Dlaczego szpitale przez cały czas zamykają porodówki

mzdrowie.pl 2 dni temu

Kolejne szpitale zamykają oddziały położniczo-ginekologiczne. Powodem jest demografia, czyli zmniejszająca się liczba urodzeń. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało rozwiązanie: jeżeli do szpitala bez porodówki trafi rodząca kobieta, gotowa do udzielenia pomocy ma być dyżurująca tam położna.

W swoim komunikacie MZ poinformowało, iż w szpitalach zostanie wyodrębnione miejsce umożliwiające bezpieczne przyjęcie porodu, tzw. izba porodowa, czyli osobne, odpowiednio wyposażone i przystosowane do tego pomieszczenie. Rozwiązanie ma dotyczyć szpitali, w których nie ma porodówki, ale jest izba przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy, a szpital zapewnia transport z odpowiednim wyposażeniem, z udziałem położnej i ratownika medycznego. Świadczenie ma obejmować: zbadanie przez położną ciężarnej, która samodzielnie przybędzie do podmiotu leczniczego, ocenę stanu zaawansowania akcji porodowej, przetransportowanie pacjentki do podmiotu leczniczego, w którym znajduje się oddział położniczo-ginekologiczny.

Z końcem 2025 r. porodówkę zamknął szpital w Leżajsku na Podkarpaciu, a pacjentki mają być kierowane do szpitali w Łańcucie lub Rzeszowie. Na oddziałach ginekologiczno-położniczych w 2024 r. ubyło 585 łóżek, czyli 4,3 proc. – wynika z danych GUS opublikowanych pod koniec ubiegłego roku. To największy spadek liczby łóżek w szpitalnictwie. Zmniejszyła się o 363 także liczba łóżek na oddziałach neonatologicznych – ubyło ich 5 proc. Trend nie odwrócił się w 2025 r. i nic nie wskazuje na to, by także rok 2026 przyniósł zmianę. Informacje o zamykanych porodówkach wpisują się w utrzymujący się od lat spadek liczby urodzeń. Ze wstępnych danych GUS podanych w lipcu wynika, iż w I półroczu 2025 r. zarejestrowano ok. 115,5 tys. urodzeń żywych, czyli o ponad 10 tys. mniej niż rok wcześniej.

Ministerstwo Zdrowia w miejscach, gdzie nie działa oddział ginekologiczno-położniczy, planuje udostępnić punkt, w którym będzie można przyjąć poród. “Miejsce ma być doraźne w przypadku nagłych sytuacji, gdyby kobieta ciężarna transportowana przez zespół ratownictwa medycznego, poszerzony o położną, nie mogła bezpiecznie dojechać do szpitala położniczo-ginekologicznego” – powiedział w opublikowanym na X nagraniu wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. Zaznaczył, iż takich incydentalnych porodów zdarza się w Polsce między pięć a dziewięć rocznie.

31 grudnia resort zdrowia opublikował raport z konsultacji społecznych projektu dotyczącego izb porodowych. Zmiany dotyczą rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego. Resort zaproponował, aby porody mogły się odbywać pod opieką położnej w szpitalach z izbą przyjęć (IP) lub szpitalnym oddziałem ratunkowym (SOR), które są oddalone ponad 25 km od najbliższego szpitala z porodówką. Ma to być rozwiązanie dla kobiet, które mieszkają w powiatach bez oddziału ginekologiczno-położniczego. MZ podkreśliło, iż jest to odpowiedź na zjawisko zamykania oddziałów położniczych. Propozycja jest krytykowana przez niektóre organizacje. Fundacja Ogólnopolski Strajk Kobiet zbiera podpisy pod apelem do premiera Donalda Tuska, aby zainterweniował w sprawie „porodów na SOR-ach”, czyli wstrzymał prace nad projektem, zobowiązał MZ do przeprowadzenia realnych konsultacji w tej sprawie z położnymi i pacjentkami oraz do przedstawienia rządowego planu, który zabezpieczy kobiety. W piśmie do szefa rządu organizacja napisała, iż położna nie powinna być zostawiona sama z odpowiedzialnością systemu. „Kobieta w porodzie nie może być kolejną ofiarą państwowej prowizorki. A będzie – będzie jeszcze więcej ofiar wśród kobiet niż do tej pory” – podkreślił Ogólnopolski Strajk Kobiet.

Ekspertka Związku Powiatów Polskich Bernadeta Skóbel powiedziała PAP, iż punkt z położną stanowi zabezpieczenie dla szpitala bez porodówki na wypadek sytuacji, gdyby trafiła do niego kobieta z trwającą akcją porodową – “Lepiej, żeby w szpitalu była położna na wszelki wypadek, niż żeby jej nie było. Tak trzeba czytać przepisy resortu zdrowia”. Podkreśliła, iż jeden ze znanych jej szpitali powiatowych taką usługę położnej finansuje w tej chwili z własnego budżetu – “Przez półtora roku zdarzyły się dwie sytuacje, gdy kobiety trafiły do tego szpitala z akcją porodową i zostały przewiezione do szpitala z porodówką”.

Bernadeta Skóbel wskazuje, iż głównym powodem zamykania porodówek w szpitalach powiatowych jest demografia – “Jeśli porodów jest faktycznie mało, to utrzymywanie oddziałów położniczych nie ma sensu”. Dodaje, iż finansowanie jest powodem zamykania tych oddziałów w jednostkowych przypadkach – “Gdyby chodziło o niewystarczające finansowanie, to porodówek nie byłoby w ogóle. Dzisiaj system finansowania sprzyja monospecjalistycznym szpitalom, które mają dobrze wyspecjalizowane oddziały. Szpitale powiatowe utrzymują porodówki mimo braku rentowności, jeżeli taka jest potrzeba”. Ekspertka ZPP podkreśla, iż szpitale będą tworzyć izby porodowe, jeżeli MZ zapewni odpowiednie finansowanie, czyli ryczałt „za gotowość”, a nie płatność za świadczenie, czyli udzielenie opieki rodzącej. (PAP)

Idź do oryginalnego materiału