2390. Na odpoczynek też trzeba znaleźć czas

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 3 dni temu
Półtora tygodnia do wakacji. Normalni nauczyciele dopinają na ostatni guzik rzeczy związane z zakończeniem roku szkolnego. Co robi Lolek? Rzuca wszystko i rusza... Nie, nie w Bieszczady, ale do niewielkiej Wał-Rudy, gdzie każdego 18-dnia miesiąca odbywa się Droga Krzyżowa śladami męczeńskiej śmierci bł. Karoliny Kózkówny.
Od razu jednak pragnę Was uspokoić. Z tym rzucaniem wszystkiego to taka mała przesada - wystarczyło wypisać sobie wolne na dany dzień. W środowy wczesny ranek (bo jak inaczej nazwać godzinę 5:12 rano) zdążyłam jeszcze skoczyć na Mszę świętą wraz z poprzedzającymi ją Godzinkami, śpiewanymi przez stałą, pięcioosobową ekipę. Jeszcze trochę i nauczę się ich w całości na pamięć. A przy okazji zastanawiam się, czy ludzie w moim wieku śpiewają jeszcze tą piękną, poranną modlitwę. Po Mszy popędziłam na kolejne środki transportu, które w końcu dowiozły mnie do celu. Ostatni środek transportu był dosyć niespodziewany i nieoczekiwany, ale sprawił mi najwięcej radości.
Na miejsce dotarłam tuż przed rozpoczęciem się Drogi Krzyżowej, czyli zdążyłam. choćby nie wiecie jak bardzo radowało się moje serce i w ogóle wnętrze. No bo teoretycznie powinnam się spóźnić i gonić całą procesję, jak już było z dwa razy. Oczywiście, gdyby tak się stało to pobiegłabym za całym tłumem. Bóg jednak miał wobec mnie inne plany i postanowił zaoszczędzić mi tej przygody. Dzięki temu wyruszyłam śladem ostatniej drogi błogosławionej Karoliny wraz z innymi, splatając się z nimi w jeden głos śpiewem, modlitwą, a choćby zwykłym milczeniem. Czasami to ostatnie jest najbardziej wymowne. Ale i pozwala się skupić na tym, co mówią innym, na tym, co najważniejsze.
Tym razem rozważania opierały się na życiu św. Maksymiliana Marii Kolbego i prowadzone były przez Rycerzy Kolumba. Cisza panująca w lesie od czasu do czasu przeszywana ptasim świergotem sprzyjała osobistej refleksji. Droga Krzyżowa trwała wyjątkowo długo, chyba najdłużej ze wszystkich, na których dotychczas udało mi się być. Sama jej długość mi nie przeszkadzała, problemem było to, czy zdążę na powrotnego busa jadącego przez centrum miejscowości. Gdybym na niego nie zdążyła, to miałabym jeszcze opcję jechania kolejnym, ale po godzinie 19:00. To z kolei opóźniłoby mój i tak nocny powrót do domu, bo przecież nie zdążyłabym na pociąg, który odjeżdża kilka minut po 19. A do przystanku też trzeba dojść jakieś 2 kilometry. Jednak i tutaj problem sam się rozwiązał. Muszę przyznać, iż w 95% mam szczęście do otaczających mnie ludzi.
Idź do oryginalnego materiału