Żyjemy w XXI wieku, nasza wiedza jest na niezłym poziomie, a mimo to mam wrażenie, iż w dalszym ciągu obracamy się w kręgu ustanowionych przez naszych przodków stereotypów. Nie, nie mam pretensji dla pokolenia moich dziadków, czy też pradziadków, wychowujących się i całe życie żyjących na wsi za których czasów ludzie tacy jak ja albo umierali po narodzeniu, albo w niemowlęctwie, a choćby o ile przeżywali, to byli chowani przed światem. Można więc było twierdzić, iż u Stacha urodził się potwór, co to ma "olbrzymią głowę i ciągle mu leci z gęby" (a dziecko po prostu miało wodogłowie), a u Józka jest malec opętany przez demona (a dziecko mogło mieć jakieś schorzenie psychiczne).
No dobrze, wtedy mogły rodzić się różne dziwne stereotypy odnośnie tego, co niepełnosprawne, a przy tym i obce. Czasy te jednak minęły, nastał nowy ustrój, który nie karze chować takich osób jak ja w domu w myśl zasady, iż to co niedoskonałe należy ukrywać przed światem. Zaczęliśmy uczęszczać do szkół i na uczelnie wyższe na równi z naszymi pełnosprawnymi rówieśnikami, wielu z nas pracuje, także na identycznych stanowiskach, jak sprawni pracownicy. Jak wiecie, wielu ludzi niepełnosprawnych, w tym ja, stara się żyć pełną piersią, oczywiście na tyle, na ile pozwala im ich zdrowie i sprawność. I chyba nam się to udaje, bo większa część społeczeństwa widzi w nas pełnoprawnych jego członków. Dlatego odczuwam zdumienie i zażenowanie przy takich sytuacjach, jak poniższa.
Od jakiegoś czasu, ku uciesze księdza Jacka, ponownie zaczęłam udzielać się w Oratorium w jego parafii. choćby nie wiecie jak to jest, kiedy wchodzicie w jakąś społeczność i nikt nie traktuje Was jak intruza, który nie wiadomo po co przyszedł. A tak adekwatnie się czułam przez lata, chodząc do podobnej organizacji przy mojej parafii, co raczej mnie rozstrajało psychicznie, bo miałam przeczucie, iż tor co wypracowałam ciężko przez długie lata uczęszczania na Ora w roli animatora, posypało się w jednej sekundzie, być może przez takie stereotypowe myślenie księży i upychanie mnie na siłę do z góry ustalonej szufladki. Teraz powoli wracam do równowagi, także dzięki księdzu Jackowi i innym animatorom, którzy traktują mnie normalnie - kiedy trzeba to zwrócą uwagę, ale potrafią też wesprzeć dobrym słowem.
Może dziwnie to zabrzmi, ale jestem dosyć małomówna, zwłaszcza w odniesieniu do nieznanych mi osób. No i pewnie dlatego czasami dochodzi do tak kuriozalnych, jak dla mnie, sytuacji jak dzisiaj.
Jednym z animatorów jest ok. 80-letnia kobieta. Wspaniała, bardzo lubię z nią rozmawiać, przyucza mnie też do gry w szachy, a dzisiaj robiłyśmy razem jeszcze raz listę dzieci, które będą uczestniczyć w półkoloniach. Ale była też inna kobieta, koleżanka pani Ani. Była od niej młodsza, ale od początku wydawała mi się dziwna. Te jej teksty, to komentowanie, kim jest co drugie dziecko i kim są jego rodzice. Nie cierpię takiego zachowania, sama staram się go unikać jak pieprz. Po pewnym czasie odczuwałam frustracje na sam dźwięk jej głosu. Nie wiem po co przyszła - ani nie pilnowała dzieci, ani nie angażowała się zbytnio w Oratorium. Chyba tylko po to, aby mieć o czym plotkować. A już kompletnie przegięła, kiedy poprosiła mnie o pomoc z obsługą telefonu. Ogólnie wszyscy, choćby dzieciaki, wiedzą iż Lolek ani nie przyniesie szklanki z wodą, ani nie obsłuży dotykowego telefona. I nie ma z tym problemu. Teraz w moim imieniu wypowiedziała się pani Ania, iż mogę nie dać rady tego zrobić. Grzecznie i taktownie. Na co tamta, ni z gruszki, ni z pietruszki, wystrzeliła:
- A co, aż tak jest upośledzona psychicznie?
Zagotowało się we mnie, bo do tego to mi jeszcze bardzo, bardzo daleko.
- Sama jest pani upośledzona umysłowo - odparłam i w zasadzie sama się sobie dziwiłam. Paniusia otwarła usta niczym ryba wyciągnięta z wody, pani Ania szeroko otworzyła oczy. A ja zamiast wstydu, iż tak powiedziałam czułam ulgę. Nie mogę dać się poniżać, zwłaszcza w takiej instytucji, jaką jest kościół. W mojej parafii nie powiedziałam we właściwym momencie nie na takie traktowanie i skończyło się tak, jak się skończyło - zapędzeniem się za daleko niektórych osób. Niepełnosprawni też mają godność. Niepełnosprawność ruchowa nie jest tożsama z niepełnosprawnością umysłową. Tak samo jak to, iż ktoś jest małomówny czy też wycofany. Im prędzej się to zrozumie, tym lepiej.
Wiecie co, jestem zadowolona za ten kontratak. Nie będę tego ukrywać.