Natalia Gondek – dietetyk kliniczny i absolwentka programu Lifestyle Medicine na Harwardzkim Uniwersytecie Medycznym – opowiada o tym, jak medycyna stylu życia wspomaga kobiece zdrowie.
BWL: Zanim przejdziemy do szczegółów, chciałabym zapytać o fundament Pani pracy. Często podkreśla Pani, iż kluczem jest dotarcie do przyczyny, a nie leczenie objawów. Co najczęściej okazuje się rzeczywistym źródłem problemów zdrowotnych u kobiet, które trafiają do Pani poradni?
Najczęściej nie jest to jeden konkretny „winowajca”, tylko suma wielu przeciążeń, które przez lata były ignorowane albo bagatelizowane. Najczęściej jako prawdziwe źródło tych problemów wskazuję tzw. styl życia – czyli obszary, które medycyna stylu życia definiuje jako: dietę, sen, radzenie sobie ze stresem, relacje oraz ekspozycję na substancje szkodliwe. To tu tkwi źródło. Często mówimy, iż ktoś ma „niedobory”, zaburzenia hormonalne czy problemy jelitowe, ale rzadko zadajemy pytanie: dlaczego one w ogóle się pojawiły? jeżeli w diecie przez lata brakowało określonych składników, była niskoodżywcza albo zbyt restrykcyjna, to właśnie dieta jest przyczyną – a niedobory jedynie pośrednią konsekwencją.
BWL: Który z wymienionych elementów – dieta, sen, relacje, radzenie sobie ze stresem, ekspozycja na substancje szkodliwe – bywa według Pani najbardziej niedoceniany, a jednocześnie najważniejszy dla hormonalnej równowagi?
Trudność polega na tym, iż wszystkie te elementy tworzą jedną całość i każdy z nich ma znaczenie. Co więcej – mam wrażenie, iż wszystkie są jednocześnie niedoceniane, bo wydają się oczywiste. Kiedy mówimy komuś, iż sen jest istotny albo iż stres szkodzi, najczęściej słyszymy: „No tak, przecież to oczywiste”. Problem w tym, iż wiedzieć to jedno, a faktycznie o to dbać – to drugie. Mało kto naprawdę pilnuje higieny snu, regularności, odpowiedniego światła wieczorem czy jakości odpoczynku. Podobnie jest ze stresem – wszyscy wiemy, iż jest szkodliwy, ale kilka osób stosuje konkretne techniki, które realnie pomagają go kompensować i regulować układ nerwowy.
BWL: Pracuje Pani z kobietami z bardzo różnymi zaburzeniami: od PCOS i insulinooporności, przez choroby tarczycy, po problemy jelitowe. Jak wygląda Pani proces indywidualizacji zaleceń przy tak szerokim spektrum potrzeb?
Nie pracuję według schematów. Zawsze zaczynam od zrozumienia historii każdej kobiety – jej objawów, stylu życia, obciążeń i wcześniejszych prób leczenia. To samo PCOS u dwóch kobiet może mieć zupełnie inne podłoże. Dla jednej najważniejsze będą jelita i stan zapalny, dla innej regulacja glikemii, a dla jeszcze innej odbudowa osi stresowej i wyhamowanie kortyzolu.
Oczywiście, w pierwszym kroku wykonujemy diagnostykę niezbędną do stworzenia planu działania dla konkretnej osoby, ale indywidualizacja nie polega tylko na pytaniu „Jakie masz wyniki?”, ale także „Jak żyjesz?”. Dopiero potem dobieram dietę, celowaną suplementację, tempo zmian i priorytety – tak, aby były realne do wdrożenia i wspierały organizm, zamiast stać się kolejnym źródłem stresu czy dyskomfortu.
BWL: Wiele kobiet trafia do Pani z nałożonymi objawami: hormonalnymi, jelitowymi, skórnymi, emocjonalnymi. Jak pomaga im Pani ustalić, od czego zacząć i jak ułożyć priorytety w drodze do zdrowia?
Zawsze powtarzam: nie da się naprawić wszystkiego naraz! Ba, najczęściej choćby nie trzeba. Pomagam kobietom znaleźć pierwszy „klocek domina”. Bardzo często są to absolutne podstawy: regularne posiłki, sen, stabilizacja glukozy, uspokojenie układu nerwowego. Do tego wykonujemy też podstawową diagnostykę i optymalizujemy parametry, które często, mimo iż mieszczą się w „normie”, mogą funkcjonować lepiej, aby cały organizm działał sprawniej. Kiedy te fundamenty zaczynają działać, kolejne objawy często łagodnieją niejako „przy okazji”. To daje ogromną ulgę, bo kobieta przestaje czuć, iż jej ciało jest „zepsute”. Zaczyna dostrzegać, iż ono współpracuje – tylko potrzebuje odpowiednich warunków. Dopiero kiedy podstawy są zaopiekowane, a pewne dolegliwości pozostają, poszerzamy diagnostykę i ustalamy dalszy plan działania krok po kroku.
BWL: Co powiedziałaby Pani kobiecie, która od lat walczy z zaburzeniami hormonalnymi, próbowała wielu metod, ale wciąż nie widzi efektów? Jak zachęciłaby ją Pani do podejścia holistycznego?
Powiedziałabym przede wszystkim: to nie Twoja wina. jeżeli próbowałaś „wszystkiego” i nic nie działało, bardzo możliwe, iż skupiałaś się na łagodzeniu objawów, a nie na wyeliminowaniu przyczyny. Holistyczne podejście nie oznacza robienia więcej – często oznacza robienie mniej, ale mądrzej, bardziej intencjonalnie. I pamiętaj: Twoje ciało nie działa przeciwko Tobie! Ono wysyła sygnały. Kiedy nauczymy się je czytać, a nie zagłuszać, naprawdę wiele może się zmienić. Jestem najlepszym dowodem na to, iż choćby po latach zaburzeń można wrócić do równowagi – krok po kroku, w zgodzie ze sobą, a nie w ciągłej walce.














