Zbrodnia, której dokonał Mieszko R., w maju 2025 roku wstrząsnęła Polską. Student prawa wszedł na teren kampusu Uniwersytetu Warszawskiego z siekierą i zabił portierkę – mamę trójki dzieci. Ciężko ranił też ochroniarza, który rzucił się kobiecie na pomoc. Ku zaskoczeniu opinii publicznej morderca nie był pod wpływem narkotyków i alkoholu.
Niedługo po schwytaniu Mieszko R. został poddany obserwacji w szpitalu w Jarosławiu na Podkarpaciu, a teraz wrócił do aresztu w Radomiu. Prokurator Piotr Antoni Skiba w rozmowie z mediami powiedział, iż treść opinii na razie nie będzie ujawniana, bo muszą się z nią zapoznać najpierw prokuratorzy i obrońcy oskarżonego.
Jak jednak taka dokumentacja może wyglądać? Jak powstaje opinia biegłych o zabójcach zdolnych do najbardziej brutalnych czynów? O tym naTemat.pl mówi dr hab. n. med. Grzegorz Opielak, który w swojej wieloletniej karierze niejeden taki przypadek pomagał zbadać.
Minęło ponad pół roku od zbrodni na Uniwersytecie Warszawskim. Opinia o Mieszku R. powstawała długo czy krótko?
Dr hab. n. med. Grzegorz Opielak: Sąd wprawdzie określa datę – do kiedy spodziewa się otrzymać od biegłych opinię, ale już sama obserwacja potrzebna do jej sporządzenia, trwa najczęściej od 4 do 8 tygodni. W szczególnych przypadkach, a ten Mieszka R., taki jest, bywa przedłużana. Zdarzały się obserwacje trzymiesięczne, a choćby dłuższe.
W jakich sytuacjach sąd najczęściej je zleca – gdy chodzi o ustalenie czyjeś poczytalności, bądź niepoczytalności?
Najczęściej zleca sporządzenie opinii psychiatrycznej właśnie wtedy, gdy pojawiają się wątpliwości co do poczytalności osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Najczęściej już na etapie postępowania przygotowawczego prokuratura, na podstawie materiału zebranego przez policję, (lub ze względu na charakter popełnionego czynu), zwraca się do biegłych psychiatrów i psychologów o opinię i przeprowadzającą ją obserwację. Najważniejsze jest ustalenie, czy dana osoba, w chwili popełnienia czynu była poczytalna, bo jeżeli tak, to znaczy, iż może odpowiadać przed sądem karnym.
Oczywiście w trakcie obserwacji przebywa ona cały czas na sądowym oddziale psychiatrycznym o podwyższonym stopniu zabezpieczenia. I to tam rozmawiają z taką osobą, w tym wypadku już pacjentem – lekarze psychiatrzy i psycholodzy. Taki człowiek jest też obserwowany przez pielęgniarki i cały personel.
Na czym konkretnie polegają rozmowy z takim pacjentem i jego obserwacja?
Nie ma sztywnego schematu. O tym, ile rozmów i jakich, a także ile konsultacji diagnostycznych jest potrzebnych, by wydać rzetelną opinię, decydują już psychiatrzy i psycholodzy, którzy prowadzą obserwację. Mogą to być tylko osoby wpisane na listę biegłych Sądu Okręgowego. Często pracują na codzień na oddziale sądowym szpitala psychiatrycznego, na którym podejrzany o popełnienie przestępstwa jest izolowany.
Uczestniczyłem w takich obserwacjach na oddziałach sądowym szpitali. To doświadczenie, które zostaje w pamięci. Czyta się akta sprawy, zna się szczegóły zbrodni, a potem spotyka człowieka, który ja popełnił i okazuje się, iż można prowadzić z nim zupełnie normalną rozmowę, zwłaszcza gdy jest leczony.
Czyli w trakcie obserwacji podawaje się leki psychotropowe? To jej nie zaburzy?
Jeżeli pacjent wymaga leczenia, to tak – podaje się leki. Obserwacja nie wyklucza farmakoterapii. o ile ktoś ma objawy psychotyczne, to trzeba je leczyć, choćby w trakcie opiniowania.
Czym oddział, na którym odbywa się obserwacja podejrzanego o popełnienie ciężkich przestępstw, różni się od zwykłego oddziału psychiatrycznego?
Taki oddział ma więcej zabezpieczeń: wzmocnione drzwi, śluzy, grubsze kraty w oknach. Jest też na nim większa liczba personelu – pięć osób przypada na maksymalnie 20 łóżek pacjentów. Jest to przez cały czas oddział leczniczy, ale przystosowany do pracy z osobami potencjalnie niebezpiecznymi. Najwyższy poziom zabezpieczeń, taki jak w Gostyninie, gdzie przebywał pedofil i morderca Mariusz Trynkiewicz, czy oddział psychiatryczny przy ul. Montelupich – to już de facto placówki o charakterze penitencjarnym.
Opinia o Mieszku R. ma 200 stron. Co znajduje się w takim dokumencie – oprócz notatek ze wspomnianych rozmów i opisów tego, jak pacjent się zachowywał na oddziele?
Jest tam nie tylko bardzo szczegółowy opis tego, jak pacjent zachowywał się w trakcie obserwacji, ale także przebiegu wcześniejszych chorób, badań i ewentualnego leczenia, jeżeli był leczony. Opinia zawiera też rozbudowany życiorys: dzieciństwo, sytuacja rodziny, w jakiej obserwowany się wychowywał, informacje o chorobach, (w tym psychicznych)Tru, jakie w niej występowały, przebieg edukacji pacjenta, urazy, jakich doznał, (np. głowy) i to, jak funkcjonował społeczne. Przy tak ciężkich przestępstwach, jak dokonanie zabójstwa, sam życiorys liczy zwykle ok. 20 stron, dlatego 200-stronicowa opinia nie jest niczym zaskakującym.
Prokuratura nie ujawniła na razie mediom, co się w niej znalazło...
Wchodzą w grę dwa zasadnicze scenariusze. Pierwszy: o ile poczytalność była zachowana, proces będzie toczył się normalnie, a oskarżony będzie odpowiadał na podstawie kodeksu karnego.
Druga sytuacja – zniesiona poczytalność Mieszka R. Wtedy postępowanie karne ulega umorzeniu, bo nie możemy sprawcy przypisać winy w sensie prawnym.
Sąd zadaje jednak wtedy biegłym kolejne pytanie: czy istnieje wysokie ryzyko, iż taka osoba ponownie popełni podobny czyn. A jeżeli tak, wówczas sąd może zastosować środek zabezpieczający w postaci detencji psychiatrycznej. Oznacza to znów umieszczenie pacjenta na sądowym oddziale psychiatrycznym, gdzie dochodzi do izolacji i leczenia. To nie jest kara – to środek ochrony społeczeństwa.
To już nie jest miejsce, w jakim prowadzona była obserwacja, tylko np. taki ośrodek, jak ten w Gostyninie, do którego trafił Mariusz Trynkiewicz po odbyciu kary w więzieniu – gdy biegli orzekli, iż jest ryzyko ponownego pełnienia przestępstwa?
Tak. I nie ma z góry określonego terminu, jak długo taka osoba w takim ośrodku pozostanie. Co pewien czas – zwykle co sześć miesięcy – przeprowadzana jest ponowna ocena stanu psychicznego pacjenta i ryzyka, jakie może on stwarzać po wyjściu na wolność.
Media często opisują przypadki osób izolowanych przez kilkanaście czy choćby kilkadziesiąt lat za czyny, które nie zawsze wydają się bardzo ciężkie. A wtedy ludzie dziwią się: "Jak tak można?!". Ale o tym, czy ktoś wyjdzie na wolność, nie decyduje sam czyn. Tylko właśnie to, czy jest ryzyko, iż znów go popełni. o ile pacjent po latach leczenia przez cały czas mówi: "jak wyjdę, zabiję sąsiada", to nie możemy go wypuścić. Warunkiem powrotu na wolność jest stabilizacja psychiczna i ustąpienie objawów choroby.














