2321. Przyszła pora na zimę stulecia...

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 1 dzień temu
W naszym tryptyku podróży przez najzimniejsze zimy docieramy w końcu do tej, która miała miejsce w 1978/1979 osób. Mnie nie było jeszcze na świecie, ale wiem, iż bardzo wielu moich drogich czytelników w miarę dobrze ją pamięta. To co, gotowi na podróż do kolejnej pamiętnej zimy w historii powszechnej ale także i naszego kraju?

Paraliż kraju, ogromne zaspy i niskie temperatury. Taka była zima stulecia

Zima stulecia - tak zwyczajowo mówi się o czasie z przełomu 1978 i 1979 r. Nic dziwnego, bo tamta zima była wyjątkowo śnieżna i mroźna, choć nie rekordowo. Co więcej, opady śniegu były tak obfite, iż w kilku województwach ogłoszono stan klęski żywiołowej.
  • Zima z przełomu 1978 i 1979 r. zapisała się w pamięci wielu osób jako bardzo śnieżna i gwałtowna;
  • Opady śniegu były tak obfite, iż większość kraju została sparaliżowana. Szyny kolejowe pękały od mrozu, a autobusy jeździły wykopanymi w śniegu tunelami;
  • Problemy były także m.in. z ogrzewaniem, bo węgiel nie mógł dotrzeć do elektrociepłowni
Paraliż kraju, ogromne zaspy i niskie temperatury. Taka była zima stulecia
W nocy z 29 na 30 grudnia 1978 roku rozpoczął się napływ mroźnej masy powietrza z północy. Spowodowało to, iż opady deszczu zaczęły się nasilać i przenosić w śnieg. Towarzyszył temu silny wiatr, co powodowało szybkie tworzenie się zasp. Od początku 1979 roku polska przez kilkunastostopniowy mróz oraz ogromną ilość śniegu była niemal całkowicie sparaliżowana. Na terenie województwa gdańskiego już 1 stycznia wprowadzono stan klęski żywiołowej.
"Gwałtowne śnieżyce, zamiecie i ostry mróz. Zima przypuściła atak na północy, od Suwałk, Gdańska i Szczecina, przesuwając się w głąb kraju. Porywisty wiatr zasypał śniegiem drogi i szlaki kolejowe. Komunikacja niemal całkowicie sparaliżowana..." - relacjonował lektor Polskiej Kroniki Ludowej z 1 stycznia 1979 r.
Chłodny front atmosferyczny przemieszczał się na południe kraju, przynosząc śnieżyce i gwałtowny spadek temperatury w większości regionów. Warto dodać, iż w wielu miejscach notowano dużą pokrywę śnieżną - 84 cm w Suwałkach (16 lutego 1979 roku), 70 cm w Warszawie (31 stycznia 1979 roku).
Paraliż transportu spowodował, iż w kolejnych dniach zaczęło brakować surowców energetycznych. Węgiel nie mógł na czas dotrzeć do elektrociepłowni, bo z powodu mrozu pękały szyny kolejowe, a zwrotnice zamarzały. Do rozmrażania szlaków oraz dróg skierowano wyposażone w ciężki sprzęt wojsko.
W wielu miastach komunikacja miejska praktycznie nie działała, ale zdarzało się, iż autobusy jeździły wykopanymi w śniegu tunelami. Trudno też było przedostać się z miasta do miasta, więc wiele osób zmuszonych było koczować na dworcach kolejowych i autobusowych. "Pociąg osobowy zdążający z Kielc do Katowic utkną w zaspach śnieżnych w okolicach Charsznicy. O sześć godzin później niż przewiduje rozkład, przybył na granicę pociąg zdążający do Warszawy z Wiednia przez Pragę" - relacjonowała "Gazeta Krakowska" na początku lutego 1979 roku.
Z powodu trudnej sytuacji ówczesny minister oświaty i wychowania Jerzy Kuberski podjął decyzję o tym, aby wstrzymać powroty dzieci i młodzieży z zimowisk.
"Zakłócenia w komunikacji kolejowej i drogowej spowodowały podjęcie przez ministra oświaty i wychowania decyzji o wstrzymaniu powrotu młodzieży przebywającej na zimowiskach. W Nowosądeckiem na przedłużonych feriach pozostało ponad 1,3 tys. dziewcząt i chłopców z różnych stron kraju. Ich wyjazd będzie możliwy dopiero za kilka dni, gdy skutki kolejnego ataku zimy zostaną przezwyciężone" - można było wyczytać w "Gazecie Krakowskiej".
Dobrze jest wspomnieć, iż bardzo niskie temperatury wraz z zamarzniętym w ich wyniku grunt pośrednio przyczyniły się do wybuchu gazu w rotundzie PKO w Warszawie. Doszło do niego 15 lutego 1979 roku. W katastrofie śmierć poniosło 49 osób.

źródło: https://podroze.onet.pl/ciekawe/zima-stulecia-dlaczego-przelom-1978-i-1979-roku-zapisal-sie-w-historii/1v12533

A skoro mówimy o biciu rekordów, to ja pobiłam dziś jeden - 3 godziny czekałam pod gabinetem lekarza. Byłam piąta w kolejce. Ja rozumiem sezon grypowy, ale tym sposobem prędzej złapałabym wirusa w ten sposób (przy obniżonej na skutek zabiegu odporności) niż w ogóle. Nie wywalczyłam skierowania, którego chciałam. Ale za to wyszłam ze zdiagnozowaną anemią... Co ciekawe, nie miałam żadnych jej objawów, nic. Gdybym nie zrobiła tej krwi na tarczyce, to pewnie żyłabym w nieświadomości. Ale iż mi nic nie powiedzieli po zabiegu, kiedy i tak mi robili badania krwi? Przecież anemia nie bierze się z dnia na dzień. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam nadzieję uporać się z nią w miarę sprawnie i będzie po kłopocie.
Idź do oryginalnego materiału