
Od sześciu lat konsekwentnie zmienia lokalną bibliotekę w miejsce bliskie ludziom i ich codziennym potrzebom. Dorota Ręba, kierowniczka Filii Gminnej Biblioteki Publicznej w Wólce w Turce na osiedlu Borek, bibliotekoznawczyni i laureatka tytułu „Lubelskiego Bibliotekarza Roku 2025” oraz Nagrody im. Anny Platto, realizuje autorskie projekty łączące literaturę z rozwojem emocjonalnym i społecznym dzieci, młodzieży i dorosłych. Jej działania – od programu „Bibliowskaz na dobrostan” po cykl warsztatów „Stop-klatka: o emocjach w bibliotece” – pokazują, iż biblioteka może być nie tylko miejscem kontaktu z książką, ale też przestrzenią wsparcia, relacji i uważności na drugiego człowieka.
– Z jakimi emocjami kojarzy Ci się biblioteka?
– Z bezpieczeństwem, uczuciem przynależności i euforią z odkrywania ludzi, historii, spotkań, książek.
– Czy te uczucia zmieniały się przez lata?
– To są emocje, które pojawiły się jeszcze w dzieciństwie. Od najmłodszych lat lubiłam czytać i chodzić do biblioteki. Czułam się tam zaopiekowana, a jednocześnie miałam poczucie, iż to ważne miejsce, w którym mogę się rozwijać. Kiedy nauczyłam się czytać, przepadłam. Byłam zapisana do wszystkich bibliotek w mieście i marzyłam, iż zostanę bibliotekarką. Kiedy zaczęłam pracę, chciałam stworzyć bibliotekę taką, jaką sama znałam i lubiłam – miejsce, w którym można po prostu być, a nie tylko „milczeć i wypożyczyć książkę”. Dla mnie biblioteka to przestrzeń bez presji. Można przyjść, odrobić lekcje, poczekać na dziecko, porozmawiać. Jestem tam, żeby podpowiedzieć książkę, ale też zaprosić na warsztaty czy zwykłą rozmowę.
– Biblioteka z mojego dzieciństwa była taką, gdzie wypożyczałaś książkę i wychodziłaś. Poza szkolną, w której pomagałam jako wolontariuszka.
– W podstawówce i gimnazjum trafiałam na fantastyczne bibliotekarki i nauczycieli, którzy zarażali pasją do książek. W gimnazjum poznałam Dorotę, która pokazała mi Terry’ego Pratchetta i „Świat Dysku”. Można powiedzieć, iż fantastyka stała się trzonem mojej osobowości czytelniczej. Terry Pratchett w wyjątkowy sposób komentował rzeczywistość i ludzką naturę. Jeden z jego cytatów stał się dla mnie ważny: „Zło jest wtedy, kiedy traktujesz ludzi jak rzeczy”. jeżeli ktoś widzi w drugim człowieku tylko „trybik”, nie znajdę z nim wspólnej drogi. Książki uczą patrzenia na świat z różnych perspektyw. W tym pędzącym świecie, kiedy ciągle przewijamy rolki, oglądamy TikToki, chwila przystopowania, wyciszenia się jest niezbędna.
– A jednak nowoczesna technologia jest już powszechnie obecna także w bibliotece.
– I dobrze. Ułatwia pracę i dostęp do kultury. najważniejsze jest jednak mądre korzystanie z niej. Ktoś może przyjść pograć na komputerze, ale spędzi tu 2–3 godziny, a nie cały dzień w domu przed ekranem. Organizujemy też turnieje i zajęcia, które uczą współpracy, rywalizacji i relacji. W bibliotece ludzie się spotykają — i to jest ogromna wartość. Jednocześnie uważam, iż książka powinna pozostać w centrum. Inne działania mogą ją wspierać, ale nie zastępować. Biblioteka ma promować czytelnictwo, a nie spychać je na pobocze.
– Kiedy pomyślałaś, iż miejsce, w którym pracujesz, to coś więcej niż stereotypowa wypożyczalnia?
– Dużo dały mi studia z zakresu informacji naukowej i bibliotekoznawstwa ze specjalizacją informacja cyfrowa, gdzie poznaliśmy ideę „trzeciego miejsca” – przestrzeni między domem a pracą, będącej sercem społeczności. Może stać się nim wtedy, kiedy odpowiada na potrzeby społeczności. My-bibliotekarze musimy być uważnymi obserwatorami, wyczuwać naszą społeczność, rozmawiać z nią. Jak inaczej dowiemy się, czego potrzebują? Studia mocno zarysowały mi tę ideę. Pracę w bibliotece zaczęłam w 2020 roku. Rok później nasza załoga dostała się do Programu Rozwoju Bibliotek, prowadzonego przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. Przez dwa lata realizowałyśmy działania wokół budowania trzeciego miejsca. Tam upewniłam się, iż to, co robimy ma sens.
– Ludzie przychodzą do biblioteki nie tyle po książki, co po emocje.
– Tak, jak najbardziej. Książka jest przecież zapisem wrażeń i emocji autora. Można się z nim zgadzać albo nie, można dyskutować i tak dalej. Ja czasem mówię do książki, do jej bohaterów, kiedy robią coś, według mnie, nie takiego, jak trzeba. Albo po prostu odrzucam książkę, bo przeczytałam w niej coś okropnego i nie mogę już do niej wrócić. Mam takie trzy tytuły, których nie ukończyłam i nie wiem, czy jeszcze do nich wrócę. Ale właśnie takie emocje są w bibliotece potrzebne. Ktoś mógłby pomyśleć – po co, nie tędy droga. A ja widzę, kiedy przychodzą do mnie dzieci na warsztaty i różne zajęcia czytelnicze, iż jest im to potrzebne.
– Wydaje mi się, iż byłabyś dobrym psychologiem. Zresztą, choćby Twoje projekty, które realizujesz, opierają się w dużej mierze na tej dziedzinie.
– Dziękuję za ten komentarz, kiedyś faktycznie rozważałam taką ścieżkę kariery (śmiech). W 2024 roku pojawił się program „Kurs na odporność”, realizowany przez Fundację Edukacja dla Demokracji i Fundację Szkoła z Klasą. Jego celem było przygotować osoby pracujące w instytucjach kultury do pracy z dziećmi i wzmacniania ich odporności psychicznej. Pamiętam pierwsze szkolenie z prowadzącymi z Fundacji Szkoła z Klasą. Przybliżyli nam raport o stanie zdrowia psychicznego dzieci. Byłam załamana tym, jak wyczerpane i zmęczone są. Pomyślałam, iż porwałam się z motyką na słońce, iż jeszcze komuś zaszkodzę. Nie byłam w tym sama, bo takie głosy pojawiły się także wśród innych uczestników szkolenia. Prowadzący wyjaśnili, iż chodzi o to, abyśmy nabrali kompetencji do tego, żeby zauważyć, iż ktoś potrzebuje pomocy. Chcieli pokazać nam, jak możemy wzmacniać dzieci, uczyć je nazywania emocji, relacji w grupie rówieśniczej, otwartości na drugiego człowieka i na samego siebie. Naszym zadaniem było później zdiagnozowanie społeczności, w której pracowaliśmy, poznanie jej potrzeb i na tej podstawie napisanie projektu. Dzięki rozmowom z dziećmi i ich rodzicami stworzyłam bazę wszystkich bolączek, które dręczą społeczność mojej biblioteki. Napisałam projekt „Bibliowskaz na dobrostan”, który był skierowany do dzieci i młodzieży, jednak udało mi się również zaopiekować ich rodzicami. Nawiązałam kontakt z Eweliną Pecio z gabinetu edukacyjno-terapeutycznego Labirynt Umysłu ze Świdnika, która poprowadziła warsztaty o uważności, mindfulness, połączone z jogą, elementami relaksacji dla dzieci i rodziców. Ponadto wspólnie z dziećmi stworzyliśmy gry o emocjach: „Gryzoń albo nic”, w której kapibary pomagały rozwiązywać problemy albo „Kosmiczne problemy”, w której byliśmy astronautami podróżującymi po planetach emocji. Prowadziłam także zajęcia z animacji poklatkowej i Lego, też o tematyce odporności psychicznej i dobrostanu. Pamiętam chłopca – Witka, który przyszedł do biblioteki, jak tylko dowiedział się, iż będą takie zajęcia. Okazało się, iż animacja poklatkowa to jego wielka pasja i sam kręci tego rodzaju filmy. Byłam pod wrażeniem jego wiedzy, dlatego poprosiłam go, żeby trochę opowiedział mi o tej sztuce. Był w szoku, iż zwracam się do niego o pomoc. Bardzo go to wzmocniło, pokazało mu, iż coś potrafi, iż może stanąć w roli nauczyciela. Później zresztą pomagał mi podczas zajęć.
– Dzisiejszy bibliotekarz to strażnik książki czy bardziej psycholog?
– Nie lubię polaryzacji, wolę łączyć te dwie funkcje. Chciałabym, żeby biblioteka była skupiona wokół książki, ale też wokół uważności na potrzeby społeczne. jeżeli w danej społeczności brakuje miejsca na aktywności lokalne, niech stanie się nim biblioteka. Zapraszam, możecie przyjść, posiedzieć, pogadać. jeżeli biblioteka będzie otwarta tylko na książki, a nie na ludzi, mija się z celem.
– Czyli faktycznie możesz przyjść do biblioteki i wyjść bez książki, za to z czymś równie ważnym.
– Tak, możesz wyjść z zaproszeniem na warsztaty z szydełkowania, którego zawsze chciałaś się nauczyć albo z kierunkiem po pomoc, bo jesteś zdołowana i nie wiesz do kogo się z tym zwrócić. Warto zwracać uwagę na to, czy coś dzieje się z drugą osobą, pielęgnować w sobie tę uważność. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, iż za kilkanaście lat depresja będzie jedną z głównych przyczyn zachorowań na świecie. To moment, kiedy możemy pracować od podstaw z dziećmi. Nauczyć dorosłych, by towarzyszyli swoim pociechom. Zwrócić uwagę na seniorów i ich życiowy bagaż. Zauważyć, jak ważna jest przede wszystkim rozmowa. Biblioteka może w tym wszystkim towarzyszyć. Podsunąć książkę, ulotkę z informacją, gdzie szukać pomocy psychologicznej czy po prostu porozmawiać. Czasami to wystarczy.
– Czytelnicy przychodzący do Twojej biblioteki stali się dla Ciebie dobrostanem? Spokojem w głowie?
– Tak, dobrze czujesz. To, iż zainteresowałam się tym tematem sprawiło, iż weszłam w niego głębiej i zauważyłam swoje braki. Zaczęłam je uzupełniać, by stać się lepszym wsparciem dla innych. Zależy mi na tworzeniu w bibliotece dobrej atmosfery, ciepłej, ludzkiej. Wydaje mi się, iż tak po prostu lepiej się żyje.
– Chciałabym też zapytać o tę drugą stronę Twojej pracy, czyli rzeczy w niej trudne.
– Zdarzają się trudni czytelnicy, którzy swoją frustrację kierują na nas. Kiedy, na przykład, nie ma tomu z sagi, którą akurat czytają, bo ktoś inny go wypożyczył. Moim zdaniem trzeba do takich sytuacji podchodzić z wyrozumiałością. Co jeszcze jest trudne? Samotność w realizacji różnych projektów. Przez dwa lata koordynowałam projekt z programu „BLISKO” z Narodowego Centrum Kultury. W jego ramach organizowałam wiele wydarzeń czytelniczych, animacyjnych, inicjatyw oddolnych. Muszę jednak przyznać, iż było to wyczerpujące doświadczenie. Rozliczenie projektu, pilnowanie harmonogramu, faktur,. Jednocześnie cały czas prowadziłam bibliotekę, lekcje biblioteczne. Także czułam się w tym wszystkim osamotniona. Ostatnią, trudną rzeczą w pracy bibliotekarza są, tu strzelę sobie w kolano, braki kadrowe i (w przypadku mojej filii) metraż raczej kieszonkowy niż marzeń, zdecydowanie mniejszy niż potrzeby czytelników.
– Jesteś „Bibliotekarką Roku 2025 województwa lubelskiego”, masz szansę na tytuł najlepszego „Bibliotekarza Roku 2025” w Polsce. Czy to powoduje, iż cały czas musisz więcej, mocniej, jeszcze lepiej?
– To piękne pytanie i dziękuję Ci za nie. Od razu odbijam piłeczkę i wysyłam wirtualne uściski i kwiaty do dziewczyn z Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego i Akademii PRB, w której uczestniczyłam rok temu. Dzięki Akademii wzięłam udział w cyklu szkoleń, rozwiązałam też test Gallupa, który mówi o naszych talentach, wrodzonych zdolnościach i skłonnościach do różnych rzeczy. Okazało się, iż jestem maksymalistą. Na drugim i trzecim miejscu znalazły się odpowiedzialność i dyscyplina. To właśnie ten maksymalista wszystkim u mnie zarządza i ciągnie. Mówi „może jeszcze jeden projekt”. Wszystko musi być tip-top. Szkolenia uświadomiły mi, iż często sama narzucam na siebie presję, co jest prostą drogą do wypalenia zawodowego. Wszystkie zdobyte tytuły i nagroda Anny Platto to dla mnie dowód na to, iż zostałam doceniona. Uświadomiłam sobie, jak wiele zrobiłam dla innych osób. Teraz skupię się bardziej na własnym dobrostanie.
– Na zakończenie – gdyby Twoja biblioteka była książką, jaki nosiłaby tytuł?
– Sparafrazuję cytat z “Małego Księcia”: byłby to poradnik “Oswajaj odpowiedzialnie”. Troszcz się o swoje serce, umysł, dopiero potem działaj dla innych. Po prostu bądź odpowiedzialny za to, co robisz. Pracuj dobrze, wykonuj swoje obowiązki, a jeżeli widzisz, iż coś jest nie tak u kogoś z zespołu albo czytelników, zapytaj, pomóż. Troszcz się o swoje środowisko pracy, bo w nim najważniejsi są ludzie.
Agata Flisiak















