Nie jesteśmy ratownikami, ale odkrywcami. Nie proponujemy misji ratunkowej, ale mapę
Jan Roubal
Dawaj tyle wsparcia, ile jest potrzebne i tak mało jak to konieczne
Laura Pearls
To paradoks: tylko wtedy, gdy przestajemy pomagać, pomoc może przyjść dzięki samemu spotkaniu […].
Psychoterapia jest sztuką słuchania tego, co chce być usłyszane. choćby w nas samych. Sztuką wyciszenia się, abyśmy mogli usłyszeć siebie. Sztuką tworzenia w sobie miejsca na to, co za chwilę do nas dotrze i co nas przemieni. Sztuką uciszania hałasów w nas samych poprzez słuchanie ich z ciekawością.
Jeśli próbujemy pomóc pacjentowi stać
się kimś, kim nie jest, utrudniamy zmianę. Zmiana nadejdzie, gdy go zaakceptujemy. Akceptujemy drugą
osobę, akceptując wszystko czego z nią
doświadczamy. Akceptujemy innych, akceptując to, kim sami stajemy się
w ich obecności. Zmiana może wyrosnąć
z naszego pokornego, pełnego wdzięczności i dociekliwego godzenia się
z tym, co jest. To wystarczy – porzucenie oczekiwań
i trwanie w nadziei.
Jan Roubal
Czego dowiedziałam się o depresji, o towarzyszeniu pacjentowi w depresji i o terapeucie z książki Jana Robala „Nie przeszkadzać nadziei. Przewodnik terapeuty po depresyjnym polu.
Miałam to szczęście, iż uczestniczyłam w spotkaniu z autorem podczas promocji jego książki. Już samą postawą, ciepłem, spojrzeniem, skupieniem, czasem, jaki dawał sobie na odpowiedź na pytania uosabiał postawę terapeutyczną, o której mówi i pisze w swojej książce. Wyszłam z tego spotkania napełniona nadzieją, euforią i poczuciem, iż bycie psychoterapeutą to niezwykła droga – dla terapeuty szczególnie, a potem dla jego świata i ludzi, którym daje swoją obecność.
Niezwykłe dla mnie jest to, jak z trudnego doświadczenia własnego stanu depresyjnego, Jan Roubal wypracował rozumienie towarzyszenia człowiekowi cierpiącemu na depresję, i jak czule nazwał tą depresyjną rzeczywistość.
Mam taką refleksję, będąc w drodze do bycia psychoterapeutką, iż ta droga i ta praca to coraz pełniejsze – czyli świadome, jawne i odważne – stawanie się w pełni człowiekiem i rozwijanie się przede wszystkim w człowieczeństwie. Autor książki cytuje Beissera „Zmiana pojawia się wtedy, gdy ktoś staje się tym, kim jest, a nie gdy usiłuje stać się tym, kim nie jest”.
Czym jest depresja
Depresja to przeraźliwe poczucie osamotnienia na świecie. Osoba cierpiąca na nią nie chce kontaktu z innymi. Traci pewność siebie i motywacje do bycia z innymi. Zdaje sobie sprawę z tego jak się czuje, ale nie znajduje w sobie sił, żeby się zaangażować w życie. Rezygnuje, albo nie umie wyrazić swoich potrzeb i to niezaspokojenie kieruje w swoją stronę, wymagając od siebie coraz więcej niemożliwych do spełnienia oczekiwań. To sprawia, iż izoluje się od innych i nie ma jak czerpać siły z kontaktów, które są ożywcze. Brak sił powoduje, iż nie mobilizuje się do kontaktu. Człowiek doświadcza bycia totalnie samotnym, opuszczonym, bez nadziei sięgnięcia albo bycia dosięgniętym przez drugiego człowieka. Rdzeniem depresji jest poczucie samotności. I tak tkwi w błędnym kole.
Jednocześnie autor zwraca uwagę na takie momenty w życiu, kiedy smutek i stan depresyjny pomagają nam się zatrzymać, zaniechać działań, które nie dają nam oczekiwanego rezultatu. Zauważa, iż depresja może dawać moment na życiowe wytchnienie. I to, czy osoba tkwi w błędnym kole depresji, czy przeżywa ten czas w sposób adaptacyjny, zależy od wsparcia jakim dysponuje.
„W depresji cierpienie polega na głębokim bólu duszy, przy jednoczesnym ogromnym zahamowaniu, które chroni dotkniętą chorobą osobę przed przed pełnym odczuciem tego bólu”. Jest to jej twórcze przystosowanie, pozwalające jej dalej żyć. Jednocześnie nie pozwala jej żyć w pełni. Zatrzymuje ją przed możliwością doświadczania ożywczego kontaktu i ujawniania siebie w świecie. Dlatego doświadczenie depresji jest tak ogromnie samotne.
Otoczenie i bliscy próbują „wyciągnąć” osobę z depresji. Kiedy im to nie wychodzi frustrują się i wycofują. Wtedy chory doświadcza zbliżania się i odrzucenia, a to utrzymuje chorobę.
Kiedy taka osoba trafia do psychoterapeuty, przychodzi z całym tym światem. Przynosi go do gabinetu. Terapeuta często odzwierciedla świat, z którym spotykał się pacjent. Też chce mu pomóc, chce go wyciągnąć, dać ukojenie, sprawić aby pojawiła się ulga. A to tylko osamotnia pacjenta i utrzymuje patologiczny stan depresji. A i terapeuta zaczyna odczuwać bezsilność, podważa siebie i swoje kompetencje, obwinia siebie za porażkę. Obydwie osoby są wciągnięte w wir depresji. Dlatego Jan Roubal proponuje kilka myśli wokół pytania nie tylko KIM ale JAKIM jest psychoterapeuta? Jakie jakości wnosi sobą w kontakt? Jakie wartości ucieleśnia? Co buduje jego obecność w świecie, nie tylko w gabinecie. Są nimi:
1. Zaufanie, którego ciągle uczymy się wiedząc, iż „sytuacja terapeutyczna zmieni się, jeżeli ją w pełni zaakceptujemy taką jaka jest. Że zmieni się, jeżeli nie będziemy próbować jej zmieniać. W założeniu paradoksalnej terapii zmiany tkwi to zaufanie, iż zmiana dzieje się samoistnie, nieoczekiwanie i niespodziewane, w nieprzewidywalny sposób. Zaufanie to ma jeszcze jeden wymiar. Często w procesie terapeutycznym możemy doświadczać pustki. I zaufanie daje nam pewność, iż staniemy kiedyś na gruncie i iż odkryjemy sens tego doświadczenia”.
2. Pokora, która przejawia się wobec procesu zdrowienia i ruchów pola. Wykraczają one poza mój wpływ, jak i relację terapeutyczną. To nie ja uzdrawiam. Jest większa siła ode mnie, która wspiera zdrowienie
3. Świadoma obecność to bycie w sposób „zrelaksowany, ugruntowany i dostrojony do własnej intencji tu i teraz”
4. Odpowiedzialność dotyczy decyzji, ponieważ moja fizyczna obecność obiecuje bycie tutaj. I dlatego podejmuję decyzję bycia tutaj, aby nie zostawiać pacjenta, a przez to podtrzymywać cierpienie. Jest to fundamentalna decyzja. Swoją obecnością jestem dla drugiego człowieka i z drugim człowiekiem. „Widzę cię przed sobą, czuję, iż jestem tu z tobą. Jestem tu z tobą”.
4. Wolność – od oczekiwań, od robienia czegoś. Zachowując jednocześnie nadzieję.
5. Oparcie w doświadczeniu, wiedzy i autorytecie. Superwizja swojej pracy.
6. Dbanie o siebie.
Jak towarzyszyć osobie cierpiącej na depresję?
Autor jako psychoterapeuta Gestalt napisał tę książkę z intencją opisania podłoża – „grzybni`” procesu terapeutycznego osoby cierpiącej na depresję. Grzybnia jest pod ziemią, nie możemy jej zobaczyć, jednocześnie tworzy sieć połączeń, które mogą sięgać bardzo daleko i szeroko. Przebywanie w polu depresyjnym ma też wpływ na terapeutę, ponieważ depresyjna grzybnia rozrasta się także w nim, stale wpływając na relację i kontakt. Świadomość tego ujawnia, iż potrzebujemy jako terapeuci zaryzykować spotkanie z samymi sobą, żeby móc spotkać się pacjentem chorującym na depresję. Sam autor zachorował na depresję. I ta choroba stała się dla niego przełomowym doświadczeniem. W trakcie górskiej wędrówki wykrzyczał, iż „nie chce nikomu pomagać”. Depresja pozwoliła mu odzyskać kontakt z duchowością. Czy będąc terapeutą mam możliwość pracować, ale nie pomagać? Dzięki tej świadomości możemy twórczo i ożywczo procesować. Dzięki tej naszej wolności depresyjna grzybnia będzie podlewana innymi jakościami. Możemy obserwować, co dzieje się z depresją w twórczej i wolnej przestrzeni.
Dzięki duchowości Roubal zrozumiał i pokornie uznał, iż to nie on pomaga. To nie terapeuta uzdrawia ranę. Może ją oczyścić, opatrzyć. Rana zabliźnia się sama, jest uzdrawiająca moc, która działa sama. Terapeuta jest w służbie tej mocy. To nie on kreuje zmianę. To jest dynamika i siła, i moc, która jest dużo większa niż terapeuta i klient.
W swoich badaniach Jan Roubal odkrył, iż terapeuci pracujący z depresją poruszają się w dwóch przeciwnych kierunkach. Albo zbliżają się do depresji, albo jej unikają i oddalają się od niej. Zbliżają się i dystansują do pacjenta. Dzięki temu odkryciu powstał model trajektorii współprzeżywania depresji.
„W depresji naturalny przepływ sytuacji jest zakłócony, ale przez cały czas obecny jako możliwość, dla której my terapeuci możemy otworzyć drzwi”. Możemy to zrobić poprzez nie-czucie się odpowiedzialnym za pomoc cierpiącej osobie, a przez odpowiedź na jej egzystencjalne pragnienie obecności drugiego człowieka.
Tu terapeuta użycza siebie, swoich jakości, które są inne niż w depresyjnym świecie. Jego obecność ma moc zmiany „grzybni”. I choćby jeżeli na poziomie słów jest to rozmowa o tym, jak doświadcza pacjent siebie i świata, to nastawienie i intencja terapeuty ujawnia się w jakości bycia i kontaktu. W momencie kiedy pomagamy, dążymy do swojej wizji tego, jaki ma być pacjent. Będąc w terapii bez kierunku i oczekiwań, trzymając swoją obecność swobodnie i prawdziwie otwieramy możliwość samoistnej zmiany. Razem z pacjentem zanurzamy się w błotnistym świecie depresji i towarzyszymy mu poprzez bycie z nim tam, a nie poprzez wyciąganie go z tego bagna. Naszym zadaniem jest „być swobodnie i prawdziwie obecnym, porzucić oczekiwania i trzymać się nadziei”. Terapeuta nie stara się złagodzić bólu, ale pomaga pacjentowi przez niego przejść. W obecność terapeuty pacjent spotyka swoje cierpienie, zaczyna siebie odczuwać, przechodzi przez ból. Dzięki kontaktowi doświadcza swojej bezsilności i bezradności, ale też zaczyna żyć. Taki proces daje możliwość doświadczenia, w którym objawy depresji nie są już potrzebne w kontakcie. A to uruchamia oczyszczającą żałobę, która jest początkiem zdrowienia. „Pomagamy (pacjentowi) przemienić wir depresji w falę żalu”.
Dzięki postawie obecności, pracując z dynamiką procesów depresyjnych, a nie pomagając, możemy doświadczyć zmiany dzięki spotkaniu.
W moich notatkach po spotkaniu z autorem napisałam: Kiedy terapeuta chce pomóc oddziela się od klienta, stają się oni spolaryzowani. Klient pomimo tego, iż utracił nadzieję, dzięki pozostałej odrobince, która przyprowadziła go do gabinetu, i stoczonej wewnętrznej walce, iż może ten właśnie terapeuta mi pomoże, siada w fotelu. I na terapeutę projektuje swoją aktywną nadzieję, bo w sobie jej nie ma. Zostaje mu beznadzieja. Kiedy terapeuta przyjmuje chęć pomocy, kiedy wspiera uzdrowienie, w jakiś sposób daje sygnał – nie jesteś w porządku taki jaki jesteś. Chce, żeby klient czuł inaczej. A przez to klient czuje się niewidziany, niezrozumiany, coraz bardziej osamotniony. Czuje oczekiwania – powinno mi się poprawić. Próbując pomóc terapeuta wspiera interpersonalną dynamikę depresji – osamotnia pacjenta.
I następuje punkt przełomowy. Terapeuta porzuca chęć zmieniania klienta, ale z nim zostaje. Akceptując bezsilność i beznadzieję sytuacji. Przepuszcza przez siebie ten stan. I tu tworzy się most do klienta. Dwoje ludzi w polu beznadziei. Znika osamotnienie. Znika esencja depresji.
Proces terapeutyczny depresji nie jest o wyciąganiu, ale o dołączeniu do, tam na dole. I kiedy osoba przestaje czuć się samotna wir depresji transformuje się w proces żałoby. A żałoba to proces uzdrawiający. To jest przecież droga do zdrowia po staracie.
Praca terapeuty to przede wszystkim praca nad jego jakością obecności. Obecność, która nie oczekuje. Kiedy nie ma oczekiwań nie można ponieść porażki.
Obecność „keep hope” – podtrzymująca nadzieję. Obecność nic nie robiąca. Obecność pokorna. Obecność obecna.
Czego dowiedziałam się o terapeucie?
Z wypowiedzi autora spisałam następujące wskazówki dla terapeutów:
- nie skupiaj się na tym, co robisz, ale na tym skąd wypływa twoje działanie, jak bardzo jesteś obecny w chwili, gdy podejmujesz interwencję. najważniejsze jest, aby twoje działanie wypływało z miejsca wolnego od oczekiwań.
- kiedy siedzisz z pacjentem i czujesz pilną potrzebę zrobienia czegoś, poczekaj i nie rób nic. Ta potrzeba działania jest sygnałem braku zakotwiczenia w sobie. Ta chęć zrobienia czegoś, może być wiadomością do ciebie. Może to być sygnał, iż czas zająć się swoimi potrzebami. To napięcie i niepokój dzięki wsparciu (dbanie o swoje potrzeby, superwizja, literatura), może przemienić się w pełną ekscytacji ciekawość. Nasza wewnętrzna praca i zmiana przynosi wolność. A to wszystko robimy po to, aby móc oprzeć się na sobie i swobodnie dać się prowadzić procesowi i polu, bez interwencji. Z osoby odpowiedzialnej za zmianę przekształć się w osobę dostępną.
- wprowadź „progi zwalniające”, ucz się „nicnierobienia” przed zrobieniem czegoś. Dzięki temu przygotowujesz grunt pod zmianę, robisz dla niej miejsce. Jest to bardzo aktywny i męczący proces, ale to zmęczenie wypełnione spełnieniem. Terapia to spotkanie z tym czego brakuje, z tym co chce stać się obecne, ale dotychczas nie było na to miejsca. Kiedy dajemy temu głos, słyszymy i widzimy w otwarciu na to, co się pojawia, wtedy sytuacja zmienia kierunek, dopełnia się o brakujące elementy. Staje się całościowa. Grzybnia się przekształca, a z nowej grzybni urosną nowe grzyby. Nie zmieniaj depresji, a pracuj z tłem, z którego wyłoniło się depresyjne cierpienie.
- nie jesteś odpowiedzialny za rezultaty, ale za to w jaki sposób jesteś obecny w procesie zmiany.
- zachowaj nadzieję. Poddaj się stanowi „pomiędzy” i podążaj za ukrytą w nim mądrością. I oferuj czystą, prostą i prawdziwą obecność.
- rozwijaj w sobie umiejętność „znoszenia niepewności” w spotkaniu z rzeczywistością, otwierając się na nią nie dając się pochłonąć lękowi, który pojawia się w niejasnych sytuacjach.
Mam nadzieję, iż zaczerpniesz z tego coś dla siebie, dla swojej pracy, dla swojego bycia w świecie.
Spotkania w cierpieniu, a nie naprzeciw cierpienia. Przepuszczanie przez siebie z jednoczesnym wsparciem i dbaniem o siebie, żeby nie pochłonęła mnie beznadzieja – to moje inspiracje. I ta czysta obecność. Taka chyba najtrudniejsza. A tyle dająca.
Dla mnie i spotkanie i książka, poza wskazówkami do pracy terapeutycznej i bardzo konkretną wiedzą o podejściu Gestalt, są bardzo o ŻYCIU, o nadziei i o jakości człowieczeństwa, której tak bardzo potrzebujemy.
Joanna Szeluga
Jan Roubal, „Nie przeszkadzać nadziei. Przewodnik terapeuty po depresyjnym polu”, tłum. Jan Skoczylas, wyd. Oficyna Związek Otwarty.
















