Już na początku rozmowy zwróciła uwagę, iż sposób przeżywania diagnozy w dużej mierze zależy od perspektywy, z jakiej na nią patrzymy.
– „Warto najpierw zobaczyć, z jakiego modelu będziemy obserwować diagnozę” – podkreśliła.
Jak wyjaśniła, dziś funkcjonują dwa główne podejścia: neuroafirmatywne, które traktuje ADHD i spektrum jako neuroodmienność, oraz model zaburzeń neurorozwojowych, bardziej medyczny, skupiony na deficytach.
– „Ja lubię myśleć o tym jak o iPhonie i Androidzie – dwa różne systemy operacyjne” – tłumaczyła obrazowo terapeutka.
Niezależnie jednak od modelu, wspólnym mianownikiem pozostaje potrzeba zmiany społecznej i lepszego dostosowania otoczenia do osób neuroatypowych. W praktyce diagnozy te wiążą się m.in. z odmiennością sensoryczną, trudnościami w regulacji emocji, nadwrażliwością na bodźce czy tzw. hiperfokusami.
– „To są też nietypowe kody emocjonalne, mimika czy reakcje, które mogą być błędnie odczytywane jako arogancja, choć nie ma w nich złej intencji” – zaznaczała Bogaczyk.
Moment diagnozy bywa jednocześnie ulgą i źródłem silnych emocji.
– „Jeśli patrzymy z perspektywy neuroafirmatywnej, to często pojawia się ulga – iż moje reakcje mają przyczynę. W modelu medycznym częściej pojawia się żałoba i poczucie straty” – mówiła terapeutka.
Szczególnie dotyczy to rodziców, u których diagnoza dziecka uruchamia obawy o przyszłość, edukację i samodzielność.
– „Czasem to ‘moje dziecko świetnie sobie radzi’ jest ogromnym kosztem” – dodała.
Diagnoza nie przekreśla jednak życia, planów ani marzeń. – „Myślę, iż ona je zmienia” – podkreśliła Bogaczyk. Po przejściu procesu żałoby i akceptacji pojawia się przestrzeń na budowanie nowych perspektyw i dostrzeganie innych możliwości. Co więcej, wiele osób otrzymuje diagnozę dopiero w dorosłości.
– „Ja jestem przykładem diagnozy w dorosłości. No i żyję” – powiedziała z uśmiechem, zaznaczając, iż dla dorosłych diagnoza bywa przede wszystkim źródłem zrozumienia siebie i zakończeniem wieloletniego maskowania.
Kluczowe pytanie brzmi: co dalej po diagnozie? Zdaniem terapeutki pierwszym krokiem powinna być troska o emocje dorosłych – szczególnie rodziców.
– „Zanim pójdę i powiem dziecku, iż jego rozwój przebiega inaczej, muszę sama być na to gotowa” – zaznaczyła.
Wsparcie psychologiczne, grupy wsparcia i dostępne dziś materiały edukacyjne pomagają oswoić diagnozę i przejść przez kolejne etapy.
A co, jeżeli diagnozy jeszcze nie ma, ale pojawiają się wątpliwości?
– „Warto zwrócić uwagę na to wewnętrzne poczucie: mam inaczej niż wszyscy” – mówiła Bogaczyk.
Częste trudności społeczne, poczucie niedopasowania czy powtarzające się „wtopy”, mimo starań, mogą być sygnałem, by poszukać rzetelnych informacji i specjalistycznej konsultacji.
Rozmowa zakończyła się ważnym przesłaniem: nie trzeba być z diagnozą samemu.
– „Jeśli zdejmujemy presję, robi się lżej. Możemy zacząć budować świat bardziej dopasowany do siebie” – podsumowała terapeutka, zachęcając do korzystania z dostępnych form pomocy.
Diagnoza nie jest końcem drogi, ale często początkiem świadomego, spokojniejszego życia – z większym zrozumieniem siebie i innych.














