Lepiej sytuacja wygląda w przypadku leczenia pacjentów z atopowym zapaleniem skóry (AZS). – Mamy dużo szczęścia, ponieważ dzięki postępowi w badaniach dziś łatwiej jest nam zrozumieć różne fenotypy tej choroby, a także śledzić ją dzięki biomarkerów molekularnych – opowiadała Ester Del Duca z włoskiego Uniwersytetu Rzymskiego Tor Vergata.

Atopowe zapalenie skóry (AZS) jest jedną z najczęstszych chorób zapalnych skóry. Szacuje się, iż dotyka około 10–20 proc. dzieci oraz 2–10 proc. dorosłych w krajach rozwiniętych, w tym w Europie i Stanach Zjednoczonych.

U większości pacjentów choroba ma łagodny przebieg, jednak około 20–30 proc. chorych doświadcza postaci umiarkowanej do ciężkiej, która często wymaga leczenia ogólnoustrojowego, w tym terapii systemowych lub biologicznych.

Jedną z przyczyn atopowego zapalenia skóry (AZS) jest zaburzenie produkcji kluczowego białka naskórkowego – filagryny. Prowadzi to do uszkodzenia bariery skórnej, zwiększonej utraty wody oraz łatwiejszej penetracji alergenów, co w konsekwencji wywołuje przewlekły stan zapalny.

– Leki biologiczne, takie jak dupilumab, w znacznym stopniu przywracają funkcję bariery skórnej. Dlatego uważamy, iż atopowe zapalenie skóry jest chorobą potencjalnie odwracalną – mówiła włoska ekspertka.

Obecnie oczekuje ona na rejestrację leku jeszcze bardziej ukierunkowanego na świąd, który stanowi jeden z głównych i najbardziej uciążliwych objawów zgłaszanych przez pacjentów z AZS.

– Interleukina 31 (IL-31) jest dla nas „królową świądu”. Leki celujące w ten szlak mogą mieć ogromne znaczenie dla chorych, u których świąd dominuje w obrazie klinicznym. Kolejną silną bronią terapeutyczną są inhibitory JAK, które w praktyce znacząco zmieniły życie wielu pacjentów i pozwoliły osiągnąć wysoki poziom poprawy zmian skórnych – mówiła prof. Del Duca.

Jak leczyć anafilaksję?

Anafilaksja, szczególnie wywołana przez alergeny pokarmowe, stanowi istotny i narastający problem zdrowotny w krajach zachodnich, w tym również w Polsce, z obserwowanym wzrostem liczby przypadków, zwłaszcza w młodszych grupach wiekowych.

Szacuje się, iż liczba zgonów z powodu anafilaksji wynosi około 100 przypadków rocznie w Polsce, co może odpowiadać ponad 130 tys. epizodów anafilaktycznych rocznie.

– Obiektywnym wskaźnikiem częstości występowania anafilaksji, a przynajmniej jej rozpoznawania, może być choćby sześciokrotny wzrost liczby zgłoszeń w okresie ośmiu lat (2008–2015) – mówiła prof. Anna Nowak-Węgrzyn z Wydziału Medycznego im. Grossmana Uniwersytetu Nowojorskiego oraz Hassenfeld Children’s Hospital.

Kluczowe znaczenie w leczeniu anafilaksji ma szybkie podanie adrenaliny. Natychmiastowa interwencja nie tylko łagodzi objawy, ale może również hamować dalszą progresję reakcji poprzez stabilizację błon komórek tucznych i bazofilów.

W ostatnich latach coraz większe zainteresowanie budzi adrenalina w formie donosowej, która została niedawno zatwierdzona jako alternatywa dla domięśniowych autowstrzykiwaczy. Wstępne wyniki badań przeprowadzonych przez zespoły japońskie i amerykańskie wskazują na jej skuteczność i bezpieczeństwo, przy porównywalnej potrzebie podania drugiej dawki jak w przypadku iniekcji domięśniowej. Forma donosowa może również zwiększyć akceptację terapii wśród pacjentów, redukując barierę związaną z iniekcjami.

Coraz większy nacisk kładzie się również na profilaktykę ciężkich reakcji alergicznych. Jednym z nowatorskich podejść jest stosowanie terapii biologicznych, których celem jest zapobieganie wystąpieniu anafilaksji, a nie wyłącznie leczenie jej objawów.

Przykładem jest omalizumab, zatwierdzony przez FDA w 2024 roku do stosowania u dzieci (od 1. roku życia) i dorosłych z wieloma alergiami pokarmowymi oraz podwyższonym poziomem IgE (>30 kU/l). Jest to humanizowane przeciwciało monoklonalne, które wiąże IgE, redukując jego wolną frakcję w krążeniu oraz zmniejszając ekspresję receptorów IgE na mastocytach i bazofilach.

Pomimo tych postępów przez cały czas istnieje wiele niezaspokojonych potrzeb w leczeniu anafilaksji, w tym ograniczony dostęp do adrenaliny. Zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych, wyzwaniem pozostają regulacje dotyczące jej dostępności w szkołach i przestrzeni publicznej. W wielu przypadkach przepisy wymagają przypisania leku do konkretnego pacjenta, co może prowadzić do sytuacji, w których adrenalina jest dostępna, ale formalnie nie może zostać użyta w nagłym wypadku.

Odczulanie podstawą leczenia

Europa niewątpliwie mierzy się w tej chwili z rosnącą skalą chorób alergicznych. Jak duża jest to skala?

– Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości. Szacunkowo jednak, na podstawie dostępnych danych, można przyjąć, iż choćby około 30–40 proc. populacji Polski walczy z jakąś formą choroby alergicznej – mówi prof. Marek Jutel.

Jeśli chodzi o astmę, dotyczy ona około 5–7 proc. populacji. Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, iż – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę, a astma dotyczy kilku procent populacji.

Skąd biorą się takie statystyki? – Istnieje kilka teorii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. w tej chwili coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych. Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego obecne w tych barierach zaczynają inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych – wyjaśnia prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to dotyczą głównie najcięższych postaci chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę odgrywa immunoterapia alergenowa, która obejmuje znacznie szerszą grupę pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia.

– Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią obejmuje się około 150 tysięcy pacjentów. W porównaniu z epidemiologią jest to przez cały czas niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii choćby około miliona. Zdaniem eksperta, w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa.

Nie należy też zapominać, iż na ryzyko rozwoju alergii oraz skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

– Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta – podsumowuje prof. Marek Jutel.

Kongres odbył się w maju pod naszym patronatem medialnym.

Idź do oryginalnego materiału