2142. Naszkicować plan działania

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 4 tygodni temu
Na początek chcę się z Wami podzielić przepięknym niebem, którym miałam zaszczyt zachwycać się o 6:30 rano czekając na autobus. Aż dech mi zaparło z wrażenia.
I już wiedziałam, iż to będzie dobry, chociaż długi dzień.
Jeżeli człowiek zostaje po godzinach na uczelni, to musi się dziać coś szczególnego. Tym czymś szczególnym okazało się spotkanie większej części naszej Wydziałowej Rady Samorządu Studenckiego z duszpasterzem akademickim, księdzem Krisem. Pierwotnie mieliśmy się spotkać po Mszy świętej na rozpoczęcie nowej kadencji (pisałam o niej >>tutaj<<), ale wtedy mieliśmy małą obsówkę w czasie i w ostateczności przenieśliśmy to spotkanie na nieokreślony termin. Kilka dni temu nasza obecna przewodnicząca rozpytywała nas, czy mamy czas zostać we wtorek po długiej przerwie, bo wtedy ksiądz zgłosił swoją chęć i czas, aby z nami usiąść i porozmawiać. Większości z nas pasowało, więc "klepnęliśmy" ten termin.
Tym sposobem pięcioosobowa reprezentacja miała okazję podebatować z księdzem Krisem i podzielić się pomysłami na współpracę pomiędzy Wydziałem Teologicznym, a Duszpasterstwem Akademickim "Centrum". Bo jak dotąd była ona raczej na minimalnym poziomie. Nie będę pisać dlaczego, ale mam wrażenie, iż byłej-Starościny, która przez kilka lat pełniła funkcję przewodniczącej Wydziałowej Rady Samorządu Studenckiego (jak to się mogło stać?) naprawdę kilka osób lubi. Szczególnie na naszym wydziale. Na spotkaniu padło wiele ciekawych propozycji, m.in. rozreklamowanie akademickich Mszy świętych, spotkań duszpasterstwa, może jakiś wspólny wyjazd, może konferencja. W każdym razie jest chęć wzajemnej współpracy, a to jak na razie wydaje się najważniejsze. Podstawowym kanałem informacyjnym, poza komunikatorami internetowymi, zostałyśmy ja i Madziałek, jako członkinie duszpasterstwa. Oj, oj, robi się odpowiedzialnie.
A poza tym był to czas po prostu na rozmowę, na poznanie siebie wzajemnie, zwłaszcza tych, którzy nie są związani z Duszpasterstwem Akademickim. Na wspomnienia księdza związane ze studiowaniem na tym wydziale. Niektóre z nich były zabawne, a inne ciekawe. No cóż, nie zawsze jest tak wesoło i przyjemnie jak byśmy chcieli. Jednak z perspektywy czasu nie żałuję, iż złożyłam papiery najpierw na pierwszy stopień studiów, potem na drugi, chociaż pierwotnie tego nie planowałam. Wiele się nauczyłam przez tych niespełna 5 lat na temat pracy z rodzinami, zwłaszcza tymi, które mają jakieś deficyty. Bo o to głównie chodzi na tym kierunku, a nie jak wiele osób w komentarzach sugerowało, iż dla założenia rodziny nie są potrzebne studia. To tak, jakby pisać, iż na pedagogikę idzie się po to, aby wiedzieć jak wychowywać swoje dzieci, a na bibliotekarstwo, aby wiedzieć co im czytać. A myślę, iż nie taka była główna motywacja wyboru tego typu studiów.
Po wyjściu z uczelni tradycyjnie 3,5 godziny spędzone w pracy, a potem najszybciej jak się dało (co jest awykonalne przy rozkopanym S-cu) wracałam do domu. No, prawie, bo jeszcze wstąpiłam do kościoła, aby pomóc w budowie (chociaż to chyba nie jest adekwatne określenie) dekoracji wielkopostnej. Wiecie, nie spodziewałam się obecności kogoś z kandydatów do bierzmowania, myślałam, iż będą mieli coś innego do roboty na wieczór. A tu proszę, przyszło kilka sztuk, ot tak. Ale z drugiej strony to każda para rąk była na miarę złota, bo dzięki temu szybciej zakończyliśmy naszą pracę.

Przy okazji trochę porozmawialiśmy o okresie Wielkiego Postu, jego sensie, nabożeństwach (chociaż jeszcze ich nie podpytałam co z Drogą Krzyżową), jak każdy z nich go rozumie. Podzieliłam się też z nimi pewną grafiką, na temat wyrzeczeń związanych z tym okresem liturgicznym.
Bo kto powiedział, iż musimy rezygnować z czegoś wielkiego i spektakularnego? Czasami warto zacząć od niewielkich rzeczy, w których uda nam się wytrwać. To od nas zależy, czy wykorzystamy ten okres, aby w jakimś stopniu stać się lepszym, czy też nie. I chociaż pewnie w komentarzach przeczytam, iż każdy czas jest ku temu dobry, to tak adekwatnie od czegoś trzeba zacząć. Dlaczego więc nie miałoby to być tych 40 dni poprzedzających Wielkanoc?
Idź do oryginalnego materiału