Chore dzieci czekają na hospicjum. Inwestycję w Kielcach blokują sąsiedzi

polsatnews.pl 2 godzin temu

W Kielcach od dawna mogłoby już działać pierwsze w województwie i szóste w kraju hospicjum dla dzieci. Są lekarze, pielęgniarki, psychologowie, sponsorzy i działka. Są też ciężko chore dzieci, które czekają na miejsce, gdzie dostaną całodobową opiekę. Budowę zablokował jednak protest kilku sąsiadów, którym nie spodobała się inwestycja w pobliżu ich domów. Materiał "Interwencji".

Interwencja
Mieszkańcy skarżą się na budowę hospicjum dla dzieci w Kielcach

W centrum Kielc powinno stać już hospicjum dla dzieci. Decyzja o budowie piętrowego budynku została jednak zaskarżona przez kilku właścicieli mieszkań z sąsiedniego szeregowca. Sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

- W całej Polsce takich hospicjów jest pięć, nasze będzie szóste. Chcemy wybudować miejsce, gdzie bardzo chore dzieci znajdą opiekę, miejsce dla ich rodzin, spokojne, na ich ostatnie dni. Nie budujemy, bo sąsiedzi nie popierają tego pomysłu, oprotestowali wydane przez miasto warunki zabudowy. Teraz złożyliśmy nowy wniosek - tłumaczy "Interwencji" Sebastian Matuszczyk ze Stowarzyszenia "Akcja Reakcja", pomysłodawca hospicjum.

- To będzie miejsce dla osób z całej Polski. Na tę chwilę dwadzieścioro dzieci na nie czeka, w tej chwili mają opiekę domową – dodaje Justyna Guzy, również ze stowarzyszenia.

Chcieli zbudować hospicjum dla dzieci. Okoliczni mieszkańcy protestują

To będzie pierwsze w województwie świętokrzyskim hospicjum dla dzieci. Pomysłodawcy mają już skompletowaną specjalistyczną kadrę lekarzy, pielęgniarek, czy psychologów. Nie spodziewali się, iż problemem będą protesty kilku osób. Budynek hospicjum oddalany będzie od ich nieruchomości o prawie 35 metrów.

- Nie podoba im się sama inicjatywa hospicjum. Podnoszą, iż nie ma kontynuacji zabudowy jednorodzinnej. Z tego co wiem, mówią iż kupili sobie domy z terenem zielonym za oknem i chcą żeby teren zielony tutaj był. To jest działka parafii, weszliśmy w kooperację z Caritasem – opowiada Sebastian Matuszczyk.

ZOBACZ: Pochował dziecko i żonę. Teraz musi spłacić teściów

W Kielcach w hospicjum dla dorosłych grzecznościowo wydzielono cztery łóżka dla najbardziej potrzebujących najmłodszych pacjentów, ale zmniejszono przez to liczbę miejsc dla pełnoletnich pacjentów. Jest to rozwiązanie czasowe, bo nie ma tam choćby sal rehabilitacji dla dzieci.

- Jednocześnie pracuję w szpitalu wojewódzkim i wielokrotnie widziałam dzieci nieuleczalnie chore, które nie miały miejsc po wypisaniu ze szpitala. Te choroby są tak ciężkie, iż w pewnym momencie opieka ze strony rodziców staje się niemożliwa. Ta opieka rozpoczyna się od czynności pielęgnacyjnych. Kąpiel, ubieranie, karmienie, leki, odsysanie, inhalacje. I tak 24 godziny na dobę – opisuje Grażyna Pazera, lekarz, koordynator hospicjum stacjonarnego w Kielcach.

Rodzice niepełnosprawnych apelują o pomoc. "To jest okrucieństwo"

O tym, jak bardzo hospicjum jest potrzebne w Kielcach, doskonale wie mama Amelki. Kiedy dziewczynka jeszcze żyła, musiała z nią jeździć po pomoc prawie 300 kilometrów pod Opole.

- Urodziła się chora, wyszedł u niej syndrom Pierre’a Robina plus genetyczna zmiana. Było ciężko, bo nie było w rejonie wsparcia. Amelka była bardzo obciążona, miała tracheotomię, przeszła dwie operacje w Krakowie-Prokocimiu. Miała zapadniętą żuchwę z językiem. Opieka nad nią trwała tak naprawdę 24 godziny, 7 dni tygodniu. Żyła pół roku, o jej śmierci dowiedziałam się jadąc do niej. Gdyby hospicjum było tu, na miejscu, to bym zdążyła – mówi pani Żaneta.

ZOBACZ: Budowali zgodnie z pozwoleniem. Teraz słyszą, iż dom nie może powstać

- Mamy zgody, są sponsorzy, pozwolenia, ale sąsiedzi pokazują brak człowieczeństwa. Pokazują, iż nie chcą bólu, cierpienia i śmierci obok siebie. Może im się wydaje, iż choroba przejdzie na nich, zarażą się. Normalny człowiek się tak nie zachowuje, to jest okrucieństwo - uważa Wioleta Chalik, psycholog współpracujący z hospicjum.

Protest przeciw budowie hospicjum. Brak dialogu z pomysłodawcami

Pani Anna opiekuje się niepełnosprawną córką od 19 lat. Codziennie nosi ją po schodach, przewija, karmi. Hospicjum byłoby dla niej wytchnieniem. - Ludzie, którzy blokują inwestycję nie wiedzą, z czym się mierzą rodzice, jak my walczymy. Od 19 lat nie wyspałam się, o urlopie nie myślę. Milena jest na tlenoterapii nocnej, dusi się. Nie chodzi, nie siedzi samoczynnie – opowiada Anna Chechelska, mama Mileny.

Inicjator protestu odmówił "Interwencji" komentarza. Reporterom przez chwilę porozmawiać z okolicznymi mieszkańcami, którzy zgromadzili się przed bramą wjazdowa na osiedle.

ZOBACZ: Brutalnie napadał na kobiety w Warszawie. "Łomiarz" wrócił na wolność

Uczestnik protestu: Nie jesteśmy przeciwni, ale papiery muszą być zgodne z prawem.

Reporter: A co było nie tak?

Uczestnik protestu: Nie powiem w tej chwili, co było nie tak.

Reporter: A na hospicjum się zgadzacie?

Uczestnik protestu: Nie jesteśmy przeciwni.

Reporter: Nie ma pan odwagi porozmawiać?

Uczestnik protestu: Mam odwagę.

Reporter: To zapraszam.

Uczestnik protestu: Z łysymi nie gadam.

Obecność kamer "Interwencji" i zainteresowanie tematem wyraźnie nie spodobały się osobom, które zaskarżyły decyzję o budowie hospicjum. Jeden z mieszkańców wezwał bezpodstawnie policję. - Niech przyjadą do nas, zobaczą jak my walczymy i niech będą ludźmi, bo na to co robią, brakuje słów – komentuje Anna Chechelska, mama niepełnosprawnej Mileny.


Cały materiał "Interwencji" zobaczysz tutaj.

WIDEO: "Pracujemy w silosach, każda służba oddzielnie". Ekspert o ochronie dzieci w Polsce
Idź do oryginalnego materiału