2391. Zmiany, roszady, zakończenia...

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 2 dni temu
Przyszło nam żyć niejako w dwóch cyklach rocznych. Pierwszy to dobrze nam znany kalendarz, w którym stary rok kończy się 31 grudnia, a kolejny, nowy rozpoczyna 1 stycznia, a potem biegnie swoim rytmem przez kolejnych 12 miesięcy. Znamy to, prawda?
le jest też drugi cykl, ciut krótszy, z którego teoretycznie wypadają dwa--trzy miesiące przeznaczone na wakacyjny odpoczynek. To cykl szkolno-formacyjny rozpoczynający się zwykle we wrześniu lub październiku, a kończący w czerwcu. Co prawda różne organizacje i wspólnoty organizują różne wyjazdy wakacyjne i stacjonarne zajęcia na czas wypoczynku, nie mniej ten główny okres formacyjny przypada na miesiące nauki w szkole i na studiach. Maj i czerwiec to również czas, kiedy w wielu parafiach następują zmiany personalne księży. Niejednokrotnie wiąże się to ze zmianami w opiece duchowej różnych wspólnot. Jedni opiekunowie duchowni odchodzą, po to aby ustąpić miejsca innym. Wśród zmian nastąpiła także i ta najbardziej wyczekiwana przez wielu wiernych z mojej parafii. Pewnie domyślacie się jaka...
Miniony weekend był dla mnie nieco intensywny. W sobotę na jeden dzień wyskoczyłam do Wadowic na spotkanie moich "Rafałków", ostatnich przed wakacjami. Była Msza święta wraz z grupą dzieci komunijnych z Jasła (obiecali pozdrowić tamtejsze "Antosie"), były 50-te urodziny jednego ze członków wspólnoty, ciasto, kawa, gry i zabawy, tańce... Spotkanie to miało więc charakter bardziej zabawowy niż formacyjny, ale i takich nie może zabraknąć we wspólnocie. Trochę porozmawialiśmy na temat zbliżającego się obozu, bo już zaczyna formować się jego program. Trochę tylko brakowało księdza kapelana, ale on akurat pojechał do Krakowa na spotkanie synodalne.
Na niedzielę zostaliśmy zaproszeni przez jednego z poprzednich kapelanów "Dominków bis" na festyn parafialny do Jerzmanowic. Jerzmanowice to taka miejscowość pomiędzy Olkuszem, a Krakowem. Dziesięć lat temu była tam baza uczestników ŚDM w Krakowie, którzy pojechali na wydarzenia centralne z grupami parafialnymi. Podczas wspomnianego pikniku wystawiliśmy dwa mini-przedstawienia - jedno podczas kazania, a drugie - samego festynu. Poza tym trochę pobawiliśmy się, potańczyli, było miło i przyjemnie. Takie nieformalne zakończenie roku formacyjnego. Jeszcze czeka nas obóz, ale to dopiero w sierpniu. A propos obozu, bardzo nieśmiało przypominam o naszej zbiórce na ten cel -> .
Z festynu jak najszybciej próbowałam dostać się do Katowic na pożegnanie księdza Krisa, który opuszcza Duszpasterstwo Akademickie i rusza na podbój Italii. Traf chciał, iż akurat wtedy, gdy dotarliśmy do Jaworzna, to z drugiego przystanku odjeżdżał Autobus, na który zależało mi, aby zdążyć. Na szczęście jedna z mam wzięła sprawy w swoje ręce i odbyłyśmy szalony rajd po ulicach J-na, goniąc ten nieszczęsny autobus, co finalnie nam się udało. Zdążyłam więc chociaż na końcówkę imprezy. W Duszpasterstwie byłam dwa lata, dużo mi dało, pewnie głupio bym się czuła, gdybym nie pojechała, nie uścisnęła mu dłoni i nie powiedziała zwykłego, szczerego "dziękuję".
W zasadzie czeka mnie jeszcze jedna zmiana - odchodzi ksiądz Jack z Oratorium w S-cu. Tak sobie myślę, iż chyba bym wyśmiała mojego obecnego proboszcza w twarz, gdyby się okazało, iż to właśnie ksiądz Jack zostanie jego następcą. Tak go uciskał, tak go gnębił z powodu wady wymowy. Skutkiem tego ksiądz Jack po roku u nas napisał prośbę o przeniesienie. A tu proszę - kamień wzgardzony stałby się fundamentem. Nie wiem jakie plany ma inspektor względem księdza Jacka. Ale szczerze życzę mu jak najlepiej. Oby trafił nan takich przełożonych, którzy pozwolą mu się wykazać mimo wady wymowy. Bo ma potencjał, i to niemały.
Idź do oryginalnego materiału