Czy inspekcja farmaceutyczna ocenzuruje Taco Hemingwaya? Taka sytuacja się zdarzyła…

mgr.farm 2 dni temu

– Idę rano po Solpadeinę, stoi postać, jej głowa jest w dymie, zwykle są tu staruszki i starcy, nie sądziłem, iż spotkam dziewczynę – tak słowa można usłyszeć w najnowszej piosence Taco Hemingwaya pod tytułem “Zakochałem się pod apteką.

W dalszej części utworu można dowiedzieć się, iż “podmiot liryczny” chciał w aptece kupić Solpadeinę w rozpuszczalnych tabletkach. Farmaceutka jednak odmówiła mu wydania leku. Kiedy wyszedł z apteki, okazało się, iż kupiła ją dla niego wspomniana dziewczyna…

Pojawienie się nazwy leku w piosence i specyficzny kontekst całego utworu wzbudziły liczne kontrowersje w ostatnich tygodniach. Młodzież zaczęła kupować Solpadeinę w aptekach i publikować filmiki na TikToku, traktując lek jako modny gadżet. Natomiast farmaceuci i lekarze w dostrzegli utworze Taco Hemingwaya niebezpieczny przekaz. Ich zdaniem młodzi odbiorcy mogą odbierać go jako normalizację ryzykownych zachowań i estetyzowanie tzw. aptecznego „recreational use”.

  • Czytaj również: Uzależniony od kodeiny prosi Ministra Zdrowia, by lek był tylko na receptę

Solpadeina jest lekiem zawierającym paracetamol, kofeinę i kodeinę. Ostatnia z tych substancji jest łagodnym opioidem, który w organizmie jest metabolizowany do morfiny. Kodeina działa synergistycznie z paracetamolem wzmacniając jego efekt przeciwbólowy. Niemniej ze względu na działanie odurzające bywa też używana w celach “rekreacyjnych”. Dlatego wydawanie z apteki leków z kodeiną jest objęte szczególnym nadzorem. Farmaceuta może pacjentów wydać jednorazowo tylko ilość leku zawierającą jej maksymalnie 240 mg. Pracownik apteki ma też prawo odmówić sprzedaży leku, jeżeli podejrzewa, iż może on zostać użyty w celach pozamedycznych. Taka sytuacja miała miejsce we wspomnianej piosence “Zakochałem się pod apteką”.

Czy piosenka to reklama?

Utwór Taco Hemingwaya zwrócił też uwagę Głównego Inspektora Farmaceutycznego. W połowie ubiegłego tygodnia zapytaliśmy organ, czy wpłynęły do niego jakieś skargi lub zawiadomienia w sprawie piosenki. Organ poinformował nas, iż nic takiego nie miało miejsca. Niemniej GIF postanowił zbadać sprawę.

– Pojawienie się nazwy leku w piosence może być rozpatrywane jako forma jego reklamy. Dlatego też, w związku z powzięciem informacji o zaistniałej sytuacji, prowadzone są działania nadzorcze, m.in. wystąpiono o stosowne informacje do podmiotu odpowiedzialnego. Celem tych działań jest wykazanie, czy istnieją podstawy do wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie oceny zgodności z przepisami ustawy Prawo farmaceutyczne reklamy produktu leczniczego Solpadeine, prowadzonej w formie piosenki „Zakochałem się pod apteką” – poinformowała nas Olga Sierpniowska z szefowa biura Głównego Inspektora Farmaceutycznego.

  • Czytaj również: Reklama popularnego leku przeciwbólowego nie naruszyła przepisów

Artykuł 20 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zabrania prowadzenia reklamy i promocji środków odurzających – takich jak chociażby kodeina. Zawierające je leki można reklamować wyłącznie na zasadach określonych w prawie farmaceutycznym. Takie reklamy muszą zawierać między innymi odpowiednie ostrzeżenia dotyczące stosowania leków. Nie mogą też sugerować działania innego niż wskazane w Charakterystyce Produktu Leczniczego.

Co interesujące w rozmowie z Polską Agencją Prasową Łukasz Pietrzak – Główny Inspektor Farmaceutyczny – powiedział, iż nie ma on kompetencji do karania artysty. Jego rola ogranicza się do ustalenia stanu faktycznego i ewentualnego zawiadomienia innych organów.

GIF może ocenzurować piosenkę?

Warto jednak przypomnieć, iż w przeszłości Główny Inspektor Farmaceutyczny interweniował już raz w podobnej sytuacji. W 2011 roku, gdy funkcję tę pełniła Zofia Ulz, organ pod lupę wziął spektakl “I tak Cię kocham” wystawiany przez Teatr Kamienica w Warszawie. W trakcie przedstawienia ze sceny padało bowiem zdaniem “A na serce Akard, niech pamięta”.

Inspektorat uznał wtedy, iż użycie nazwy konkretnego leku w scenariuszu oraz nawiązanie do jego działania, stanowi nielegalną reklamę produktu leczniczego. Bez znaczenia było też to, iż nazwa ta pojawiła się w spektaklu w nieco zmienionej pisowni – „Akard” zamiast „Acard”. Przedstawiciele teatru tłumaczyli, iż zwrot ten był jedynie elementem artystycznym. Przekonywali, iż nazwa leku stała się w Polsce rodzajem potocznego synonimu dbania o serce. Podkreślano, iż sztuka nie miała na celu promocji preparatu.

GIF nie przyjął tych wyjaśnień. Uznał, iż definicja reklamy w prawie farmaceutycznym obejmuje każde działanie zachęcające do stosowania leku, bez względu na intencje twórców. Zofia Ulz uznała też wówczas, iż zamieszczenie w scenariuszu spektaklu nazwy leku przyniosło jego wytwórcy korzyści w postaci wzrostu sprzedaży. Pikanterii sprawie dodawał fakt, iż producent leku był mecenasem spektaklu.

– Rozpowszechnianie przez osobę trzecią informacji o produkcie leczniczym, a w szczególności jego leczniczych lub profilaktycznych adekwatnościach, może zostać uznane za reklamę choćby jeżeli ta osoba trzecia działa z własnej inicjatywy i w sposób całkowicie niezależny od wytwórcy lub sprzedawcy tego produktu leczniczego – z prawnego i faktycznego punktu widzenia. Na takim stanowisko stoi również Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich, na co wyraźnie wskazał w swoim wyroku z dnia 2 kwietnia 2009 r. w sprawie c-421/07 – wskazała wówczas Zofia Ulz.

W rezultacie nakazała dyrekcji teatru “natychmiastowe zaprzestanie prowadzenia niezgodnej z obowiązującymi przepisami reklamy produktu leczniczego Acard kierowanej do publicznej wiadomości”. Ta ostatecznie zmieniła scenariusz spektaklu (Decyzja z dnia 31.01.2011, znak: GIF-P-R-450/106-4/JD/10/11).

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału